Leonidas, główny bohater filmu Małe grzeszki (reż. Christos Georgiu), jest młodym i bardzo zaangażowanym w swoją pracę policjantem. Jego problem polega na tym, iż jest jedyną osobą w swoim miasteczku, która podchodzi poważnie do instytucji stróża prawa.  Marzą mu się wielkie sprawy i śledztwa. W rzeczywistości jego głównym obowiązkiem jest przeganianie nudystów z plaży i pilnowanie porządku w cichej i spokojnej wiosce. W głębi serca młody funkcjonariusz pragnie uciec ze swej małej wysepki i ścigać przestępców z prawdziwego zdarzenia. Zdaje sobie sprawę  z tego, że jest to niemożliwe bez protekcji ważnych osobistości, których niestety nie zna. Nie traci jednak nadziei na awans i dzielnie wykonuje swoje codzienne obowiązki.


Spokojną  sielankę mieszkańców miasteczka przerywa śmierć miejscowego pijaczka,  Zachariasa. Jego ciało zostaje znalezione u stóp skarpy. Wszyscy zgodnie twierdzą, iż wydarzył się nieszczęśliwy wypadek i wracają do normalnego trybu życia. Jedynie Leonidas wierzy, że nie była to przypadkowa śmierć i postanawia rozpocząć śledztwo w tej sprawie. Pakuje zwłoki do sklepowej zamrażarki, aby się nie zepsuły. Problem w tym, że jego przełożony i miejscowa lekarka stwierdzają, iż autopsja nie jest potrzebna, a trupa trzeba jak najszybciej usunąć, aby nie wystraszyć turystów.  W tym samym czasie przypływa na wyspę Angeliki, piękna prezenterka telewizyjna. Podczas swego dochodzenia młody oficer odkrywa, że lokalna gwiazda ma coś wspólnego z nieżyjącym włóczęgą i zaczyna ją śledzić. Oczywiście nie potrzeba wiele czasu, aby między Leonidasem i Angeliki narodziło się uczucie. Dziewczyna postanawia zostać na wyspie i pomaga policjantowi w wyjaśnieniu śmierci Zachariasa. Okazuje się niespodziewanie, że wielu mieszkańcom wyspy  (z przedsiębiorczą Panią Burmistrz na czele) zniknięcie włóczęgi było na rękę, ponieważ na miejscu jego chatki ma powstać wielki wodny lunapark. Dwójka bohaterów oprócz swego śledztwa zaczyna akcję sabotażową, co prowadzi do wielu uroczych i śmiesznych perypetii.


Jak już  pisałam, akcja Małych grzeszków rozgrywa się w miasteczku na niewielkiej wysepce. Jest to typowa grecka wioska, w której czas się zatrzymał, a cywilizacja objawia się jedynie w telewizorach i starych samochodach. Bohaterowie poruszają się na skuterach i rowerach wśród dziewiczych greckich krajobrazów. Sergiej  Eisenstein pisał o nieobojętnej przyrodzie, która  jest pejzażem stanowiącym muzyczny kontrapunkt mający na celu oddziaływać na emocje widza (Siergiej Eisenstein, Nieobojętna przyroda, Warszawa 1975). Radziecki reżyser odnosił wprawdzie to pojęcie głównie do filmów niemych, wydaje mi się jednak, że w Małych grzeszkach też mamy do czynienia z tak ujętymi pejzażami i ogólnie przestrzenią. Urocze białe domki i dziewicze greckie krajobrazy są ukazane bardzo plastycznie i odbiorca mimowolnie zwraca na nie uwagę, pomimo tego, że są jedynie tłem wydarzeń.


Moim zdaniem, niektóre sceny Małych grzeszków, mają pewien element wspólny z charakterystycznym klimatem jednego z najbardziej znanych filmów Emira Kusturicy – Czarny kot, biały kot. Oczywiście są to dzieła zupełnie różne, jednak ten specyficzny grecki koloryt ma w sobie coś z atmosfery filmów bałkańskiego reżysera. Porównując omawiany film do tak lubianej produkcji, nie muszę chyba dodawać, że według mnie warto udać się do kina na  Małe grzeszki.

Tekst: Katarzyna Kucharska

Foto: materiały prasowe


Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--