"Arcydzieło literatury iberoamerykańskiej ubiegłego wieku. Nowa, uzupełniona i nieocenzurowana wersja." 

Niemalże w przeddzień  śmierci wielkiego argentyńskiego pisarza, wydawnictwo Znak opublikowało - w obejmującej wybór arcydzieł literatury światowej serii „50 na 50” - jego ostatnią książkę „Abaddon – Anioł Zagłady”. Jest to więc podwójna okazja i powód, by po literaturę tego mało w Polsce znanego, a wymienianego obok Borgesa pisarza, nareszcie sięgnąć. Sama postać autora jest niezwykle intrygująca: dość wspomnieć że pracował w Paryżu jako fizyk jądrowy, zaś znaczną część życia poświęcił na walkę z uciskiem człowieka. Współpracował też z popularnym również u nas, zeszłorocznym noblistą Mario Vargasem Llosą. Po więcej szczegółów odsyłam do barwnego życiorysu Sabbato.

„Abaddon” to trzecia książka w jego literackim dorobku. W pierwszej – „Tunelu”, czerpał z francuskiego egzystencjalizmu, opisując losy malarza opętanego obsesją na punkcie kobiety. Druga, „O bohaterach i grobach” to historia Argentyny opisana przez pryzmat osoby generała Juana Lavalle'a, bojownika o niepodległość, przeciwnika dyktatora Juana Manuela de Rosasa. Ostatnia, wydana w 1974 powieść, to podsumowanie niewielkiego, ale niezwykle wartościowego dorobku Sábato. Przeznaczona jest raczej dla czytelnika gustującego w wyrafinowanych pozycjach lekturowych, nieszukającego w książce jedynie łatwej rozrywki i zabicia czasu - lektura wymaga skupienia i namysłu.

„Abaddon – Anioł Zagłady” składa się w dużej mierze z wątków autobiograficznych, pisarz odnosi się zarówno do swego życia jak i twórczości, w roli bohatera książki obsadza samego siebie. Obok odniesień do losów znanych postaci takich jak Che Guevara i Sartre, czy bohaterów poprzednich książek, choćby Vidala Olmosa z „O bohaterach i grobach”, stawia wielkie pytania o sens życia, zawartość w nich pierwiastków dobra i zła, a przede wszystkim: rolę i odpowiedzialność pisarza w obliczu okrucieństwa rzeczywistości, kreowanej choćby przez dyktatury. Konkluzja nie jest optymistyczna, jedyne czym może być pisarz, to jedynie „świadek, bezsilny świadek”. By jednak wraz z pisarzem dojść do tej konkluzji, warto odbyć z nim niemal pięćsetstronicową wędrówkę, pełną symboli, metafor i kulturowych odniesień, będącą przeprawą przez – jak stwierdza wydawca – „apokaliptyczne Buenos Aires” ale przede wszystkich przez zagmatwane szlaki pamięci człowieka niesłychanej inteligencji i wrażliwości.

Tekst: Magdalena Nowakowska


Kategoria: Recenzje książek | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--