Projekt „dd.mm.rrrr” jest dla mnie próbą odnalezienia „czystego tańca.” - powiedziała Ilona Trybuła o swoim najnowszym projekcie podczas rozmowy z widzami w trakcie Warszawskiej Nocy Tańca. Jednym z wyznaczników owego czystego tańca jest jego pozycja: poza dyskursem. Ale czy jakakolwiek sztuka może istnieć poza dyskursem? Czy taniec ze względu na jego cielesną naturę może być bezkontekstowy i niedyskutowalny? I poza jakim dyskursem, pytam wreszcie?

Przecież dyskurs (łac. dis-cursus), jak mówi Roland Barthes, to bieganie tu i tam, to odejścia i powroty (Fragmenty dyskursu miłosnego, 2011, s. 7). A zatem taniec jest sam w sobie rodzajem dyskursu, co zresztą widzimy doskonale w najciekawszej propozycji Warszawskiej Nocy Tańca, czyli flitter, flutter, glitter, glutter or the any combination of the four (lub jakakolwiek kombinacja czterech powyższych) które przyjechało do Teatru Studio z Berlina.

Warszawska Noc Tańca postawiła przed uczestnikami kilka ważnych pytań. I nie chodzi bynajmniej o zaznaczenie odwiecznych problemów czyli: braku pieniędzy na dotowanie artystów stołecznej sceny tańca, czy braku przestrzeni, która przypisana byłaby wyłącznie scenie tańca. Chodzi o uczestnictwo i o dyskursywność.

Czym jest dzisiaj dla warszawskiego widza teatr tańca? Jakie wykorzystanie ciała jest już tańcem, a jakie jeszcze teatrem? Jakie z kolei nazywamy po prostu performancem? A jakie do żadnego z powyższych się nie kwalifikuje? Gdzie w tym wszystkim jest rola uczestnika niebędącego tancerzem? Warszawska Noc Tańca była jednym z tych wydarzeń, które pokazują, że my – siedzący na widowni – już dawno nie jesteśmy jedynie widzami. Jesteśmy uczestnikami, choć wciąż niedocenianymi przez artystów. I to od naszego stosunku, czy pozycji zajętej wobec tego, co przygotowali, zależy jaką rolę odegra ich praca, czym jest i czym się stanie.

Nie ma czystego tańca. Czy nie ma go w ogóle? Nie ma w teatrze tańca, choć artyści wciąż wydają się go szukać. Tym jednak czego szukali widzowie podczas tegorocznej WNT była raczej teraźniejszość ciała i cielesna współobecność.

Siedem godzin spędzonych w Teatrze Studio pozwoliło nie tyle ustosunkować się intelektualnie do prezentowanych prac, co przez nasze ciała – zajęte przez nas miejsce w przestrzeni dyskutować z artystami. Pokazy prac i rozmowy z widzami odbywały się w pięciu miejscach wewnątrz Teatru Studio. Były to: duża scena, mała scena, modelarnia, foyer i schody. Pierwsze wrażenie było zatem takie, że to artyści i organizatorzy sytuują nas w przestrzeni PKiNu, szybko jednak okazało się, że widzowie znaleźli także własne nieoznaczone w programie miejsca: Bratnia Szatnia, przestrzeń przed teatrem (pełniąca rolę palarni), korytarze wokół foyer, czy inne schody po prostu. I nie chodziło o zwykłą przerwę pomiędzy gęsto nagromadzonymi prezentacjami, ale o wypowiedź poprzez ciało – swoisty taniec widza w przestrzeniach Teatru Studio.

WNT obfitowała w sola: Sylwii Hanff Arya, wariacje, Ramony Nagabczyńskiej Man's Best Friend, Oli Maciejewskiej O Loie Fuller, Anny Piotrowskiej Close to gate no 5 i pretendujące do duetu Karmi-go Izy Szostak z kurą. Poza tym trzy rozmowy o spektaklach i sytuacji warszawskiej sceny tańca, pokaz techniki Modal Underground, Kontrasty Warszawskiego Teatru Tańca i wspomniane już flitter... Anny Nowickiej i Justina F. Kennedy'ego.



To ostatnie było propozycją wciągającą widza w podstępną grę, w której nie tylko zacierały się granice uczestnictwa nienaruszone w innych przedstawieniach. Flitter... opowiadało o bardzo jednostkowym doświadczeniu, nie próbowało też uniwersalizować niczyjego doświadczenia. Ania i Justin tańczyli wobec widzów, ale i z widzami. Wykorzystali nasz – widzów – taniec zanim weszliśmy jeszcze na dużą scenę i znaleźli dla niego miejsce w swoim performansie. Szkoda, że wracają za chwilę do Berlina.



Czeka nas jeszcze sporo pracy i starań, aby instytucje dotujące doceniły stołeczną scenę tańca, a stołeczna scena tańca doceniła dialog i uczestnictwo. Warszawska Noc Tańca operowała dyskursem – bieganiem tu i tam, odejściami i powrotami. Wciąż częściej jednak odejściami...

Tekst: Marta Jalowska

Foto: materiały prasowe


Kategoria: Recenzje spektakli | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--