OKIEM  OBSERWATORA

Teatr Narodowy 

ZEMSTA  NIETOPERZA – reż. Michał Zadara

 


Skoro na scenach operetkowych i operowych wystawiane są przedstawienia, które pierwotnie zaistniały na deskach teatrów dramatycznych i widzowie poznali je jako sztuki dramatyczne, dlaczego nie można by odwrócić sytuacji i jednej z najbardziej znanych operetek wystawić w teatrze klasycznym? Bo „Zemsta nietoperza” niewątpliwie jest jedną z kanonicznych operetek wszechczasów. Jej premiera odbyła się w 1874 r. w Wiedniu, a twórcą był Johan Strauss syn. Żeby być w zgodzie z faktami, to autorzy jej libretta [Karl Haffner i Richard Genee] opierali się na jeszcze wcześniejszym, francuskim wodewilu. Od tej pory, „Zemsta nietoperza”, wystawiana była na całym świecie niezliczoną ilość razy, czasami po tytułem „Zemsta Nietoperza”. 

Nic więc dziwnego, że tym arcydziełem zainteresował sie z jeden z najzdolniejszych polskich reżyserów teatralnych młodego pokolenia - Michał Zadara

 


 

I w ten sposób w Teatrze Narodowym można oglądać słynną operetkę tyle, że w wersji teatralnej. A właściwie jest to taka hybryda, bo niby spektakl klasyczny, ale jednak w większości śpiewany i oparty na muzyce - granej, śpiewanej, tańczonej. A ponieważ są to , co jest oczywiste! – melodie doskonale znane, więc publiczność nie czuje sie zagubiona, czy zdezorientowana. Reżyser nie ingerował również w samą treść, co w sumie dało efekt całkiem interesujący i miły w odbiorze, a równocześnie troszkę dziwny, bo mamy do czynienie ze znaną operetką w wersji teatralnej. 

Oczywistym jest, że każdy kto ukończy szkołę aktorską musi (powinien!) umieć śpiewać. Jednym udaje się to lepiej, innym troszkę gorzej. W “Zemście nietoperza”, wszyscy występujacy radzą sobie zupełnie dobrze. A ponieważ sztuka wystawiana jest przez Teatr Narodowy, więc oceniać należy nie tylko zdolności wokalne poszczególnych artystów, ale również, a właściwie głównie ich grę aktorską. I tu również nie można mieć zastrzeżeń, a w/g mnie, kilku aktorów zasługuje na szczególne wyróżnienie. Na pierwszym miejscu umieściłbym zdecydowanie Przemysława Stippę, jako Księcia Orlowskiego. Rola – palce lizać!!! Cały czas mniej lub bardziej wstawiony, znarkotyzowany, zblazowany, znudzony życiem, ale równocześnie rozpaczliwie samotny i jakby szukający sposobu na wyrwanie się z tej “ruji i porubstwa”. Jego zupełnym przeciwieństwem jest Oskar Hamerski, jako Doktor Falke. Bardzo oszczędny, skupiony, zdeterminowany w doprowadzeniu do końca swojego zamiaru (intrygi) i w związku z tym, nie mogący sobie pozwolić na jakąkolwiek chwilę utraty kontroli. Znakomity jest Paweł Paprocki jako Frank – naczelnik więzienia. Wszyscy trzej nie dość, że bardzo dobrze  grają, to jeszcze bez problemów radzą sobie z partiami wokalnymi. A pogodzenie tego nie jest takie proste.

Najstarszy w tym gonie Waldemar Kownacki jako Blindmecenas, zdecydowanie rozkręca sie w czasie spektalu i w III akcie ujawnia również swoje zdolności wokalne. Bo do aktorskich nie musi nikogo przekonywać. Znane są już od dawna!

A ponieważ jest to spektakl muzyczny, nie można pominąć również orkiestry, która cały czas gra na żywo, pod kierownictwem Justyny Skoczek (fortepian), w bezpośrednim sąsiedztwie publicznosci. I robi to na tyle subtelnie, że nie zagłusza aktorów na scenie, a na tyle skutecznie, że muzyka staje się absolutnie integralną częścią przedstawienia. Bez niej nie miałby on sensu! 

A w czasie spektaklu okazało się, że część widzów nawet nie wiedząc o tym, wyciągnęła szczęśliwy los, bo została obdarowana bardzo sympatycznym bonusem. Ale o tym czy miało sie szczęście i jaki to bonus, trzeba przekonać się osobiście przychodząc na spektakl “Zemsta nietoperza” do Teatru Narodowego.


TEKST:  KRZYSZTOF  STOPCZYK

FOTO: KRZYSZTOF BIELIŃSKI - materiały prasowe TEATRU NARODOWEGO


  

 


Kategoria: Recenzje spektakli | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--