Że najlepsze są małe kina, to wiadomo powszechnie. Natomiast o istnieniu najmniejszego warszawskiego kina wie zapewne nie każdy, gdyż na kinowej mapie stołecznej zagościło od całkiem niedawna. A jego istnienie podkreślać należy, bo jest to miejsce absolutnie urokliwe.

Miłośnicy kinematografii poczują się tu, bez wątpienia, jak u siebie. A to za sprawą przytulnej atmosfery stwarzanej przez kameralną przestrzeń, ścian bogato tapetowanych plakatami spod znaku Polskiej Szkoły (a nie jakimiś tam posterami na hollywoodzką modłę) czy kaset VHS ustawionych w równiutkim rządku pod ekranem może i nie wielkim, lecz w sam raz.

 


 

Repertuar też cieszy: ambitny (ja jestem świeżo po seansie „The party”, łatwo przegapić, lecz nie popełnijcie tego błędu), przy czym natrafić można na darmowe projekcje kinowych klasyków. Pokazy poprzedzane są wprowadzeniem: krótkim i treściwym. Fotele: niczym u Gałczyńskiego, wyściełane pluszem czerwonym jak serce (jest ich 33, niebawem otwarcie drugiej sali, ta pomieści 28 osób). Amondo serwuje filmy 7 dni w tygodniu, a mieści się na Żurawiej (20; w podwórzu). Bilety normalne kosztują 15 złotych, ulgowe (studenci i seniorzy) natomiast 12.

 

Marta Popławska

 


Kategoria: Recenzje miejsc | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:
amondo film kino repertuar Żurawia



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--