Najgłośniejsze wydarzenie tego sezonu w kraju – „Wojna i pokój” Siergieja Prokofiewa w wykonaniu słynnego Teatru Maryjskiego z Sankt Petersburga w Teatrze Wielkim – spełniło swe oczekiwania.

Brawurowy występ petersburskiego zespołu pod batutą obecnie jednego z najwybitniejszych dyrygentów Valerego Gergieva na długo zostanie w pamięci melomanów. Inscenizacja wielkiego dzieła Lwa Tołstoja miała miejsce w Petersburgu w 2000 roku.

Była już z powodzeniem wystawiana w Nowym Jorku, Tokio i Paryżu.

Prokofiew skończył pisać operę w 1953 roku, po ponad 10 latach przeróbek. W efekcie postało monumentalne dzieło, z widocznie patriotycznym wydźwiękiem, sławiącym lud rosyjski, który zdołał pokonać najeźdźcę.

Ta inscenizacja jest o tyle niezwykła, gdyż reżyserią zajął się rosyjski reżyser Andriej Konczałowski, brat Nikity Michałkowa. Niewątpliwie reżyserska ręka jest bardzo widoczna zarówno w reżyserii , jak i scenografii. Szeroki plan, celowe rozmieszczenie postaci, wspaniałe światła, bogate kostiumy i wreszcie znakomite dekoracje sprawiają, że widz jest nie tylko w teatrze, ale i w kinie. Uwidacznia się to zwłaszcza w drugim akcie – wojnie, gdzie akcja toczy się w roku 1812, kiedy Napoleon poniósł klęskę pod Moskwą. Świetnym rozwiązaniem okazała się okrągła, wypukła, obracająca się scena, która imitowała wzgórze, a innym razem kulę ziemską, po której wiruje tańcząc walca rosyjska arystokracja w przededniu wojny. Doświadczenie Konczałowskiego pozwoliło wprowadzić wspaniałe rozwiązania, zwłaszcza scen batalistycznych za pomocą świateł, a także na pozór prostych dekoracji. Olbrzymia ilość artystów (450) zaangażowanych w spektakl pozwoliła w pełni oddać potęgę wojska, różnorodność oddziałów biorących udział w bitwie i w jakikolwiek sposób przybliżyć widzom realia wojenne.

Bohaterowie Tołstoja zostali znakomicie oddani, a zwłaszcza nader udana kreacja Nataszy Rostowej (Ekaterina Goncharova), która wspaniale zagrała i zaśpiewała młodą, naiwną narzeczoną księcia Bołkońskiego (wcale nie gorszy Alexei Markov). Wręcz książkową była

postać Pierre’a Bezuchowa oraz księcia Bołkońskiego.

Niewątpliwie jedną z głównych atrakcji występu gościnnego była obecność Gergieva. Artysta nieczęsto pojawia się w Polsce, a każdy jego występ jest wielkim wydarzeniem. Kolejny raz możemy go obejrzeć i posłuchać w czasie zbliżającego się Festiwalu Ludwika Beethovena. Natomiast jeśli nie zdołaliście trafić na to niezwykłe wydarzenie, warto śledzić repertuar scen teatrów zagranicznych, gdzie „Wojna i pokój” w tej inscenizacji  na pewno będzie gościć nie raz.

Irena Mostowicz 


Kategoria: Recenzje spektakli | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--