OKIEM  OBSERWATORA

Teatr SYRENA

KAPITAN  ŻBIK i ŻÓŁTY  SATURATOR – tekst i reż. Wojciech Kościelniak

 

1 marca 2020 – II-ga PREMIERA


 

Ręka w górę kto pamięta, co to była (jest ?) GUMA  ARABSKA? No właśnie, tak myślałem! A więc mam komunikat dla wszystkich dawnych jej użytkowników; miłośników gumy do żucia z historyjkami obrazkowymi Disneya (nie, nie! to nie taka sama guma!); dla łowców jeansów z PEWEX-ów;  dla dumnych posiadaczy czarnych radiomagnetofonów GRUNDIG, czyli w skrócie dla tych, którzy chcą przeżyć wspaniałe deja vu! Macie taką szansę, los Wam ją dał! Wystarczy pójść do Teatru Syrena na najnowszy musical „Kapitan Żbik i żółty saturator”. 


 


 

 

Po kilku ostatnich premierach w Syrenie, którymi były inscenizacje najsłynniejszych musicali światowych, wystawiono spektakl do którego pasuje słynne hasło z epoki, w której rozgrywa się akcja - DOBRE, BO POLSKIE!

Ten karkołomny pomysł jest fantastyczną podróżą w czasie. Dla tych, którzy z nostalgią wspominają słusznie minioną epokę (a jest ich bardzo wielu!), będzie to powrót do czasów, które z reguły wspomina się z sentymentem i nostalgią, czyli „młodości górnej i  durnej” – [to Mickiewicz].

Scena pełna jest ogromnych plakatów, reklam i zdjęć z lat 70, 80 ub. wieku. Świecą neony „identyczne ze smakiem oryginalnym” – pamiętacie Państwo ten tekst na opakowaniach produktów spożywczych (np. czekoladopodobnych)? Na ścianie wisi słynny, pożerający niesłychane ilości bilonu telefon z czasów gdy były jeszcze budki telefoniczne, a dzielna milicjantka Ola posługuje się krótkofalówką z wysuwaną na kilka metrów antenką!

Jest i najważniejszy gadget – tytułowy żółty saturator, na kółkach. Starsze wróble teatralne zaśmiewały się, wyobrażając sobie współczesnych pracowników Sanepidu kontrolujących te kultowe źródełka z „gruźliczanką”. Zawał serca murowany, a co najśmieszniejsze zupełnie nieuzasadniony, albowiem nawet najstarszy wróbel nie słyszał o przypadku jakiegoś zatrucia wśród użytkowników saturatorów. A obecnie i owszem pomimo ich braku, zatrucia zdarzają się, plus dochodzi problem butelek plastikowych!

Tak więc widz przenosi się w lata 70 / 80 XX w., do centrum Warszawy, gdzie grasuje tajemniczy szpieg / dywersant – Manfred Steif [Albert Osik / Tomasz Więcek], a jakże zza naszej zachodniej granicy, czyli Niemiec. Oczywiście jest on diabolicznie sprytny i przebiegły, ale do walki z nim staje nie kto inny jak Kapitan Żbik [Maciej Maciejewski / Łukasz Szczepanik}, któremu pomaga bardzo ambitna i zdolna Porucznik Ola [Ada Szczepaniak / Iga Rudnicka]. No i wszystko jasne: szwarcharakter w sposób oczywiście oczywisty jest bez szans, a cały spektakl jest właśnie o tym, jak wpada w ręce tzw. organów, w innych sytuacjach  nazywanych również „bijącym sercem partii”.

Ten, wydawać by się mogło, karkołomny pomysł zrobienia musicalu z komiksu – powiódł się! 

O oszczędnej ale równocześnie rzucającej się w oczy jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu scenografii, napisałem już powyżej. Stworzyła ją Anna Chadaj, której autorstwa są również kostiumy wiernie oddające ówczesną modę i klimat.

Przed spektaklem najbardziej obawiałem się połączenia dialogów, których pierwowzór stanowił komiks! – z muzyką. Zupełnie bezpodstawnie. Dialogi, teksty piosenek i reżyseria,  dzieło Wojciecha Kościelniaka, muzyka – Mariusza Obijalskiego i choreografia Eweliny Adamskiej – Porczyk, zostały wymyślone wspaniale, a dodane do siebie stanowią rewelacyjną całość będącą znakomitym punktem wyjścia dla aktorów.

We wszystkich wystawianych w Syrenie musicalach, obsada była podwójna. Nie inaczej jest również w „Kapitanie Żbiku….” Były dwie premiery i grają dwie obsady. W tej, którą widziałem ja, role Kapitana Żbika grał Maciej Maciejewski, Porucznik Olę -  Ada Szczepaniak, Manfreda Steifa, czyli szpiega / dywersanta – Albert Osik. To są trzy wiodące postacie, jednak całość nie istniałaby bez pozostałych osób: KasiBarbary Garstki; DanutyAdrianny Dorociak; KubyMichała Juraszka, WilhelmaKrzysztofa  Żabki, MarzenyKaroliny Szeptyckiej, BarbaryBarbary Melzer, RyszardaGrzegorza Pierczyńskiego, ZuzyMarty Parzychowskiej

Już wielokrotnie, przy wcześniejszych spektaklach podkreślałem, że wg mnie najtrudniejszym rodzajem inscenizacji teatralnych jest musical. Tu trzeba wykazać się aktorsko, znakomicie śpiewać i perfekcyjnie tańczyć, a często bywa, że wszystko to razem, w szaleńczym tempie. I w „Kapitanie Żbiku…” to wszystko jest, a w dodatku po raz kolejny wykonane na najwyższym poziomie.  A przecież, tym razem zespół występujący na scenie jest mniej liczny, niż w poprzednich musicalach, więc aktorzy są bardziej widoczni i nie mają  możliwości „skryć się w tłumie”.

Cały spektakl oceniam bardzo pozytywnie, ale kilka scen zrobiło na mnie szczególne wrażenie: Monte Carlo; czy Erynie, a zwłaszcza: Nonajron – tango i scena z radzieckimi gimnastykami. W tym miejscu ogromne brawa dla zespołu tancerek i tancerzy! Są perfekcyjni i między innymi dzięki nim, te sceny są jak wisienki na i tak bardzo pysznym torcie! Smacznego!   

 

PS:

A już po zakończeniu spektaklu rozpętała się zacięta dyskusja miedzy najstarszymi wróblami teatralnymi. Wszystkie dostrzegły i chwaliły dbałość o detale z epoki ale te najbardziej ortodoksyjne twierdziły, że w tamtych czasach nie było „domówek”, tylko „prywatki”. Pozostałe zgadzały się z tym (trudno twierdzić inaczej) ale uważały, że jest to taka „(…) arka przymierza, między dawnymi i młodszymi laty” [znowu Mickiewicz!].


TEKST: KRZYSZTOF  STOPCZYK

FOTO: materiały prasowe Teatru SYRENA

 


Kategoria: Aktualności | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:
Obserwatora Okiem



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--