OKIEM  OBSERWATORA

Teatr Kamienica

„NIESPODZIANKA”  – Pierre Sauvil – reżyseria Emilian Kamiński

28 marca 2019 r. - PREMIERA


Jednym z najbardziej tajemniczych pojęć na świecie jest czas. Niby uczymy się w szkołach, że zawsze i wszędzie upływa w tym samym tempie, ale DZIESIĘĆ lat od zaistnienia Teatru Kamienica?! To jakiś błąd w pomiarze!

 


 

28 marca 2019 r. odbyły się główne uroczystości związane z tą okrągłą rocznicą. Gwoli ścisłości, to nie było 10 lat, co do dnia, ale w okolicach tej daty, dziesięć lat temu Kamienica otworzyła swoje gościnne podwoje. Na swój jubileusz przygotowała wieczór niespodzianek, a główną była sztuka „Niespodzianka”, której autorem jest Pierre Sauvil, wyreżyserowana przez Emiliana Kamińskiego. Ciekawskie wróble teatralne starały się dociec dlaczego została wybrana akurat ta sztuka i odpowiedź Dyrektora Kamińskiego okazała się bardzo prosta: „ bo mi się spodobała bardzo!”. I nie dziwota! Niech nikogo nie zwiedzie informacja, że autorem jest rodowity paryżanin i że w związku z tym „Niespodzianka” będzie opowiadać o troszkę egzotycznych dla nas sytuacjach i problemach francuskich. Tak było w oryginale, ale na jubileusz Kamienicy treść została przetransponowana w ten sposób, że zostały w nią wplecione najbardziej aktualne tematy warszawskie. Dzięki temu sztuka oprócz lekkich, łatwych i przyjemnych walorów komediowych, oferuje bardzo aktualne wątki polityczne. Ale nie tylko!  W tym miejscu trzeba nawiązać do innej niespodzianki jaką przygotował zespół Teatru nie tylko dla publiczności ale też dla swojego Dyrektora. Przed pierwszym rozsunięciem kurtyny, został wyświetlony film opowiadający o dziesięciu latach Teatru Kamienicy, w którym zawarto m.in. dłuższe i bardzo osobiste wypowiedzi Emiliana Kamińskiego. W filmie pojawił się oczywiście kryminalny wątek sprzed trzech lat, który o mało co nie zakończył się likwidacją Teatru. Kamiński przytoczył swoją rozmowę z hochsztaplerem, który za pomocą tricków prawnych chciał przejąć Teatr. W jej trakcie na klasyczne pytanie dyr. Kamińskiego: „Dlaczego?”, jego rozmówca odpowiada: „To jest business”! Z jednej strony realizowanie życiowych marzeń, wiele lat wyrwanych z życiorysu, zabójcze kredyty, krew, pot i łzy, a z drugiej krótkie i bez emocji: „Business”!

I to zdanie pojawia się też w sztuce „Niespodzianka” Niespodzianka!?  Nie! Samo życie!

Jeszcze co do filmu. Po jego zakończeniu zaskoczony i wzruszony Kamiński bardzo dziękował jego twórcom ale z całą stanowczością podkreślał, że to nie on powinien być jego bohaterem tylko dziesiątki, setki innych osób, które w różny sposób przyczyniły się do powstania Teatru, a później przez dziesięć lat ciężko pracowały i pracują nadal na jego pozycję, prestiż i markę. Brawo za ten tekst!

No i czas powrócić do „Niespodzianki” (sztuki). Jest to klasyczna komedia kryminalna gdzie, chociaż ocieramy się o najcięższe zbrodnie, więcej jest śmiechu niż grozy. Dzięki Kamińskiemu do uniwersalnej fabuły, którą można grać w każdym miejscu na świecie, wplecione są najbardziej aktualne warszawskie wątki, które używając kulinarnego porównania, wspaniale dodają smaku daniu głównemu, czyli relacjom między rozwodzącym się małżeństwem i zderzeniem głównych postaci pochodzących z diametralnie różnych środowisk. Te dwa wątki są śmieszne w komediach wszędzie i zawsze. Ale dwie postacie mają koloryt lokalny, chociaż bardzo zróżnicowany: Bożydar Satanowski [Krystian Kukułka] – ogólnopolski, a Janina Kapusta [Małgorzata Sadowska – grała w spektaklu premierowym / w dublerze z Elżbietą Jarosik] – już absolutnie warszawski, a ściślej praski. Obydwie postacie są troszkę przejaskrawione ale takie typy występują w przyrodzie naprawdę. Młody, nawiedzony ideowiec? Takich spotyka się na kopy i pęczki? W ostatnich czasach socjalistów jest może trochę mniej, ale za to fanatyków spod innych barw -  aż nadmiar! A panie Kapusty, żywcem wyjęte z felietonów i książek Wiecha, jeszcze całkiem niedawno spotkać można było na Pradze dosyć często. Teraz, w dobie powszechnej migracji i gdy ta dzielnica rekomendowana jest w międzynarodowych rankingach turystycznych jako miejsce, które trzeba koniecznie zwiedzić, aż tak barwnych postaci jest coraz mniej. A szkoda! Dla rodowitych warszawiaków, to będzie ogromna frajda zobaczyć i posłuchać panią Kapustę!

No i pozostają trzy najważniejsze postacie: obrzydliwie bogate małżeństwo (jeszcze!) Katarzyna Maślanka-Krassowska [Joanna Liszowska] i Filip Maślanka [Sambor Czarnota] oraz krańcowo biedny emeryt Waldemar Szarak [Krzysztof Kiersznowski].

Katarzyna to niespełniona artystka, która występuje tylko na prywatnej quasi scenie, w którą zamieniono jedno z pomieszczeń luksusowego apartamentu. A Filip, jej mąż (jeszcze!) to businessman nowej generacji, czyli cwaniak mający w przeszłości niejeden konflikt z prawem. Oboje grają dokładnie tak jak powinno się grać takie role, czyli z humorem, z odpowiednią dozą dystansu, bez nadęcia i patosu, chociaż nie raz wygłaszają całkiem poważne, życiowe kwestie. Widać, że oboje bardzo dobrze czują się w swoich rolach.

Na koniec zostawiłem sobie Krzysztofa Kiersznowskiego, grającego Waldemara Szaraka. To jest dopiero znakomity żart! SZARAK?! W wykonaniu Kiersznowskiego to jest KREACJA! To nic, że komedia lekka, łatwa i przyjemna. To nic, że od początku wiadomo, iż nikt sobie tu krzywdy nie zrobi i wszyscy żyć będą dalej. Lepiej, lub gorzej ale żyć będą! Natomiast gra Kiersznowskiego jest do bólu przekonująca, prawdziwa, śmieszno – tragiczna, po prostu R E W E L A C Y J N A! Nie ma co jej opisywać i analizować, ją trzeba zobaczyć i posłuchać! To jest jakieś kosmiczne niedopatrzenie, że taki aktor nie jest wykorzystywany na scenach, tak często jak mógłby być! Ostatnie zdanie kieruję do reżyserów przygotowujących się do wyszukiwania obsad.


TEKST:  KRZYSZTOF  STOPCZYK

FOTO:  materiały prasowe Teatru Kamienica

 


Kategoria: Recenzje spektakli | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--