Hiphopowa podróż do przeszłości

Obok historii Magika nie można przejść obojętnie. To truizm, ale fakt. Któż w młodości (albo na którymkolwiek etapie życia) nie otarł się o muzykę Paktofoniki? Wszyscy na pamięć znają teksty Magika, bo to coś co się po prostu zna, jak tekst hymnu. Leszek Dawid, autor bardzo oryginalnego obrazu Ki, spełnił marzenia rzeszy Polaków – fanów i antyfanów współczesnego polskiego hip hopu, którzy Paktofonikę znają, bo po prostu trzeba znać.

Wielu czekało z obawą, bo zrobić dobry biograficzny, do tego muzyczny  to ogromne wyzwanie. Nie zahaczyć o patos, ani laurkę. Nie dodawać zbyt wielu swoich obserwacji, wrażeń czy stosunku, ale pokazać fakty w artystycznej otoczce. Do tego przedstawić Polskę połowy lat 90-tych tak, żeby oddać tę atmosferę (tu Śląska), ale nie spłaszczyć tematu do jednego wielkiego – bieda i zło.

Wszystko się Leszkowi Dawidowi udało. Pierwsza scena zmroziła mi krew. Wypowiedziane piękną, aktorską polszczyzną –  „ja pierdolę, kurwa” wzbudziło obawy i strach o reputację  młodego reżysera, który narazi się na szyderstwo ze strony środowiska hip hopowców oraz krytyków . Jednak po krótkim wstępie ukazującym powstanie grupy, było już tylko lepiej.

To co zdecydowanie przykuwa uwagę, to obrazki sprzed ponad dekady, które uświadamiają, że jednak sporo się od tego czasu zmieniło. Poruszają do głębi sceny, w których widzimy budowanie się Polski marketowej, nowobogackiej, gdzie małe, prywatne sklepy nie mają szansy w bitwie o klienta, a z okazji otwarcia M1 robi się wielką fetę. Jest to jednak bardzo subtelnie zaznaczone, gdzieś przy okazji rozmowy w „dużym pokoju”. Rozmowy w domach bohaterów nie są wyreżyserowane, co więcej nadzwyczaj naturalne i ludzkie. Pozwala to widzowi wsiąknąć w rzeczywistość chłopaków, ale w sposób nienachlany. Za to wielki plus – nie ma „łopaty”, a o to nie jest przecież trudno, zważywszy na temat.

Magik – postać absolutnie kultowa, którą pomimo wątpliwej etyki działań, idealizuje się na każdym kroku. Tu nie jest wymuskany czy usprawiedliwiany, nie ma nieuzasadnionego podziwu, nie ma płaczu nad losem artysty. Magik jest taki jaki rzeczywiście mógł być – zimny, apodyktyczny, uciekający przed zaangażowaniem, uczuciami - słowem – ciężki we współżyciu.

Bardzo ciekawie ukazany został rynek muzyczny– ograniczający się w zasadzie do menadżera Gustawa - który nie wie jak będzie, ale kieruje się intuicją; jest zdolny do poświęceń, choć te poświęcenia wciąż służyć mają jego dobrobytowi. Arkadiusz Jakubik jak zwykle nie zawiódł.

W obrazie poruszonych jest wiele wątków, pominięty jest jednak motyw powstawania numerów.  Jedynie zdawkowo widzimy momenty, kiedy zespół tworzy, kombinuje rymy. Tu Dawid pozostawia rzecz do wglądu widza, bo każdy zna (a przynajmniej powinien znać!) teksty Paktofoniki, a po filmie nabierają one innego znaczenia, przy czym nie musimy tego widzieć, po prostu wiemy.

Obsada uhonorowana została za swoją pracę na festiwalach, zdecydowanie należało się chłopakom, genialnie odtworzyli bowiem stosunki panujące w zespole i charaktery członków Paktofoniki.

Film jest artystycznym dokumentem o ludziach – muzykach, artystach, którzy jednak żyją z dnia na dzień w swoich światach, w których muzyka jest dodatkiem, ucieczką, ale momentami całym życiem.

Rahim i Fokus po śmierci Magika mówili o tym, że zaczął wariować, jak niepostrzeżenie pokazane jest to w filmie – nie będę zdradzać, ale naprawdę warto uczyć się od Dawida jak zrobić biografię nie odczłowieczając przy tym bohaterów.

 

Tekst: Irmina Kalotka

Foto: materiały prasowe

 

 



Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--