OKIEM  OBSERWATORA

Przybora na 102 – Magda Umer  i MUMIO

Grany w Teatrze Ateneum

18 marca 2019 r.


Wiecznie żywyPRZYBORA  NA 102”.

Miarą genialności różnych rzeczy i zjawisk jest ich ponadczasowość. Nie wiem co będzie za sto, dwieście, czy więcej lat ale wiem, że od kilkudziesięciu lat, twórczość Jeremiego Przybory zniewala i zachwyca kolejne już pokolenia Polaków.



Od czasów zaraz powojennych, gdy jeszcze w Bydgoszczy współtworzył cykl audycji satyrycznych „Pokrzywy nad Brdą”, a następnie już w Warszawie, pracując w redakcji rozrywki Polskiego Radio, gdzie stworzył Radiowy Teatrzyk „Eterek”, jego zmysł obserwacji, poczucie humoru i kultura językowa, pozwalały komentować ówczesną rzeczywistość w sposób zaskarbiający uwielbienie słuchaczy. Co jest ważne podkreślenia, w tamtych tragicznych czasach, gdy duża część polskiej inteligencji bądź zginęła w czasie wojny, bądź pozostawała na emigracji, bądź siedziała w więzieniach, odbiorcy twórczości Przybory mieli w przeważającej części pochodzenie robotniczo – chłopskie. A mimo to wysublimowany styl i humor Pana Jeremiego od samego początku cieszyły się ogromnym uznaniem.

Jednym z bardziej szczęśliwych trafów w historii kultury polskiej było spotkanie się Przybory  z Jerzym Wasowskim. Chociaż poznali się w Polskim Radio, jeszcze w czasie wrześniowego oblężenia Warszawy w 1939 r.,  to współpracę podjęli po zakończeniu wojny, pod koniec lat 40-tych ubiegłego wieku. W ten sposób narodził się najgenialniejszy chyba duet twórców w kulturze polskiej. Najbardziej spektakularny efekt tej współpracy, czyli „Kabaret Starszych Panów” jest swoistym wzorcem z Sèvres dla języka i w ogóle kultury polskiej.

Lata płyną, siermiężny PRL zniknął w pomroce dziejów, a kolejne pokolenia odkrywają na nowo teksty Jeremiego Przybory. Co i raz pojawiają się inscenizacje bazujące na przebogatej spuściźnie Mistrza. Co i raz nowi śmiałkowie starają się dorównać kanonicznemu składowi Kabaretu (Irena Kwiatkowska, Barbara Krafftówna, Jan Kobuszewski, Bronisław Pawlik, Wiesław Michnikowski, Mieczysław Czechowicz, Edward „Dudek” Dziewoński, Wiesław Gołas, ufff!). No i nie często, ale co pewien czas takie próby kończą się pełnym sukcesem.

Najlepszym tego przykładem jest stworzony przez Magdę Umer i Kabaret MUMIO spektakl „Przybora na 102”. Tytuł nie pochodzi od dawnego warszawskiego powiedzenia, że coś jest na 102 – tzn. „na pewno”, „na mur, beton”. Po prostu spektakl powstał dla uczczenia 102 rocznicy urodzin Jeremiego Przybory i bazuje głównie na jego tekstach. Dobrym określeniem jest właśnie sformułowanie „bazuje”, ponieważ oprócz tekstów Mistrza, które co oczywiste, dominują w spektaklu, sporo dołożyli jego twórcy, czyli Magda Umer i Kabaret MUMIO, w osobach Jadwigi i Dariusza Basińskich oraz Jacka Borusińskiego.

Wypada zacząć od Magdy Umer, czyli ciotki Mizerii, która jest cały czas na scenie i pełni poniekąd honory domu, bo to właśnie do niej przybywają kolejni goście, z prośbami o poradę.

A ciotka nie tylko spełnia to ich życzenie ale również wchodzi w dużo poważniejszą rolę, a mianowicie kogoś w rodzaju psychoterapeuty. Cierpliwie wysłuchuje kolejnych zwierzeń, życzliwie wtrącając od czasu do czasu, coś w rodzaju: „acha!”, „no popatrz, popatrz”, lub „kto by to pomyślał”. Czasami wdaje się w dłuższą wymianę zdań, ale głównie daje się wypowiedzieć swoim gościom.

A jest ich troje. Wszyscy mają ogromne problemy egzystencjalne, na które – jak łatwo można się domyśleć – może poradzić tylko ciotka Mizeria.

