Po obejrzeniu filmu pod tytułem Zemsta Futrzaków, byłam gotowa stwierdzić, że jest to kolejna ilustracja odwiecznego konfliktu między naturą a kulturą. Po głębszym zastanowieniu doszłam jednak do wniosku, iż ciężko jest zastosować taki podział w stosunku do tej produkcji. Wedle niektórych koncepcji teoretycznych narodziny kultury równają się powstaniu pierwszych narzędzi, zatem czy gronostaj obsługujący katapultę skonstruowaną z kamieni i szyszek należy jeszcze do porządku natury, czy może stoi już po stronie kultury? Dlatego według mnie, w przypadku tego filmu główny wątek można ująć w ramach konfliktu pomiędzy sprytną przyrodą a ekspansywną cywilizacją.

Dan Sanders (w tej roli Brendan Fraser) jest odpowiedzialny za budowę nowego osiedla na terenie przylegającym do pięknej amerykańskiej puszczy. Jest ambitnym i przedsiębiorczym człowiekiem, dlatego też wyprowadza się z rodziną do swego nowego miejsca pracy. Żona i syn ciężko znoszą tę zmianę, ponieważ prosto z wielkiej metropolii lądują w samym środku wielkiego nigdzie. Na każdym kroku manifestują głowie rodziny swoje niezadowolenie i podkreślają chęć powrotu do domu. Dan musi również sprostać zachciankom swego ekscentrycznego, łasego na pieniądze szefa i jego niezrównoważonej sekretarki. Moim zdaniem już taki zarys gwarantuje serię niefortunnych i komicznych zdarzeń. Szybko się jednak okazuje, że ani rodzina, ani szalony szef nie będą największym problemem Dana. Do akcji wkracza bowiem prezentujący przywódcze zapędy szop pracz i jego leśni kamraci w postaci wszelkiej fauny, jaką spotkać możemy na łonie natury. Tytułowe futrzaki (nie tylko te puchate, a również np. pierzaste) nie dają bohaterowi spokoju. Utrudniają mu życie w każdy możliwy sposób (np. skunksy brawurowo uprowadzają samochód). Dan odzyskuje spokój dopiero w momencie, w którym uświadamia sobie, że  nie pieniądze i luksusy, a szczęście rodziny jest najważniejsze. Oczywiście taka konkluzja jest zasługą szopa i jego spółki, po serii wielu perypetii składających się na główną część filmu.

Personifikowane i bohaterskie zwierzaki, źli przedsiębiorcy, którzy chcą zniszczyć puszczę i przechodzący metamorfozę bohater – to schemat znany z bajek Disneya i innych animacji. Moim zdaniem jednak takich filmów nigdy nie jest za wiele. Dają małemu widzowi (bo do tej grupy jest kierowany ten film) obraz wartości, jakie powinien pielęgnować i przestrogę przed tym, czego nie należy robić. Zemsta Futrzaków ma swój morał, którym jest stwierdzenie, że najważniejsza w życiu jest rodzina. Pokazuje też, że wszyscy powinniśmy się wzajemnie szanować bowiem jesteśmy częścią jednego świata, bez względu na to, czy poruszamy się na dwóch nogach, biegamy na czterech łapach, czy też fruwamy na skrzydłach.


Tekst: Katarzyna Kucharska

 



Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:
Zemsta futrzaków



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--