Piętnaście lat to wiek idealny na popełnianie głupstw i szaleństw, które z rozrzewnieniem i przymrużeniem oka wspomina się dotarłszy do wieku dorosłości. To czas pierwszych imprez, wagarów czy papierosa wypalonego w ukryciu i z dreszczykiem emocji.

Ale jak się okazuje – może to być pora nie tylko na popełnianie wariactw tradycyjnie przypisanych dorastaniu. To czas, w którym stworzyć można coś, co dla niektórych stanowi dzieło i ukoronowanie wieloletniego życia – książkę.

Najlepszym dowodem na realność takiej drogi jest przykład Michaliny Olszańskiej. Dziś siedemnastolatka, w wieku lat piętnastu stworzyła fantastyczny świat książki Atlantyda Dziecko gwiazd.

Tuż przed Wigilią, w Empiku na rozświetlonym, świątecznym Nowym Świecie, odbyło się spotkanie z autorką. Obecność na nim umożliwiła mi dokonanie zadziwiającego odkrycia. Otóż śliczna i jednocześnie bezdyskusyjnie emanująca erotyzmem postać na okładce i młodziutka autorka to jedna i ta sama osoba.

Nie dość że obdarzona talentem literackim i urodą, zgłębia nadto Michalina arkana gry na skrzypcach, którą to powitała przybyłych czytelników (jak się okazało, spotkała nas niecodzienna możliwość obcowania z wirtuozerią prezentowaną wcześniej na deskach Filharmonii Berlińskiej).

Rozmowę z Michaliną przeprowadziła mgr Katarzyna Hagmajer – Kwiatek, rozpocząwszy od pytania nurtującego chyba wszystkich przybyłych: czy muzyka i literatura, tak absorbujące przecież dyscypliny, nie wykluczają się wzajemnie.

Nie da się 24 godziny na dobę grać ani pisać – brzmiała odpowiedź. Pasje te pielęgnuje więc autorka naprzemiennie.

Kolejną wstawkę muzyczną stanowiła piosenka skomponowana przez Michalinę (płyta z nagraniem jest dołączona do każdego egzemplarza książki). Już dla niej samej warto było przemóc się i mimo mrozu tudzież przedświątecznego zamieszania pojawić na spotkaniu. Wpadająca w ucho a jednocześnie utrzymana w klimacie podskórnie wyczuwalnego niepokoju stanowi idealną ilustrację muzyczną książki.

Jako logiczne następstwo Kołysanki dla Atlantydy padło pytanie o komponowanie piosenek. Michalina urzekła mnie udzieloną odpowiedzią: wychowana na disneyowskich produkcjach, przez długi czas tkwiła w przekonaniu, że śpiewanie przy wykonywaniu większej części czynności dnia codziennego to naturalna kolej rzeczy. Twórcze natchnienie scharakteryzowała więc metaforycznie jako błyskawicę trafiającą nieoczekiwanie w głowę podczas spaceru.

Źródłem pomysłu na taką a nie inną tematykę, stanowiła fascynacja mitem Atlantydy. Mitologia w hierarchii czytelniczych sympatii Michaliny plasuje się na pierwszym miejscu. Sam opis krainy został zaczerpnięty z Platona. Osnuta na nim fabuła: przygody księżniczki Meihny – to już efekt siły wyobraźni i kreatywności młodej autorki. Jej rezultat – jak mówi sama Michalina – to opowieść o tym, że trzeba walczyć o to, co się kocha, a najważniejszą postacią miłości jest wiara w wartości, którym hołdujemy.

Na prośbę mgr Katarzyny Hagmajer – Kwiatek o dokończenie zdania „Artysta jest…”, Michalina odparła ze śmiechem: po prostu artystą. Po chwili głębszej refleksji dopowiedziała: medium sił, które karzą mu tworzyć, czymkolwiek one są: podświadomością, czy duchami.

Cóż, wypada dodać, że świat ma swoją J. K. Rowling, S. Meyer czy Ch. Paoliniego a Polacy nie gęsi i swoją Michalinę mają:)

 


tekst: Marta Popławska

foto: Ewa Ratyńska









Kategoria: Aktualności | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--