Nowy film Petera Lechtiego wkrada się do sal polskich kin studyjnych. Opinia publiczna z niemałym zainteresowaniem śledzi odzywające się głosy – jedni przekonani są o geniuszu tego para-dokumentalnego obrazu, inni zaś sennym głosem prawią o wszechogarniającej nudzie. Pozostając gdzieś pośrodku postaram się przedstawić ten bezsprzecznie niezwykły film.


 „Odgłosy owadów – zapiski mumii” mimo tytułu, który na pierwszy rzut oka zdaje się przynależeć do horroru klasy B, jest obrazem na wskroś lirycznym, podejmującym temat samobójstwa przez zagłodzenie. Scenariusz został oparty na noweli, nowela zaś na rzeczywistym zdarzeniu. Przez kalejdoskop obrazów prowadzi widza głos narratora – samobójcy, spisującego dziennik z ostatnich dni życia. Postanowił on udokumentować swoją śmierć, tak jak inni dokumentują swoje życie. Jego pomysł na samobójstwo jest prosty – postanawia zaszyć się w lesie, wybudować szałas i tam zagłodzić się. Narrator trzeźwo opisuje stan swojego ciała, jego rozkładu, snując przy tym rozważania o życiu pośmiertnym. Film pozwala odczuć moment rozpadu ciała i duszy, nierozerwalnie związanych przez życie. Rozdzielenie może nastąpić tylko w skutek śmierci.


Ujęcia snują się monotonnie, muzyka jest niemal niesłyszalna a głos zawieszonego w stanie liminalnym narratora poraża prostotą i dobitnością. Konstrukcje tego filmu wyobrażam sobie jako zapis widzenia człowieka na skraju śmierci, którego myśli przewalają się z jednego krańca na drugi, nie ma w tym jednak nic brutalnego czy szokującego. Myśli umierają tak jak umiera ich posiadacz.

Reżyser umieszcza widza w dość niewygodnej pozycji, stawiając go wobec historii o dobrowolnej głodowej śmierci człowieka i nie dając przy tym klucza interpretacyjnego. W tym filmie więcej dzieje się w nas samych niż na ekranie. Czy nie jest to świadectwo wartości obrazu filmowego?


Można by się kłócić o charakter filmu, który jest dokumentem, ale dokumentem reinterpretującym zapis tekstowy. Chociaż w stylu prowadzenia kamery i sposobie obrazowania wyczuwalna jest tendencja dokumentalistyczna, to nie mam przekonania czy można jednoznacznie zakwalifikować „Odgłosy owadów – zapiski mumii”.

Peter Liechti jest autorem kilku wcześniejszych obrazów o charakterze eksperymentalnym, video – art –owym czy muzycznym. Jego droga nie jest więc związana wyłącznie z filmem dokumentalnym. Zachęcam do spojrzenia na „Odgłosy owadów – zapisku mumii” jako na ryzykowny eksperyment stworzenia filmu pokazującego granice między ciałem a duszą, między przechodzeniem z życia w śmierć, tym co pośrodku, niewyrażalnym i nieodkrytym.

 

                                                                 Ewa Ratyńska


Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--