Atmosfera „Kurczaka ze śliwkami” przypomina tę z „Amelii” czy „Bazyla. Człowieka z kulą w głowie”. Delikatnie absurdalna, czuła historia straty i odnalezienia tego, co najważniejsze. Dzieło irańskiej autorki kultowego „Persepolis” ponownie zostaje przeniesione na ekrany.

W filmowym „Kurczaku ze śliwkami” nie ma już jej komiksowej kreski (pozostała jedynie na plakacie promocyjnym), a kilka typowo irańskich elementów zostało zwesternizowanych (nie wiedzieć czemu, jeden z najważniejszych elementów filmu – irański tradycyjny instrument tar został zastąpiony zwykłymi skrzypcami), jednak dodano dużo francuskiej lekkości, co filmowi wyszło tylko na dobre. Historia muzyka, którego żona niszczy w napadzie zazdrości ukochany instrument, a on nie potrafi się pogodzić z jego brakiem i rozważa przeróżne metody samobójstwa, byłaby nieco przyciężkawa, gdyby nie delikatna nuta absurdu rodem z „Bazyla”. Poszukiwania – nie tylko nowego instrumentu, ale i nowej miłości, ogląda się przyjemnie, a wysmakowane kadry (scena łapania kółek z tytoniowego dymu jest majstersztykiem) dają poczucie obcowania z czymś więcej niż tylko kolejna hollywoodzka komedia o miłości.

Tekst: Katarzyna Czajowska

Foto: materiały prasowe

 



Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--