Babcia w pustyni i w puszczy

Basia Meder

Wydawnictwo Bernardium

Seria Poznaj Świat, 2010 


„W polskiej świadomości wciąż funkcjonuje obraz mieszkańców Afryki utrwalony przez Sienkiewiczowskie W pustyni i w puszczy. Operujący bezokolicznikami Kali jest dzikusem, który swoim zacofaniem do dziś potwierdza tezę o dzikiej Afryce. Problem w tym, że  Afryka w czasach Sienkiewicza i Afryka XXI wieku to dwie zupełnie różne rzeczywistości.” – pomstuje środowisko skupione wokół fundacji „Afryka Inaczej” w godnej uwagi publikacji Jak mówić polskim dzieciom o dzieciach Afryki? pod redakcją Pawła Śledzińskiego[1]. Powieść piętnują ci, których znajomość tematu wyszła poza przygody Stasia i Nel: dziennikarze, podróżnicy, afrykaniści. W takim gronie nie ma potrzeby przekonywania kogokolwiek o jej utrwalającym stereotypy i skróty myślowe wpływie. Na wzmiankę  o Sienkiewiczu wszyscy z politowaniem kiwają głowami (jak podczas ubiegłorocznego spotkania z Konradem Piskałą, autorem książki „Sudan. Czas bezdechu” w warszawskim „Wrzeniu Świata”). 

Jeśli wydawca wybiera tytuł „Babcia w pustyni i w puszczy” należy spodziewać się, że publikacja skierowana jest do nieco innego niż omówione powyżej grona odbiorców. Masowy czytelnik, nie doszukujący się pejoratywnych konotacji w powtarzanym w tekście do znudzenia określeniu „tubylcy”, ma szanse odebrać książkę Barbary Meder dużo przychylniej. Nie będą go irytować powracające niczym refren opisy pogodnych, uśmiechniętych, „wyglądających zdrowo” (str. 110) dzieci z lśniącymi w uśmiechu białymi zębami (sic!). Nie obruszy się na naiwne stwierdzenie: „Przecież ofiarowane przez nas pieniądze mogliby wydać z pożytkiem. Niestety, najprawdopodobniej pójdą na alkohol. Jak trudno jest pomóc.” (s.110). Wiara Meder w odmieniającą los moc kilku dolarów wręczonych przez turystów jest zdecydowanie na wyrost, a ubolewanie nad skalą wydatków na międzynarodową pomoc rozwojową i dalekimi od oczekiwań rezultatami to truizmy, bez których jej opowieść mogłaby tylko zyskać. 

Niewyczulonemu na punkcie poprawności politycznej czytelnikowi łatwiej będzie  skoncentrować się na podróżniczych walorach książki, hojnie ilustrowanej zdjęciami wykonanymi przez autorkę. Przypomnijmy: Barbara Meder, polska podróżniczka na stałe mieszkająca w Australii w 2002 roku rozpoczęła kilkunastomiesięczną wyprawę po Afryce. Pięćdziesięciosiedmioletnia wówczas Polka zwiedziła 21 krajów. Na kontynencie afrykańskim spędziła dokładnie 428 dni, a swoje spostrzeżenia uwieczniła na ponad 600 stronach. Wydawca zdecydował się podzielić relacje na dwie części. „Babcia w Afryce” kończy się w Malawi, gdzie osłabiona malarią autorka na krótko przerywa wyprawę. „Babcia w pustyni i w puszczy” obejmuje wrażenia z podróży po środkowej i północnej części kontynentu: od Tanzanii aż po Maroko. 

Z każdą kolejną przekraczaną granicą tak charakterystyczny dla pierwszej książki Meder entuzjazm słabnie. Przejazd przez Tanzanię, Kenię, Rwandę i Ugandę po wschodniej stronie kontynentu oraz Ghanę, Togo i Burkinę Faso po zachodniej przypomina bardziej tranzyt niż podróż. Pobieżne, chłodne opisy odzyskują na barwy, kiedy autorka wyrusza na spotkanie goryli w wulkanicznym łańcuchu górskim Wirunga, a także gdy na równinie Serengeti obserwuje życie Masajów. W krajach muzułmańskich czuje się niekomfortowo. W byłych koloniach francuskich i belgijskich nieznajomość języka urzędowego staje się kłopotliwa. W Mali pada ofiarą oszustów i przerywa wyprawę. Wcześniej jednak odwiedza Etiopię, której kulturowa odmienność, zabytki i mieszkańcy oczarują autorkę na tyle, że poświęci im najdłuższy i zdecydowanie najciekawszy fragment książki. Nienużący, choć pełen detali. Inspirujący. Pachnący tradycyjnie zaparzaną i serwowaną kawą. Wprawdzie Meder nie udaje się dotrzeć do Mursich, ale rekompensuje to czytelnikom relacją z pobytu w wioskach Hamarów, zamieszkujących również dolinę rzeki Omo. Jeżeli po przeczytaniu tych kilku „etiopskich” rozdziałów czytelnik wciąż jeszcze nie zacznie snuć podróżniczych planów, być może owładnie go magia egipskiej pustyni

„Kryształowa Góra.

Wysiadłam, nie oczekując rewelacji. Podeszłam do zbocza tego niepozornego wzgórza. I nagle zrozumiałam. Chodziłam po kryształach!

Piasek skrzypiał pod moimi butami, a dookoła skrzyły się w słońcu mniejsze i większe kryształki kwarcu. […] Brałam w dłoń garść piasku, mieniącego się setkami gwiazdek.” 

Jeśli jednak tak się nie stanie, do listy „potencjalnych winnych” rozczarowania dopisać należy pisarską manierę Meder. Fragmentami można odnieść wrażenie, że to nie książka dla dorosłych, ale dla wnucząt, którym dobrotliwa babcia w przystępny sposób opisuje zawiłości świata. W Afryce, jak sama twierdzi, przeżyła przygodę swego życia. Opowiada o niej zgodnie z własną wrażliwością. Emocjonalnie, subiektywnie. Jako autorka ma do tego pełne prawo. 

[1] Jak mówić polskim dzieciom o dzieciach Afryki?, red. Paweł Śledziński, http://www.afryka.org/poradnik/poradnik.pdf


Tekst: Iwona Głowacka/ http://afrykanskapasja.blogspot.com/

Foto: materiały prasowe



Kategoria: Recenzje książek | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--