Cały spektakl składa się z super błyskotliwych dialogów, „podprowadzających” do co i raz śpiewanych, znanych i lubianych szlagierów z Kabaretu Starszych Panów. I tak oto mamy następującą  sytuację: Umer i MUMIO wykonują własne teksty wplecione w teksty i muzykę Przybory i Wasowskiego. Odważne! A jednak! Widz (słuchacz) w ogóle nie dostrzega w nich różnicy. Ten sam humor! Ta sama satyra! To samo życzliwe punktowanie przywar i śmiesznostek ludzkich! A co najważniejsze – cała trójka aktorów z MUMIO – wspaniale czuje klimat kabaretu. TEGO Kabaretu! O Magdzie Umer nie wspominam, bo w jej przypadku jakakolwiek wątpliwość w tej materii, byłaby bardzo niestosowna! To jest najważniejsze, bo w ten sposób nie ma dysonansu między dialogami, a piosenkami znanymi od  kilkudziesięciu lat. Zresztą dialogi oparto również na tekstach Jeremiego Przybory.

Ten test MUMIO zdaje celująco. A co z odtwórstwem, czyli jak to się teraz mówi, z „wykonem”? Otóż to właśnie jest ten przypadek, o którym wspomniałem wyżej: próba zakończona pełnym sukcesem! To wcale nie oznacza, że aktorzy tak genialnie naśladują swoich wielkich poprzedników. Nie! Oni wykonują utwory po swojemu, ale jak! „Shimmy szuja” w wykonaniu Jadwigi Basińskiej, z udziałem (aktywnym!) Tomasza Drozdka [multiinstrumentalista], to wg mnie jeden z najlepszych kabaretowych numerów ostatnich lat, a tego  spektaklu na pewno! „Odrobina mężczyzny” – w wykonaniu Jacka Borusińskiego, wspólnie z Magdą Umer i Jadwigą Basińską – bardzo dobra, „A ta Tola” zaśpiewana i zagrana przez MUMIO, czyli Basińskich i Borusińskiego – palce lizać! A finałowa „Już czas na sen” śpiewana „tradycyjnie” przez Jadwigę Basińską, Magdę Umer i Borusińskiego, a „tłumaczona na dowolny język” przez Basińskiego -  to totalne złamanie dotychczasowej konwencji wykonywania tego utworu i ex aequo pierwsze miejsce z „Shimmy szuja”! Zresztą właśnie w tych dwóch utworach najlepiej było widać równoczesną różnicę i podobieństwo z pierwowzorami.

Podobieństwo tkwi w tym, że pomimo zaproponowania nowej interpretacji, nie zagubiono tej fenomenalnej lekkości i cudownego „esprit” z oryginału.

Różnica, czyli właśnie ta nowa interpretacja, widoczna jest gołym okiem i słyszalna natychmiast. W tym spektaklu utwory są bardzo dynamiczne, wręcz super dynamiczne. Irena Kwiatkowska, która też przecież nie stała jak żona Lota, całą ekspresję skoncentrowała na stronie werbalnej. Natomiast Basińska mało nie wysadzi sceny w powietrze! Coś niesamowitego! Podobnie jest przy „Już czas na sen”, wykonywanej zawsze jako klasyczna kołysanka. Tu zresztą też tak jest, ale oprócz trójki wykonawców jest jeszcze Dariusz Basiński, który „tłumaczy tekst na dowolny inny język”! Kto widział jak u progu swych karier rozmawiali w „obcych” językach Wojciech Malajkat, Piotr Polk i Zbigniew Zamachowski, ten będzie wiedział o co chodzi. Kto tego nie widział niech żałuje, ale ma okazję nadrobienia straty, słuchając i oglądając Basińskiego w finałowej scenie „Przybory na 102”.

Jedyny minus spektaklu, to ten, że trwa za krótko – tylko dwie godziny.    

A na koniec jeszcze jedna uwaga organizacyjno techniczna. Spektakl nie powstał w żadnym teatrze i nie jest „przypisany” do żadnej stałej sceny. Zaistniał dzięki staraniom wyżej wymienionych twórców i Agencji Public Relations – Strefa 101. Jeździ po całej Polsce i dzięki temu widzowie w wielu ośrodkach mają szansę zobaczenia go w swoim mieście. Nie przegapcie Państwo tej okazji!

TEKST:  KRZYSZTOF STOPCZYK

FOTO: FRANEK  PRZERADZKI

 


Kategoria: Recenzje spektakli | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:
Okiem Obserwatora Przybora na 102



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--