1 września w czwartek w kinie Iluzjon, w ramach festiwalu Singera, miał miejsce pokaz filmu Tadeusza Konwickiego z 1965 roku pod tytułem „Salto”.

W filmie, którego akcja rozgrywa się w niewielkim miasteczku, śledzimy losy głównego bohatera Kowalskiego-Malinowskiego (w tej roli Zbigniew Cybulski). Akcja rozpoczyna się spektakularnym skokiem z pociągu i przejściem przez głównego bohatera rzeki. Za rzeką napotyka niewielką miejscowość. Nie można powiedzieć o niej, że to utęskniona Wileńszczyzna, kraina sielskiego dzieciństwa Konwickiego. Klimat miasteczka, jego mieszkańcy oraz zdaje się symboliczne przejście przez rzekę, bardziej przypomina wejście do krainy zmarłych niż do krainy dziecięcych wspomnień.

Kowalski-Malinowski, bo tak przedstawia się główny bohater, tworząc tym samym figurę everymana, jest osobą o pamięci złotej rybki. Zdania wypowiedziane 3 sekundy temu, nie mają żadnego związku z tymi wypowiadanymi po chwili. Tak tez nie można otworzyć spójnego wizerunku przybysza. Wiadomo  o nim tyle, że ma ambicje zostać wieszczem, prorokiem, kimś kto porwie serca mieszkańców. W konsekwencji udaje mu się na chwile zawładnąć duszami, dzięki karmieniu mitami i wizjami, pokazując jak bardzo podatny jest naród polski na opowieści podobnych bajarzy.

 

Wkrótce bohater osiąga tak znaczącą pozycję, że prowadzi taniec w największą coroczną uroczystość. Taniec przywodzi na myśl analogiczną scenę z „Wesela” Wyspiańskiego, choć sam Konwicki stawia tę teorię w wątpliwość. Tam społeczeństwo polskie pozostaje w stagnacji, tutaj również, jednak ostateczny wydźwięk tańca pozostaje szyderczy.

Ostatecznie wizerunek proroka, jaki stworzył bohater w wiosce zostaje obalony. Rujnuje go żona z dziećmi, szukająca od jakiegoś czasu tego „dziwkarza i pijaka”. Mit upada, bohater musi uciekać. Zanim zdąży przekroczyć rzekę i wskoczyć na pociąg, zamykając zgrabną klamrą cały film, zostanie jeszcze obrzucony kamieniami przez swoich niedawnych słuchaczy.  Sacrum zostaje brutalnie sprowadzone do profanum.

Mieszkańcy to zbiorowisko osób ucieleśniających polskie stereotypy. Jest żołnierz patriota, niedoszły poeta oraz Żyd, którego wojenne losy zostają w filmie opowiedziane.  Cały film jest w zasadzie „opowiedziany”. To dialogi czynią go zrozumiałym, akcji, w zasadzie niewiele. Takie „mówione kino” może współczesnego młodego człowieka, przyzwyczajonego raczej do nadmiaru zdarzeń, lekko przytłoczyć lub nawet znudzić. Tę fabularną powolność wynagradza jednak klimat całego filmu: oniryczny, zagadkowy i surrealistyczny.

Film przepełniony jest kontekstami intertekstualnymi. Motywy biblijne, literackie i filmowe podczas seansu spotykamy co krok. Całość wpisuje się w charakterystyczny dla Konwickiego nurt. Wątki egzystencjalne, mieszają się z problemami wojny oraz sprawami osobistymi autora, jego próbą rozliczenia się z przeszłością.

Tekst: Anna Kurek



Kategoria: Aktualności | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:
Festiwal Singera 2011 Warszawa Singera



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--