„Lęk wysokości” Bartka Konopki to bardzo niebieski film. Niebieskie są szpitalne pidżamy, koszule prezenterów telewizyjnych, niebiesko migocze ekran nikomu już niepotrzebnego telewizora. Czyżby echo fascynacji Kieślowskim i jego trylogią „Trzy kolory”?

 

Kino równie osobiste, intymne, skoncentrowane na detalu, z wysmakowanymi kadrami stworzonymi przez Piotra Niemyjskiego (wyróżniony na 60. MFF w Mannheim-Heidelberg) i klimatyczną muzyką Macieja Cieślaka. Konopka podjął się karkołomnego zadania i przedstawił bodaj najtrudniejszą relację międzyludzką – tę między ojcem a synem, naznaczoną dodatkowo piętnem choroby psychicznej, przełamując tym samym tabu wciąż obecne w polskim społeczeństwie i kinematografii. Odwagę czerpał zapewne z własnych doświadczeń – filmowa historia jest bowiem odbiciem jego własnej biografii. Próbował się rozliczyć z własnymi demonami już w filmie dyplomowym „Czubek”, jednak dopiero skonfrontowanie własnych doświadczeń ze spojrzeniem scenarzysty Piotra Borkowskiego zaowocowało dojrzałym, pełnometrażowym debiutem fabularnym twórcy nominowanego do Oscara „Królika po berlińsku”. Film „Lęk wysokości” bywa wpisywany w nurt produkcji autobiograficznych, w których piękni już – nie – dwudziestoletni polscy filmowcy rozliczają się ze swoją rodziną, porzucając tym samym społeczno – polityczne tematy swoich poprzedników. Sam Bartek Konopka bywa porównywany do Małgośki Szumowskiej i jej „33 scen z życia”, jednak uważam, że „Lęk wysokości” to zupełnie inna jakość – Konopka wydaje się być pogodzony z duchami przeszłości. Z ciepłem i wrażliwością podchodzi do swoich bohaterów, nieważne, czy są to króliki, czy pacjenci szpitala psychiatrycznego.

Teskt: Katarzyna Czajkowska

foto: materiały prasowe

 




Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:
Lęk wysokości



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--