33. WFF: Z przymrużeniem oka

        Czarne komedie wśród wielu widzów cieszą się od lat niesłabnącą popularnością. Tym tropem bez wątpienia poszli selekcjonerzy festiwalu, którzy wybrali kilka ciekawych tytułów bezpośrednio nawiązujących do tego kultowego gatunku. „Charleston” prezentowany w ramach sekcji Odkrycia to jedna z najcieplej odebranych produkcji przez warszawską publiczność. Opowiada ona historię dwóch mężczyzn. Pierwszy opłakuje śmierć żony, drugi to natomiast jej kochanek, który przeżywając stratę ukochanej decyduje się na… poznanie jej męża. Od tego momentu dochodzi do wielu paradoksalnych wydarzeń mających na celu przede wszystkim bliższe poznania świata kobiety przez jej młodszego adoratora. Andrei Cretulescu ukazuje w krzywym zwierciadle także zawiązywanie się relacji między dwoma mężczyznami. Prowadzi ona do wzajemnego zrozumienia własnych zachowań w czasie żałoby. Kilka scen jest naprawdę zabawnych, ale całości brak nieco spoiwa, przez co wygląda to jak zlepek kilku sytuacji, w których poruszamy się nieco w ślimaczym tempie.

        Takich zarzutów nie można przypisać za to „Bandycie, który pachniał whiskey”. Z produkcją o takim tytule powrócił do Warszawy Nimród Antal, autor „Kumpli”, którzy podbili serca polskiej publiczności w 2004 roku. Podobnie może być współcześnie z tytułowym bandytą, który napadał na Węgrzech na placówki bankowe i poczty, a mimo tego uwielbiała go opinia publiczna w swoim kraju. Nazywany był zarówno współczesnym Robin Hoodem, jak i dżentelmenem wśród złodziei. Jego wielkoekranowa historia to retrospekcja całego jego życia, która tworzy świetny portret psychologiczny połączony z tempem dobrego kina rozrywkowego. Antal operując zgrabnie środkami filmowi tworzy obraz człowieka zmuszonego do podejmowania wielu skrajnych decyzji, aby tylko móc liczyć na lepszy byt w świecie rządzonym przez siłę pieniądza.

        W takiej stawce warto wspomnieć także o „Świętym powietrzu” – izraelskiej produkcji szeroko polecanej przed festiwalem przez wiele dzienników prasowych. Opowiada ona historię Adama mieszkającego w Nazarecie, którego wybranka spodziewa się dziecka, a on pracuje w biurze rachunkowym. W pewnym momencie postanawia odmienić swoje życie i odnaleźć szczęście. Pozwala mu na to dopiero niezależność powiązana z jego nowym biznesowym pomysłem. Postanawia sprzedawać turystom Święte Powietrze w buteleczkach z warsztatu własnego taty. Poznaje przy tym prawa turystycznego rynku, sprzedaży produktów mających w pewien sposób służyć za relikwie. Przepełniony ironiami film obnaża nieco obłudę wiary, ale jednocześnie jest tylko przeciętną komedię. Wyróżnia ją jedynie miejsce akcji i tematyka przemysłu religijnego.

Już wkrótce kolejne relacje z 33. Warszawskiego Festiwalu Filmowego!

 

Adam Berlik


Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:
film Warszawski Festiwal Filmowy



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--