OKIEM OBSERWATORA
Teatr POLONIA
Matki i synowie – [reż. Krystyna Janda]
23 maja 2017 r.

Mówiąc bardzo delikatnie, Krystyna Janda nie jest ulubienicą obecnych włodarzy kultury masowej, nazywanych również narodową. Powodów jest kilka ale jednym z najważniejszych jest fakt, iż w swoich teatrach robi to, czego widz daremnie szuka w placówkach zarządzanych przez ministra kultury, prezydentów miast, czy wojewodów. Wystawiają one bowiem głównie „sztuki dla sztuki”, lub dzieła klasyczne, coraz bardziej przesiąknięte wątkami narodowymi, czy patriotycznymi. Takie sztuki powinny być w repertuarze – również! Ale oprócz nich, widz powinien mieć możliwość obejrzenia współczesnych sztuk, poruszających tematy z życia wzięte, aktualne, a w dodatku kontrowersyjne! Bo widz ma nie tylko obejrzeć sztukę, on ma również po wyjściu z teatru nad tym co widział i słyszał, pomyśleć, zastanowić się, przedyskutować, może nawet zweryfikować swoje poglądy, czy działania! Takich sztuk w teatrach nie prywatnych trzeba szukać ze świecą, a i tak wynik jest łatwy do przewidzenia.

A w Teatrze Polonia często grane są spektakle nie tylko bardzo aktualne ale również, co już nie mieści się głowach włodarzy „oficjalnych placówek” i jest nie do przełknięcia, w znakomitych obsadach aktorskich. Taka jest właśnie sztuka „MATKI I SYNOWIE” - Terrence McNally, w reżyserii Krystyny Jandy.

Poruszony jest w niej temat stary jak świat i ludzkość, do którego podejście zmieniało się na przestrzeni wieków w sposób diametralny, jednak w większości było negatywne. Chodzi o zwiazek homoseksualny dwóch mężczyzn. W MATKACH I SYNACH wpleciony jest jeszcze dodatkowy wątek, który czyni temat ekstremalnie trudnym do zaakceptowania przez otoczenie. Para gejów wychowuje dziecko od chwili jego urodzenia! Skąd się wzięło i w jaki sposób, jest dokładnie wyjaśnione w czasie spektaklu, więc widz nie musi łamać sobie nad tym głowy. Pozostaje do rozstrzygnięcia podstawowy, fundamentalny spór między Katharine (Krystyna Janda) – matką zmarłego geja i dwoma gejami (Paweł Ciołkosz - Michael i Antoni Pawlicki - Will ), z których jeden był w przeszłości partnerem zmarłego syna Katharine.

Cała sztuka jest pojedynkiem dwóch racji: pierwszej, która reprezentuje Katharine - rodzina, to Mama, Tata i dziecko i drugiej: płeć się nie liczy! Liczą się uczucia! + brak jest jakichkolwiek przeciwwskazań, aby para tej samej płci (gejów, bądź lesbijek), nie mogła wychowywać dziecka, szczególnie w przypadku, gdy jedno z nich jest biologicznym rodzicem.

Temat trafiony jest “w punkt”. Na widowni nie ma osoby, która nie miałaby wyrobionego na ten temat zdania. W czasie spektaklu od razu można zorientować się kto, jaką opcję reprezentuje. Ponieważ na scenie cały czas toczy sie pojedynek słowny, więc co i raz ktoś na widowni aprobująco kiwa głową, albo wprost przeciwnie, kręci z dezaprobatą. Oczywiscie są jeszcze śmiechy, brawa i inne reakcje.

Spektakl cały czas “żyje” i jest interaktywny! Nawet w chwilach, gdy zapada zupełna cisza i widzowie czekają na ripostę którejś ze stron, to oczekiwanie też odbywa się w największym, wręcz wyczuwalnym napieciu.

Należy podkreslić, że cała trójka dorosłych aktorów (Krystyna Janda, Paweł Ciołkosz i Antoni Pawlicki) gra rewelacyjnie. Janda jako matka zarażonego wirusem HIV i zmarłego kilka lat wcześniej syna, który był partnerem obecnego gospodarza mieszkania, jest znakomita w swym bólu, w chęci znalezienia odpowiedzi na pytanie, kto jest odpowiedzialny za jego smierć (ale nie w sensie kryminalnym – kto zabił? Tylko w szerszym kontekście – kto i kiedy “sprowadził go na złą drogę”?). Oczywiście, w swych poglądach jest tradycjonalistką. Dla niej ten układ jest “niezrozumiały”, “obrzydliwy”, “chory”, protestuje przeciwko sformułowaniu “dom”, bo dla niej “dom”, to coś więcej, a to jest “mieszkanie”, jak dodaje “bez rodziny”. Zadaje fundamentalne pytania dotyczące przyszłości i w ogóle psychiki siedmiolatka, wychowywanego przez dwóch tatusiów.
Zresztą chlopak też lgnie do niej, żaląc się, że nie ma żadnej babci, do której mógłby się przytulić.

Jednak argumenty drugiej strony też mają swoją siłę. Warto pójść do Teatru POLONIA, aby je poznać. Tym bardziej, że w pewnym momencie można usłyszeć krótki wykład o historii zarażeń wirusem HIV, o tragicznym żniwie, które w początkowym okresie spowodował spustoszenie w całym pokoleniu, o zmianach w procesach leczenia i o zmianach w sposobie podejścia społeczeństwa do par homoseksualnych. Dwóch gejów to nie są juz “koledzy” , “przyjaciele”, w najlepszym razie “partnerzy”. Już mogą oficjalnie mówić o sobie: “to mój mąż”. Reakcja Katharine (Jandy) - bezcenna! Jak zresztą w kilku innych przypadkach.

Ciołkosz i Pawlicki wyszli obronną ręką z tych bardzo trudnych do zagrania ról. W naszym społeczeństwie wizerunek geja jest jasno określony i bardzo głęboko zakorzeniony. W każdej rozmowie prywatnej, opowiadanym dowcipie, czy w filmach przedstawiany jest tak samo. Stąd ludzie często są zdziwieni, gdy w przestrzenie publicznej następuje jakiś coming-out. Można wtedy usłyszeć: Noo! W jego przypadku nigdy bym sie tego nie spodziewała! Albo: Ygrekowski jest ostatnim, którego bym o TO posądzał!.

Ciołkosz i Pawlicki nie szarżują, nie wykonuja “miękkich ruchów”, nie poprawiają zalotnie grzywek, nie spieszczają wyrazów i w ogóle zachowują sie jak “100% faceci”. Tyle tylko, że grane przez nich postacie są gejami. Dlatego wrażenie jest jeszcze większe.

Gorąco polecam ten spektakl, nie tylko do obejrzenia w czasie rzeczywistym (bo to jest oczywiste!), ale również dla późniejszych przemyśleń, zastanowień i jako punkt wyjścia do dyskusji. Ale kulturalnej, tak ja w spektaklu MATKI I SYNOWIE, w reżyserii Krystyny Jandy.

W roli siedmioletniego synka Michaele i Willa występują na zmianę Adam Tomaszewski i Antoni Zakowicz

TEKST: KRZYSZTOF STOPCZYK
FOTO: Materiały prasowe TEATRU POLONIA ( Katarzyna Chmura)


Kategoria: Recenzje spektakli | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--