„Trzy siostry T.”- fabularny debiut Macieja Kowalewskiego powstał na podstawie sztuki teatralnej tego autora, ta natomiast ma swoje źródło w informacji o rodzinnej tragedii z 2006 r, która naprawdę wydarzyła się gdzieś nad polskim morzem.

Choć reżyser zastrzega, że prawdziwe wydarzenia były jedynie inspiracją, studium walki z własnymi demonami, jak mówi o filmie sam Kowalewski, wypada aż nadto przekonująco.  Trzyma go przede wszystkim mocne aktorstwo – demoniczna Szykulska wręcz doskonała, Rafał Mohr jako Robert, upośledzony (czy aby na pewno?) młody mężczyzna zamknięty w kobiecym świecie, z którego wydaje się nie być ucieczki. „Trzy siostry T.” to film zaplątany we własną kreację, nie wiadomo, co w nim jest prawdą, co wymysłem reżysera, a co projekcją myśli bohaterów. Kowalewski nie uciekł od teatralności tekstu – zgrabnie wykorzystał technologię do wzmocnienia efektów niemożliwych do pokazania w teatrze, jednak jego 20 dramatów wystawianych na deskach teatrów w kraju i zagranicą daje o sobie znać. Wielowarstwowość i bujność filmu wydaje się być w niektórych momentach zabawą dziecka, któremu dano nową zabawkę – czy niebawem rzuci ją w kąt? Zobaczymy.

Tekst: Katarzyna Czajkowska

Foto: materiały prasowe

 



Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--