Wszystko zaczęło się od drzwiczek. Mama powiedziała, że jak je postawimy, to będzie zaproszenie dla elfów żeby do nas przychodziły. I ZADZIAŁAŁO!
Pewnego ranka przyszła paczka! Jeden elf wyciągał drugiego ze skrzynki. Teraz mam DWA elfy! W zeszłym roku był tylko jeden, ale chyba było mu smutno. Może jak postawię więcej drzwiczek to przyjdzie cała rodzina elfów?
Wstaję rano i OD RAZU biegnę szukać. Tata mówi "najpierw łazienka", ale ja wiem swoje. Elfy nie czekają.
Raz znalazłam je na choince na ścianie. Wisiały jeden na drugim i trzymały kartkę "HELP US!". Pewnie chciały sięgnąć gwiazdkę, ale im się nie udało. Głuptaski. Trzeba było wziąć drabinę.
Innego dnia urządziły sobie imprezę z piernikami i moim pieskiem. Siedziały na pączku jak w jacuzzi. Lalka Zuzia też przyszła, chociaż jej NIE ZAPRASZAŁY. Zawsze się wprasza. Były balony i kubeczki. Ciekawe czy piły prawdziwą herbatę czy udawaną.
A potem – GOTOWAŁY! W mojej kuchni! Bez pytania! Nakładały łyżką do garnka i robiły obiad. Pewnie dla Mikołaja. Albo dla siebie, bo w nocy na pewno są głodne od tego latania.
Dzisiaj poszłam do łazienki umyć zęby i PRAWIE weszłam do wody!
Bo elfy zrobiły sobie JEZIORO. W mojej wanience dla lalek. Różowe jezioro! I jeden siedzi na kranie i łowi rybki. Ma wędkę i wszystko. Drugi leży sobie i odpoczywa, bo pewnie już nałowił wcześniej.
W jeziorze pływają takie małe rybki z oczkami. Pewnie są magiczne, bo skąd elfy by wzięły rybki w nocy? Na pewno przyleciały z nimi z Bieguna. Tam jest zimno, więc rybki lubią.
Rondelek położyły obok. Pewnie będą robić zupę rybną. Elfy jedzą dziwne rzeczy.
Mama mówi, że elfy patrzą czy jestem grzeczna. Ale ja myślę, że one same są niegrzeczne i dlatego tak dobrze się rozumiemy.
Dwadzieściacztery dni, dwadzieściacztery aranżacje. Wkrótce kolejne! Żona twierdzi, że to nic takiego. Ja twierdzę, że zasługuje na medal. Albo przynajmniej na kawę, którą zdążę jej zrobić, zanim dzieci się obudzą i zaczną poranny patrol.
Wydawca portalu Kulturalnie.waw.pl Tomasz Kalka