Paradokumentalny film braci Paola i Vittoria Taviani "Cezar musi umrzeć" na ekranach wybranych kin pojawi się  18 stycznia.  Warto go zobaczyć, by przekonać się, jak Szekspir ciągle inspiruje twórców, dla których bohaterem filmu nie są osoby dramatu, lecz dramat sam w sobie.

Czarno-biały film jest historią o przygotowaniach więźniów odsiadujących długoletnie wyroki w rzymskim zakładzie o zaostrzonym rygorze do wystawienia sztuki Szekspira "Juliusz Cezar".  Mafiosi, handlarze narkotyków, nieraz zabójcy wcielający się w role antycznych spiskowców mogliby wydawać się groteskowi, jednak już od sceny "castingu" widać ich szczere zaangażowanie. To właśnie dzięki ich kryminalnej przeszłości postacie nabierają autentyczności. Im dłużej trwają próby, tym większe zależności tworzą się między osobami dramatu a odtwórcami ich ról. Więźniowie zatracają się w swoich rolach do tego stopnia, że widz czasami nie ma pewności, co jest grą, a co rzeczywistością.

 

 


Kamera dyskretnie obserwuje przygotowania aktorów-amatorów, dla których możliwość wystąpienia w takim przedsięwzięciu była okazją do zapomnienia o rzeczywistości czterech ścian, w których zostaną jeszcze na długie lata. Ich zaangażowanie, prawdziwe uczucia pokazane na deskach teatru sprawiają, że brak technicznego zaplecza przestaje być przeszkodą w odbiorze dramatu.

 Ciekawy eksperyment filmu o spektaklu był o tyle ryzykowny, o ile udział w nim wzięli prawdziwi więźniowie. Nadali oni obrazowi autentyczności, jakiej nie udałoby się osiągnąć z profesjonalnymi aktorami. Skazańcy opowiadają o swoich wątpliwościach i obawach, poświęcają przygotowaniom wiele godzin. "Odkąd dowiedziałem się, czym jest sztuka, ta cela stała się dla mnie więzieniem". W tym zdaniu, ostatnim zdaniu filmu, zawiera się poczucie wolności, jakie daje więźniom udział w przedsięwzięciu.

 


Film braci Tavianich, zasłużonego i nagradzanego duetu aktywnego od ponad czterdziestu lat, święcił triumfy na tegorocznym Berlinale, gdzie zdobył Złotego Niedźwiedzia za najlepszy film roku 2012, liczne nagrody otrzymał też na mniejszych festiwalach europejskich. Film jest mocnym argumentem dla podtrzymania tezy, że włoskie kino ma się świetnie i nie umarło wraz z Antonionim. I chociaż na nominowanych do nagród Akademii musimy jeszcze poczekać, jestem zdania, że "Cezar musi umrzeć" będzie poważnym kandydatem do Oscara.


Teskt:  Dorota Parafiniuk

foto: materiały prasowe

 

KONKURS! Mamy dla Was podwójne zaproszenia na pokaz przedpremierowy filmu 8 stycznia o godzinie 19.00 w kinie Praha. Aby wziąć udział w losowaniu, prześlij na adres ewa@kulturalnie.waw.pl wiadomość zawierającą imię i nazwisko, w temacie wpisując "Cezar". Na zgłoszenia czekamy dziś (2 stycznia) od 16.15 do 17.15. Zwycięzcy otrzymają od nas odpowiedź. Powodzenia!


 


Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--