Kartaginę należy zniszczyć.

Kartaginę należy zniszczyć.

Geopolityka. Co to właściwie jest? Co to znaczy, że racjonalność zachowań narodów determinuje geografia? Odkąd świat zrobił się niespokojny, słyszę ten termin nieustannie. Definicja słownikowa brzmi mądrze, ale w gruncie rzeczy jeszcze nic nie mówi. Dopiero po obejrzeniu pewnego filmu... naprawdę to do mnie dotarło.

Włączam wiadomości. Znów gdzieś palą amerykańską flagę. Bliski Wschód. Kilkuset młodych mężczyzn z chustami na twarzach. Plamy ognia na asfalcie. Reporterka opowiada o demonstracjach po nalocie. Wyłączam dźwięk. Patrzę.

Nie rozumiem ich. Naprawdę. Stany dały światu Hollywood, internet i powstrzymały Stalina. Mój kraj jest pod ich parasolem. Dla mnie Ameryka jest skrótem od cywilizacji. A oni tańczą wokół tej flagi z taką samą wściekłością, z jaką mój dziadek tańczyłby wokół flagi z sierpem i młotem. Nie udają. Naprawdę widzą w tych gwiazdach coś, czego ja nie widzę.

Trzysta jeden dni cudu

Film braci Duffer „W ukryciu” (2015) to niszowy thriller, który większość widzów obejrzała raz i zapomniała. Ale jedna scena z tego obrazu wraca do mnie, ilekroć patrzę na płonące flagi.

Bohaterów poznajemy w podziemnym bunkrze. Ojciec, matka, mała dziewczynka. Ukrywają się przed czymś, co nazywają „wdychaczami”. Na powierzchni grasuje potężne zagrożenie. Rodzina chowa się tam już trzysta jeden dni. Jedzą z puszki, łapią szczury, gaszą światło, by nikt ich nie zauważył z góry. Mała ma lalkę, która ciągle się uśmiecha, choć dziewczynka chciałaby już, żeby przestała.

Dziecko pyta, czy może chodzić boso. Ojciec kategorycznie zabrania. „Nie jesteśmy zwierzętami”.

Zatrzymajmy się tu na chwilę. Ojciec, który od trzystu jeden dni żyje w piwnicy niczym zaszczute zwierzę, żelazną ręką broni granicy człowieczeństwa. Mówi córce: trzymaj się zasad, bo w przeciwnym razie staniesz się czymś gorszym. Człowieczeństwo to dyscyplina, a nie stan dany raz na zawsze.

W pewnym momencie dziewczynka, nasłuchując odgłosów z zewnątrz, pyta o potwory. Czy wdychacze ich nienawidzą? Polują na nich, kiedy tylko ich zauważą. Matka przytula ją i odpowiada zdaniem, które jest sercem tego filmu:

„Nie wiem, czy to nienawiść. Oni po prostu różnią się od nas i to sprawia, że boją się nas tak samo, jak my ich”.

To mądrość, którą rozumiemy wszyscy. Empatia w jej najczystszej, niemal podręcznikowej formie. Słyszysz ten ton? Spotkałeś go pewnie w setkach dyskusji o tolerancji i byciu lepszym człowiekiem. Ta wiedza ma nas wzbogacać. Każe nam zrezygnować z prostego strachu przed Innym. Słuchamy matki i podpisujemy się pod jej słowami obiema rękami.

Otrzeźwienie

A potem film robi coś, czego nie zapomnisz. Plot twist tak mocny, że wywraca całą moralną architekturę o sto osiemdziesiąt stopni.

Stopniowo, scena po scenie, układa się obraz, którego z początku nie chcesz przyjąć. Rodzina, której kibicowałeś przez godzinę, drżąc o jej życie... to mutanci. To oni są nosicielami zarazy. Wdychacze, czyli obcy w maskach – bo nie chcą się zarazić – to po prostu ocaleni ludzie. To oni są "normalni", próbują ratować świat przed czymś, co siedzi pod ziemią, dysponuje nadludzką siłą i... bardzo kocha swoją córkę.

