Spotkanie z Tomaszem Bagińskim - o nauce animacji, jej tworzeniu i perspektywach

     W Warszawskiej Szkole Reklamy rozpoczęły się „Warsztaty animacji z Tomaszem Bagińskim i Platige Image”. 5 listopada br. pierwsze spotkanie z ich cyklu poprowadził sam twórca wielu nagrodzonych animacji, m.in. nominowanej do Oskara „Katedry”. Wykład był wyjątkowy, ponieważ zawierał wiele praktycznych informacji potrzebnych w tej pracy, a uczestnicy warsztatów mieli możliwość zadawania pytań prowadzącemu. Ja również z niej skorzystałam.


Czy lubi Pan uczyć  młodych ludzi, czy sprawia Panu satysfakcję  dzielenie się wiedzą?

Tak, bo ja mam tę  przypadłość, którą mają wszyscy mądrale, że lubię  się mądrzyć, a tak mogę robić to bezkarnie. Strasznie dużo gadałem przez ostatnie cztery godziny. Lubię uczyć, aczkolwiek mam tak potwornie dużo pracy, działań nierozwiązanych, że pewnie tak naprawdę zajmę się uczeniem jak będę szedł na emeryturę i wtedy to może będzie miało większy sens. Na razie wciąż robię nowe rzeczy, sam się ciągle uczę. Mogę podzielić się wiedzą do jakiegoś poziomu.

Który z projektów, nad którymi Pan pracuje jest największy, lub ma dla Pana największe znaczenie?

Robimy teraz duży event – 5 filmów 3D HD 3-minutowych, dużych i przedstawienie 10-minutowe z projekcjami 3D, w bardzo ciasnym timingu, używamy bardzo skomplikowanych technologii, dużo Motion Capture. Jest to zadanie, które rzeczywiście w tej chwili zajmuje sporo czasu. Oczywiście cały czas poprodukcja Hardkor 44. Jestem także zaangażowany w dosyć skomplikowane projekty reklamowe.

Nawiązując do Hardkor 44, jest to projekt dotyczący historii, podobnie jak kilka poprzednich. Czy interesuje się Pan historią?

Myślę, że tak samo jak inni. Traktuję ją jako źródło dobrych opowieści, ale nie jestem fanem historii, świrem na jej punkcie, który sprawdza czym się różni rękawica z XV wieku od tej z XVI. Raczej jest to zainteresowanie ogólne. Jak mamy bardzo skomplikowane zadania historyczne to zazwyczaj my skupiamy się na wizji, na sprawach ogólnych, a szczegóły konsultujemy z historykami, którzy będą w stanie wskazać ewentualne błędy itd.

Co Pan myśli o grafice komputerowej w Polsce – czy duże zmiany w niej zaszły biorąc pod uwagę okres kilku lat?

Cały czas się  zmienia. Jest to jedna z tych technik, które się bardzo szybko rozwijają i jest ich coraz więcej. Liczę na to, że dużo młodych ludzi będzie się uczyło grafiki komputerowej, głównie dlatego, że będzie ona bardzo potrzebna. W najbliższych latach będzie coraz więcej grafiki, Augmented Reality, animacji, przenoszenia filmów do świata wirtualnego, efektów specjalnych w nich, dużo rzeczy do Internetu, po prostu ogromna ilość miejsc, gdzie będzie można pokazywać kontent graficzny. A ludzi zajmuje się tym w Polsce dosyć mało. Pewne sygnały są znamienne i powinny być dostrzeżone. Wydaje mi się, że nawet na poziomie rządowym. Z jakiegoś powodu takie kraje jak Kanada, Francja, ale też np. Chiny bardzo mocno inwestują w grafikę komputerową, gry komputerowe, nowe technologie, bo to jest przyszłość. W którymś momencie Internet i rzeczywistość za pomocą Augmented Reality połączą się ze sobą. Chińczycy kształcą bodajże 100 tys. nowych osób w tym kierunku, więc mówimy o działaniach poważnych. Jeżeli nie chcemy jako kraj pozostać w tyle, to dobrze byłoby podjąć odpowiednie kroki zwłaszcza, że jest to dziedzina pozbawiona granic.

Skoro wspomniał  Pan o Chinach, co myśli Pan o wstrzymaniu publikacji Pana filmu "Made in China" przez Reporterów bez Granic?

Nie chcę o tym rozmawiać, bo to stara historia, która się skończyła tak jak to zostało podkreślone. Teraz jest już za późno na publikację, bo była to rzecz związana z Olimpiadą. W tej chwili wypuszczenie tego filmu nie miałoby nawet sensu.

Nie podchodzi Pan do tego emocjonalnie?

Nie, aczkolwiek kiedyś  miałem jakiś tam żal, ale cóż z jakiś powodów zdecydowali, żeby tak zrobić. Może politycznych. Ja już jestem zupełnie gdzie indziej, zajmuję się innymi rzeczami.

Jakie ma Pan plany lub marzenia, które chciałby Pan zrealizować?

Zawodowe - to Hardkor44, albo jakiś inny długi metraż, bo już na mnie czas. Jeśli chodzi o krótkie metraże nie powinienem ich robić, bo trochę jestem już za stary. Niech je robią młodzi ludzie. Chciałbym na pewno zrobić następne filmy długometrażowe, a przynajmniej zacząć produkcję i mieć finansowanie i chciałbym, żeby się to udało w ciągu roku. Myślę, że jest to marzenie osiągalne. Jeśli chodzi o życie osobiste, to chciałbym być zdrowy i żeby rodzina była, a wszystko będzie dobrze.


Co by Pan doradził  młodym ludziom, którzy mają  marzenia, pasję, hobby i chcą  je połączyć z karierą  zawodową?

To nie jest wielki problem. Jestem zdania, że jak ktoś coś robi i chce to robić, to pieniądze i praca się dla niego znajdą. Nie odkrywam tu żadnej filozofii. Ludzie są potrzebni w tym fachu i będą, pracy będzie coraz więcej. Jeżeli ktoś widzi w tym swoją przyszłość, to nie ma problemu. Ale jeśli ktoś myśli tylko o tym, żeby zarobić, to prawdopodobnie mu się to nie uda. To jest fach, który wymaga pewnego zacięcia, zaangażowania i ukierunkowania. Żeby zarobić pieniądze lepiej otworzyć „szczęki” i sprzedawać np. paluszki.

Brzmi to optymistycznie. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Z Tomaszem Bagińskim rozmawiała Ewa Balana



	

Kategoria: Wywiady | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--