OKIEM  OBSREWATORA


POLSKA  OPERA KRÓLEWSKA

DZIADY  - WIDMA

Mickiewicz – Moniuszko

Teatr Królewski w Starej Oranżerii

listopad 2018 r.



Dziwnie się plecie na tym świecie. Najpierw jest duże BUM!, całkiem spore zamieszanie i emocje, a później zapada cisza i wydaje się, że problem / sprawa / temat / etc. umiera śmiercią naturalną. I faktycznie, tak często jest. Ale równie często jest inaczej, troszkę tak po cichu, problem / sprawa / temat etc. żyje nadal i zmierza do pozytywnego (często) rozwiązania.

Tak się sprawa ma z Polską Operą Królewską, która „z grzechu powstała” i póki co nie ma zamiaru „w grzech się obrócić”.

W cudownym miejscu, jakim są warszawskie Łazienki Królewskie, znajdują się równie cudowne  zabudowania Starej Oranżerii (Pomarańczarni), w której skrzydle usytuowany jest Teatr Królewski (Teatr Stanisławowski w Łazienkach). O Łazienkach wiedzą wszyscy. O Oranżerii (Pomarańczarni) słyszeli prawie wszyscy. A ile osób wie o istnieniu Teatru Królewskiego (Stanisławowskiego)? A nawet jeżeli ktoś coś słyszał, to ile osób umiejscawia go w tam, gdzie jest?



 

Na pytanie o teatr w Łazienkach, prawie sto procent wskaże Amfiteatr, czyli tzw. „Teatr na Wodzie” i reaguje ogromnym zdziwieniem, gdy dowiaduje się, że 250 metrów obok, jest absolutny unikat architektoniczny, zabytkowa, 200-osobowa, posiadająca znakomitą akustykę, zbudowana w całości z drewna, sala teatralna.

Jest to spowodowane tym, że jedna z pereł architektury nie tylko polskiej ale wręcz światowej, przez dziesiątki lat leżała w zapomnieniu, zupełnie nie wykorzystywana. Dopiero od kilku lat coś się ruszyło i po pieczołowitym odrestaurowaniu i włączeniu w 2015 r. do tzw. Trasy Bałtyckiej Europejskiego Szlaku Teatrów Historycznych,  w Teatrze Królewskim (Stanisławowskim), zaczęły być organizowane prestiżowe, ale cały czas okolicznościowe uroczystości. A Teatr nadal nie był wykorzystywany „na co dzień”.

Plany były różne, niektóre nawet zaawansowane, aż dzięki wielkiej polityce, sprawa przyspieszyła w sposób niebywały.  

W dawnej siedzibie STS-u, na Muranowie, od 1986 r. działała z powodzeniem, założona w 1961 r. słynna na cały świat z wysokiego poziomu wystawianych w niej spektakli - Warszawska Opera Kameralna. Aż w ubiegłym roku (2017 r.), pracująca w niej od niecałego roku nowa p. dyrektor, zwolniła 149 osób. No i zrobił się problem, nie tyle wewnętrzny, ale ogólnopolski. I to poważny. Z trybu kultury, sprawa wrzucona została w tryb polityczny. Właśnie wtedy było to wielkie BUM! Później temat zniknął z mediów, a następnie co bardziej dociekliwi, doszukali się informacji, że w Królewskich Łazienkach, w pomieszczeniach Teatru Stanisławowskiego (Królewskiego) będzie miała swoją stałą siedzibę nowo powstała państwowa instytucja kultury – Polska Opera Królewska. Jej zespół artystyczny (i nie tylko) został stworzony głównie z pracowników wyrzuconych z Warszawskiej Opery Kameralnej. Na jej czele stanął Ryszard Peryt.

Już w listopadzie 2017 r. na scenie Teatru Stanisławowskiego, Polska Opera Królewska zagrała swoją pierwszą premierę. Były to „Dziady – Widma Mickiewicz – Moniuszko”, w reżyserii Ryszarda Peryta.

W ciągu roku Polska Opera Królewska wystawiła już kilka spektakli, co ciekawe w różnych miejscach Warszawy. Artyści występują np.: Bazylice św. Krzyża, w Zamku Królewskim, w Archikatedrze św. Jana Chrzciciela. Zespół zaczął wyjeżdżać na występy zagraniczne.

Na rocznicę działalności (3 listopada), Polska Opera Królewska wystawiła ten sam spektakl, co w dniu swojej inauguracji, czyli : „Dziady – Widma Mickiewicz – Moniuszko”, w reżyserii Ryszarda Peryta.

Wydawać by się mogło, że jest to porywanie się z motyką na słonce. Bo przecież z jednej strony „Dziady” – monumentalne dzieło Mickiewicza, w tym przypadku będące materiałem wyjściowym do utworu muzycznego kolejnego giganta – Stanisława Moniuszki, a z drugiej strony, mały teatr nie posiadający właściwie żadnego zaplecza technicznego, niezbędnego przy inscenizacjach „Dziadów” i utworach Moniuszki. A tu – niespodzianka – w orkiestronie pełen skład orkiestry, na scenie prawie przez cały czas przebywa do 50 osób i wcale nie czuć jakiegoś tłoku! Scenografia właściwie nie istniejąca, ale znakomicie ustawione światła, w pełni rekompensują brak zabudowanych przestrzeni. Stronę wizualną uzupełniają projekcje wyświetlane na horyzoncie, dzięki czemu całość stwarza iluzje pełnowymiarowego, rozbudowanego spektaklu. Duża w tym zasługa reżysera [Ryszard Peryt], który potrafił zapanować nad tą trudna materią.

Oczywiście, nie są to całe „Dziady”, tylko ich część - „Widma”. Muzyka Moniuszki, to nie pełnowymiarowa opera, tylko kantata sceniczna, którą można wykonywać jako utwór operowy. Moniuszko, który był zafascynowany Mickiewiczem i który zilustrował muzycznie wiele utworów wieszcza, skomponował „Widma” około 1850 roku i od tego czasu, spektakl składający się z pięciu muzycznych obrazów, przeplatanych tekstem mówionym i refrenami chóru, pojawia się na scenach.

Moniuszko nie mógł przewidzieć, że jego dzieło wystawione będzie w tym miejscu, ale okazało się, że utwór idealnie pasuje do tak wspaniałego wnętrza.

Uważam, że warto rozpropagowywać i reklamować to miejsce, czyli działania Polskiej Opery Królewskiej w Teatrze Królewskim w Starej Oranżerii. Magiczne miejsce! I zapewnia wrażenia artystyczne najwyższej próby.

Na koniec tylko jedna uwaga. Chętni, a szczególnie osoby starsze lub w ogóle mające problemy z chodzeniem, muszą wcześniej rozpoznać sposób dotarcia „do” i co chyba jeszcze ważniejsze, wydostania się wieczorem „z” tych okolic, szczególnie jesienią i zimą (organizatorzy zapewniają dojazd meleksem). A wtedy xzeka ich wspaniała nagroda w postaci interesującego wydarzenia artystycznego, w przepięknym miejscu.


TEKST:  KRZYSZTOF  STOPCZYK

FOTO: materiały prasowe Polskiej Opery Królewskiej

 


Kategoria: Recenzje spektakli | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:
dziady Polska Opera Królewska



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--