Wszystko, co widzieliśmy, było prawdziwe. Miłość rodziców. Strach dziewczynki. Trzysta jeden dni cudu. To wszystko jest prawdą – z perspektywy bunkra. A jednocześnie, z perspektywy wdychaczy, ta sama rodzina jest dokładnie tym, czego się słusznie boją. Chorobą, która chce przeżyć.

I to jest ten moment otrzeźwienia. Przez cały czas kibicowaliśmy potworom. Ale najgorsze – i najbardziej genialne – jest to, że nasi bohaterowie wiedzą, kim są.

Wracam do cytatu matki: „Boją się nas tak samo, jak my ich”. Wypowiada to mutant, który jest w pełni świadomy swojej mutacji. Ojciec krzyczący „nie jesteśmy zwierzętami” nie naiwnie zaklinał rzeczywistość. On wydawał rozkaz własnemu organizmowi, by powstrzymać wewnętrzną bestię. Wiedzą, że są śmiertelnym zagrożeniem dla ludzi na górze. Ale mimo to chcą żyć. Każdy ich oddech pod ziemią jest walką o przetrwanie kosztem spokoju tych na zewnątrz. Są jak złodziej, który kradnie, by dać jeść swojemu dziecku. Złodziej wie, że krzywdzi ofiarę. Rozumie jej gniew. Ale nie odłoży chleba, bo woli, by płakało cudze dziecko, a nie jego.

To jest właśnie geopolityka.

Rzeka, która nie napoi dwóch państw

Ten film pokazuje, że autentyczne wszechświaty wartości mogą się wykluczać, a konflikt nie zawsze jest efektem głupoty czy nieporozumienia, które można rozbroić dialogiem.

Wyobraźcie sobie dwa państwa nad tą samą rzeką. Oba muszą z niej pić. Rzeka nie wystarcza dla obu. Żadne z nich nie zaczyna wojny dlatego, że jest "złe". Oba zaczynają wojnę dlatego, że muszą żyć. Przetrwanie jednego jest brakiem przetrwania drugiego. Wola życia jednej strony oznacza śmierć drugiej. Nie ma tu winnego. Przemoc wyniknie ze struktury świata, a nie ze złej woli.

W „W ukryciu” tym ograniczonym zasobem jest biologia. Normalne życie. Jedni są ludźmi, drudzy zarażonymi, i nikt tego nie wybierał. W stosunkach między państwami panuje stan natury – bellum omnium contra omnes (wojna wszystkich ze wszystkimi) . Wewnątrz państw chroni nas Lewiatan (monopol państwa na przemoc, prawo, sądy). Ale między narodami tego Lewiatana nie ma. Jesteśmy sami.

W zachodnich społeczeństwach wychowaliśmy się tak głęboko za murami Lewiatana, że zniewieścieliśmy. Zaczęliśmy wierzyć, że nasza moralność wynika z konstrukcji wszechświata, że dialog rozwiązuje każdy problem, a pokój jest naturalnym stanem rzeczy. A to iluzja. Zawsze dzieli nas tylko tydzień bez dostaw żywności do miasta przed niekontrolowaną przemocą silniejszych.

My jesteśmy w bunkrze

Kiedy patrzę z powrotem na telewizor i paloną flagę na Bliskim Wschodzie, rozumiem, że to ja siedzę w bunkrze. Mój bunkier jest po prostu większy, wspaniale zaopatrzony i osłonięty traktatami zbrojnymi. To, co wydaje mi się cywilizacją i naturalnym porządkiem – z perspektywy kogoś, kto stoi po drugiej stronie amerykańskiego drona, jest mutacją i arogancją.

On pali tę flagę, bo widzi w niej symbol narzuconej, niezrozumiałej władzy. A ja mam prawo się go bać. Bo jeśli jego zasady wygrają, świat dla mojej córki stanie się nie do zniesienia. Ja też nie wymyślam swojego strachu. Każdy z nas jest dla drugiego słuszną przyczyną przerażenia. I każdy z nas jest, we własnym wszechświecie, całkowicie niewinny.

