„Kiedyś, w Hiszpanii (na Wyspach Kanaryjskich), przemieszczając się samochodem, natrafiłem na miasteczko niezwykłej urody. Przepiękne kolorowe domki, kwiaty, kościółek, latarnia morska, wieża z zegarem, port i dziesiątki jachtów, słońce, kawiarenki oraz CHMARY TURYSTÓW, sterczących, chodzących, siedzących i robiących zdjęcia sobie, wszystkim i wszystkiemu. Zmęczony tym „razzmatazem” zauważyłem, że jedynym pustym miejscem w tym „zadeptanym” pejzażu, był długi, oddalony od wszystkich atrakcji, kamienny falochron, na końcu którego znajdował się skromny barek. Tam postanowiłem się udać, bo byłem głodny. Po drodze, na falochronie z głazów, zauważyłem proste, prymitywne malunki, malowane nietrenowaną ręką, nietrwałe i narażone na elementy pogody. Były to ślady, czegoś w rodzaju wizytówek, pozostawione przez pełnomorskich Yachtmenów, odwiedzających to miejsce. Zachwycony tymi malunkami, zrobiłem ich pełną dokumentację fotograficzną. Była idealna pogoda, zdjęcia robiłem nie spiesząc się, aparatem analogowym Nikon F1, na filmie negatywowym Kodak 100. Po powrocie do Warszawy i wywołaniu filmu, atrakcja tych malunków potwierdziła się, a jednocześnie jakość techniczna obrazu pozwalała zaprezentować je w dużych powiększeniach.”
- Rosław Szaybo






comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--