Człowiek z rentgenem w oczach 1963 r.

reżyseria: Roger Corman

Terror z kosmosu kontra czerwona gwiazda 2010 r.

reżyseria: Jacek Rokosz  

O bogowie! Takiego nasilenia kiepskich filmów nie mieliśmy od dawna. Każdy poszukiwacz mocnych wrażeń nie musiał dzięki temu skakać z mostu, wystarczyło zakupić bilet do kina Muranów. Cykl „Najgorsze filmy świata” cieszył się tak wielką popularnością, że o bilet było trudno a nadchodząca rychło kontynuacja, przyjdzie masakrować gusta już jesienią.

Uroczy wieczór rozpoczął  animowany koszmarek autora cyklu, czyli młodego, ambitnego Jacka Rokosza, który splamił sobie CV obleśnym filmem, o którym polska kinematografia będzie starała się jak najszybciej zapomnieć. Wbrew pozorom to wdzięczny filmik, celowo zrobiony tak by zdegustować najodporniejszego widza. No i jest to udana próba wkomponowania się w estetykę lat 50 kiedy horrory klasy Z królowały pod strzechą. Historyjka opowiada o robocie ekologu z odległej galaktyki, który lądując w Bieszczadach masakruje bazę Armii Czerwonej. Rzecz jasna logika tego przedsięwzięcia jest oczywista, przeto ruskije sołdaty niszczą piękno naszej przyrody, ale zginą pod stalowymi łapami pozaziemskiego mściciela, ha! Koszmarne, zaręczam.

Drugi film to już cięższy kaliber, niestrawny jak salceson za Gierka. Główny bohater, lekarz-naukowiec, ukryty zboczeniec (jak mniemam) wynajduje cudowne krople do oczu, pozwalające patrzeć jak rentgen przez ciało. Oczywiście doktorowi bardziej chyba zależy na podglądaniu kobiet i patrzeniu, co skrywają pod bielizną. Niestety doktor przesadza z dawkowaniem: o ile wygrywanie w Black Jack'a, dzięki tym zdolnościom jest przydatne, to widzenie ohydztw z innych wymiarów (nawiązanie do H.P Lovecraft'a) nie jest mu na rękę.

I tak to leci nam - nomen omen przed oczami - czas, w którym, zamiast spożytkować go na robienie czegoś kreatywnego, katujemy się kiepskimi dialogami, amatorszczyzną i dziwnymi, pozbawionymi sensu zagrywkami reżyserskimi. Wierzcie mi lub nie, ale wrażenia są podobne jak po zjedzeniu kila śliwek i makreli, popitej dodatkowo dla urozmaicenia środkami na przeczyszczenie. Nie jedno widziałem i zapewniam, że tego typu emocje będą towarzyszyć od samego początku do końca seansu. Receptą na tego typu dolegliwości, jest oczywiście podejście to tematu z mocno przymrużonymi oczami i pustym żołądkiem. Bo muszę ze wstydem przyznać, że bawiłem się na seansie wybornie, zresztą nie tylko ja, sądząc po salwach śmiechu na sali. Umówmy się, nie jest to aż taki koszmar jak np. ”Zły mózg z kosmosu”, ale arcydziełem również na pewno nie jest. Nie mniej poziom endorfin w organizmie wzrósł odpowiednio, a mięśnie brzucha i twarzy obecnie podlegają rehabilitacji, po tak długim przeciążeniu wynikającym ze śmiechu naturalnie. 

Podsumowując warto podkreślić,  że tego typu produkcje są potrzebne. Szczerze powiedziawszy nie wiem czemu, ale wewnętrzny głos tak mi podpowiada.... Cieszy mnie, że przeżywają drugą młodość, odkurzane przez wielbicieli gumowej tandety, kiepskiego WSZYSTKIEGO i innych sknoconych do granic możliwości, elementów. Kto nie wierzy niech obejrzy sobie „Człowieka z ...” a potem dla kontrastu Zanussiego. Efekt was na pewno porazi i zrozumiecie, różnice między filmem a produktem filmopodobnym. Powiało grozą? I bardzo dobrze, przecież o to chodzi w tego typu horrorach....


Robert Bartoszek

foto: kino Muranów




Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--