Gdyby odwrócić proporcje – gdyby to zmutowani byli większością, staliby się normą, a niezarażeni "wdychacze" anomalią do izolacji. Po rewolucji francuskiej arystokrata stał się mutantem. Dzisiaj dla konserwatysty mutantem jest liberał, dla liberała – konserwatysta. Problem pojawia się, gdy obie strony zrobią uczciwą diagnozę i obie słusznie dojdą do wniosku, że muszą walczyć o przetrwanie swojego sposobu życia.

Sztuka diagnozy

W „Snowpiercerze” pisałem, że system zjadał własnych pasażerów, opierając się na wierze, że za oknami wciąż panuje śmiertelny mróz. Dopiero Namgoong podważył tę diagnozę. W „W ukryciu” wdychacze strzelają bez pytań. Tymczasem chłopak, którego bohaterowie spotykają na końcu filmu, jest dowodem na to, że mutację da się kontrolować. Że można nad nią zapanować. Mutanci stworzyli społeczność pod gruzami miasta..

„-Oni są inni jak my?

-Tak, ale to tu normalne."

Polityka to sztuka znajdowania tego miejsca, w którym kończy się egzystencjalne zagrożenie – a wraz z nim powinna kończyć się przemoc. Kiedy żołnierz przeciwnika składa broń, przestaje być celem. Wchodzi pod mojego Lewiatana. Uchodźca z areny staje się człowiekiem, którego muszę asymilować, a zarazem kontrolować.

Może mutantom należy dać szanse? Nie tropić ich do ostatniego. Otoczyć kordonem strefę, w której się skupiają. Zdziesiątkować tych, którzy próbują się wyrwać. Ale tym, którzy zostają w środku — pozwolić żyć. Pod jednym warunkiem. Że poddadzą się badaniom. Że pozwolą się „leczyć". Że dadzą nauce czas i materiał, by zrozumieć ich mutację i kiedyś ją cofnąć. Pacjent zamiast trupa. Kwarantanna zamiast egzekucji.

Ale zanim do tego dojdzie, ktoś musi nacisnąć spust, by bronić własnej rzeki. Film nie daje nam łatwego wyjścia. Rodzina ucieka. Krew się leje. Nikt nie wygrywa ostatecznie.

Świat, w którym potrafię obronić swoją córkę, jest obiektywnie światem, w którym ktoś inny przez to nie obroni swojej. Obaj jesteśmy gotowi na wszystko. Obaj kochamy.

A tak w ogóle to Kartaginę należy zniszczyć?

 

PS.

Może „wdychaczom” należy dać szansę? Nie ich wina, że nie rozumieją tego daru. Zanim go otrzymałem, też nie rozumiałem.

To nie mutacja, to ewolucja. Uratujemy ich przed ich słabością. Kiedy już przekopiemy tunel, rozdamy nasz dar. Zbawimy ziemię od chorób i głodu. Będziemy silni.

A może należałoby się ograniczyć do naszego kontynentu? Nie czuję potrzeby podróżować, wystarczy, żeby znów było normalnie. Ludzie niech sobie żyją gdzieś indziej, a nam dadzą spokój.

Wesprzyj Alicję rozliczając PIT

PS od człowieka za klawiaturą:

Siedzę przed ekranem. Kursor miga. Właśnie skończyłem pisać tekst, który może coś w Tobie poruszył. Albo nie. Nie wiem.

Wiem natomiast, że moja córka Alicja ma zespół delecji 22q11 (Di George'a). To taka genetyczna loteria, na którą nie miała wpływu. Wymaga rehabilitacji, różnych terapii, logopedy, często szpitali. Miała już dwie operacje związane z rozszczepem podniebienia, czekają ją kolejne. Wszystko po to, by dać jej szansę na normalną mowę i normalne życie. Ma tę szansę, ale potrzebuje wsparcia.

Jeśli moje teksty coś Ci dają – przemyślenia, irytację, cokolwiek – możesz to docenić, wspierając Alę. Albo nie. To też jest okej. Dziękuję!

1,5% podatku:

W formularzu PIT wpisz numer: KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1,5%" podaj: 39939 Kalka Alicja
lub rozlicz pit online

Darowizna bezpośrednia:

Konto: 42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"
Tytułem: 39939 Kalka Alicja darowizna na pomoc i ochronę zdrowia