33. WFF: Polityczne kontrowersje        

Już pierwszego dnia tegorocznego festiwalu w repertuarze znalazło się miejsce dla jednego z najbardziej kontrowersyjnych francuskich filmów ostatnich miesięcy. „To jest nasz kraj” Lucasa Belvaux odbił się szerokim echem na zachodzie Europy ze względu na swój antyprawicowy wydźwięk. W kraju Napoleona, podobnie jak i we wszystkich krajach należących do Unii Europejskiej, trwają dyskusje na temat uchodźców. Stanowią one wojnę polityczną między dwiema skrajnymi ideologiami. Dzieło Belvaux na przykładzie próby przemiany życia przeciętnej kobiety przez partię, próbuje ukazać zakłamanie prawicowych polityków. Do tego tendencyjnie dąży do postawienia znaku równości tychże poglądów ze zjawiskami skrajnie nacjonalistycznymi. Choć całość zostaje okraszona aktorstwem na najwyższym poziomie, to trudno uciec od wrażenia, że świat przedstawiony okradziono z jakiegokolwiek kontrapunktu. W rezultacie zderzamy się z czymś przybierającym formę pseudopostulatu. 

Przykładem dla francuskiego reżysera powinna być poetyka zastosowana przez Andrzeja Jakimowskiego w „Pewnego razu w listopadzie”. Jako pierwszy w pełnowymiarowej produkcji nie bał się on poruszyć tematu Marszu Niepodległości odbywającego się co roku 11. listopada na ulicach Warszawy. W wydarzenia mające miejsce w czasie patriotycznego wiecu wplata historię przeciętnej polskiej rodziny z klasy średniej – matki z synem. Zostali oni wyrzuceni z mieszkania, a konto bankowe kobiety zajęte przez komornika. Ich próba odnalezienia swojego miejsca w niespotykanym dla nich stanie rzeczy łączy się miedzy innymi z pobytem matki w jednym z warszawskich squotów. Reżyser pokazuje kontrowersyjne nagrania z ataku na owy budynek, ale nie opowiada się za żadną ze stron. Ukazuje postawy godne Święta Niepodległości, jak i te zasługujące wyłącznie na potępienie u obu stron konfliktu. Dzięki temu mimo poruszenia aktualnego tematu, daleko mu do jakiejkolwiek agitacji politycznej. Film zyskuje społeczny wymiar i staje się jeszcze bardziej realny. Najważniejsi są w nim bohaterowie, których sytuacja tak powszechna, ale pomijana w mediach, łączy się bezpośrednio ze znanymi wszystkim wydarzeniami.

Najlepszym filmem festiwalu nawiązującym do polityki a jednocześnie pokazującym historię jednostki, jest za to „Górnik”. Hanna Slak fabularyzuje w nim historię Bośniaka Mahmedalija Alicia, który pracując w jednej ze słoweńskich kopalni odkrywa masowy grób ponad czterech tysięcy ludzi. Jednak droga do tego odkrycia jest naprawdę siermiężna. Wszyscy mieszkańcy owego miasteczka wiedzą, co znajduje się w szybie przeznaczonym do zamknięcia. Wraz z szefami kopalni wielokrotnie sugerują cudzoziemcowi, żeby przestał drążyć w przeszłości. Dzieło Slak to produkcja pierwszej próby, zarówno aktorsko, jak i stricte filmowo, ale trudno omawiać ją wyłącznie poprzez odczucia płynące z wielkiego ekranu. Znajomość toku produkcji, groźby względem twórców, fakt niegodnego potraktowania odkrycia przez władze Słowenii, udowadnia, że mimo życia w XXI wieku, nadal każda nacja chce zatuszować niewygodne wydarzenia z przeszłości.

Już wkrótce kolejne relacje z 33. Warszawskiego Festiwalu Filmowego!

 

Adam Berlik


Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:
film Warszawski Festiwal Filmowy



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--