OKIEM  OBSERWATORA

 

MORDERCA JEST WŚRÓD NAS” - odsłona 3 "Tu Stefan Batory, okręt!” .

Teatr SYRENA - 08 lutego 2020 r.

Reżyseria na żywo i performowanie aktorskie: Joanna Drozda

Ramy fabularne zbrodni: Joanna Drozda i Michał Wybieralski

 



W tym roku - 2020 - Teatr Syrena obchodzi brylantową rocznicę związku z publicznością, czyli 75 –lecie swojej działalności! Co prawda punkt startu w 1945 r., był w Łodzi, ale już po trzech latach, w 1948 r., czyli 72 lata temu, Syrena zagościła na ul. Litewskiej w Warszawie, w przedwojennej ujeżdżalni koni, zaadaptowanej na potrzeby teatru. No właśnie! To określenie kojarzy się z przerobioną salą główną [vide: Teatr Współczesny zaadaptowany z dawnej sali parafialnej Kościoła św. Zbawiciela] i ewentualnie holem bufetowym w podziemiu, gdzie też grane były różne spektakle. Wystarczy wspomnieć m. in.: „Obłomowa” w reżyserii Agnieszki Lipiec –Wróblewskiej ze zjawiskową Oleną Leonienko, o której nieodżałowany Janusz Głowacki powiedział: „Ona jest cała z Czechowa!”, czy rewelacyjne i nadal będące w repertuarze  „Nogi Syreny”, w reżyserii Joanny Drozdy.

Stawiam tezę, że Pani Joanna wyrasta na specjalistkę od zadań specjalnych w tym teatrze, bo po znakomitym spektaklu w podziemnym bufecie, wyreżyserowała kolejną perełkę, artystyczny żart z bardzo poważnym zakończeniem. A gdzie wyreżyserowała? W stolarni, na zapleczu Teatru, wyreżyserowała!

Już samo dojście do ukrytego w oficynie pomieszczenia jest ekscytujące. Okazuje się bowiem, że zamknięta na co dzień brama, skrywa w sobie niesamowite, autentyczne, przedwojenne wnętrze, z kafelkami i rzeźbieniami. A później trzeba przejść przez wewnętrzne podwórka mogące stanowić fantastyczną i w dodatku autentyczną scenografię do filmu kryminalnego. Zresztą na bruku wymalowane są wzorem  klasycznych kryminałów, obrysy ciał. 

Samo pomieszczenie stolarni znakomicie imituje wnętrze statku, a wrażenie wzmocnione jest barkiem serwującym różne napitki w cenach okrętowych, obsługiwanym przez ubrane w odpowiednie stroje barmanki. Wśród publiczności (pasażerów) co i raz przepycha się kucharz [Maciej Pesta] z półmiskami lub nożami; przechadza się ubrana w jaskrawo czerwony garnitur z lat 70 / 80 ubiegłego wieku postać, wyraźnie czuwająca nad wszystkim i mająca oko na całe pomieszczenie; leniwie ale z dużą dozą kokieterii spaceruje elegancko ubrana gwiazda artystyczna (to widać na pierwszy rzut oka) [Kornelia Raniszewska]; za konsoletą czuwa wyglądający jak bocian i ubrany jak bocian, disc jockey [Daniel Pigoński]; a co bardziej spostrzegawczy widzowie (pasażerowie) dostrzegą za szybą znudzonego kapitana okrętu [Michał Wybieralski].

Gdy nadchodzi godzina wypłynięcia, okazuje się, że ubrana na czerwono postać jest głównym konferansjerem i gospodarzem tej imprezy, a także narratorem całości. 

Autorka, reżyserka i performerka [Joanna Drozda] znakomicie wymyśliła całą tę zabawę. Myk polega na tym, że nie ma sztywnego podziału na widzów i aktorów, tylko w zabawie biorą udział wszyscy, a niektórzy „nieszczęśnicy” nawet bardziej. Wśród tych wybrańców zdarzają się tacy, którzy wczuwają się w przydzielone im role, np.: pierwszego oficera, bosmana, działacza podziemnej Solidarności czy żonę kapitana i wtedy można podziwiać refleks, kreatywność i opanowanie Joanny Drozdy i Kornelii Raniszewskiej – bo to głównie one wchodzą w interakcje z publicznością. Takich widzów  trzeba wyhamowywać, temperować i wyciszać. Ale trafiają się tak zestresowani, że trzeba ich prowadzić za rączkę i mocno zachęcać do wydobycia z siebie jakiegoś głosu. Bywa różnie i zabawa jest przednia.

Statek płynie, bal kapitański trwa w najlepsze, śmiechu jest co niemiara, są tańce i konkursy z nagrodami (prawdziwymi!!), atmosfera jest zbliżona do tej na autentycznym Batorym, aż dochodzimy do momentu morderstwa. No i wtedy, gdy zaczynamy już zbliżać się do finału, radzę Państwu zwrócić baczniejszą uwagę na reakcje innych widzów na kwestie padające ze sceny. Na mnie to przejście od beztroskiej zabawy, do tekstów wypowiadanych w końcowych fragmentach przedstawienia i reakcja publiczności na nie, zrobiło duże wrażenie. I tylko umocniłem się w przekonaniu, że wieczór spędzony w stolarni Teatru Syrena na pewno mogę zaliczyć do bardzo udanych! A dodatkowo składam gratulacje twórcom i zespołowi „Tu Stefan Batory, okręt!” za podjęcie bardzo ważnych tematów (treści), dla niepoznaki podanych w lubianej przez publiczność formie. 


TEKST: KRZYSZTOF  STOPCZYK

FOTO: materiały prasowe Teatru SYRENA

 


Kategoria: Recenzje spektakli | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:
Okiem Obserwatora Teatr Syrena



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--