OKIEM  OBSERWATORA

 

Teatr SYRENA – NASZE  ŻONY

05 maja 2017 r. - PREMIERA

 

Po kilku ostatnich premierach, o których można powiedzieć bardzo dużo dobrego, ale nie to, że były to spektakle zabawne i  lekkie w odbiorze, Teatr Syrena przygotował ucztę, w postaci sztuki  Nasze żony” autorstwa Erica Assousa i w reżyserii Wojciecha Pszoniaka.

Była / jest  to prawdziwa uczta Lukullusa ale co bardzo istotne, pomimo iż w jej trakcie mówiono o sprawach bardzo poważnych, wręcz fundamentalnych, przyrządzono ją i podano w sposób nie tylko niezwykle finezyjny i smakowity ale równocześnie lekkostrawny.


 

Złożyło się na to kilka elementów. Prymarnym było wyszukanie przez Wojciecha Pszoniaka, znakomitego tekstu! Jest on połączeniem klasycznej angielskiej komedii kryminalnej, z morderstwem w tle, z błyskotliwą analizą i rozważaniami na temat życia w ogóle, ale w kontekście koleżeństwa i solidarności męskiej. Męskiej dlatego, że rzecz toczy się między kumplami z trzydziestopięcioletnim stażem przyjaźni. Trzech facetów, każdy z innym charakterem, psychiką i wyznawanymi wartościami, w sposób dla siebie niespodziewany, zostaje postawionych w sytuacji, w której muszą dokonać ekstremalnie trudnego wyboru, w którym ważne jest wszystko: prawo  obowiązujące i prawo zwyczajowe, wartości moralne i tzw. twarda rzeczywistość, imponderabilia i wychowanie, cechy charakteru i mimikra (przystosowanie się do warunków, aby przeżyć), argumenty logiczne i emocjonalne. Ufff!

Żeby sprostać tym wymaganiom, trzeba być mocarzem i na scenie spotkało się trzech mocarzy: Wojciech Malajkat, Wojciech Pszoniak i Jerzy Radziwiłowicz. Z takiego spotkania musiało powstać coś dobrego! I powstało! Można powiedzieć, że jest to męski spektakl. Autorem tekstu i adaptacji jest mężczyzna. Reżyserem też. No i gra trzech aktorów!

Ciekawostka, o której ćwierkały wścibskie wróble teatralne jest taka, że w tym spektaklu po raz pierwszy na scenie, spotkało się dwóch Wojciechów: Malajkat i Pszoniak. Obydwaj występowali już z Jerzym Radziwiłowiczem, ale wspólnie, ze sobą – nigdy.


Można powiedzieć, że sztuka wystawiona jest w formacie telewizyjnym. Przez cały czas akcja toczy się w jednym pokoju, z ewentualnymi tekstami z „offu”, czyli spoza kadru. Scenografka i kostiumolożka – Barbara Hanicka – stworzyła oszczędną w wyrazie ale bardzo estetyczną, funkcjonalną i pomysłowa scenografię. Ponieważ akcja sztuki toczy się w jednym, dużym i widnym pokoju przez wieczór, noc i ranek, więc z tyłu na „horyzoncie”, cały czas widać „sąsiedni” budynek. To proste i do tego wystarczyłby slayd. Jednak w tym przypadku dopiero po pewnym czasie widz orientuje się, że to jest jednak film. Oświetlenie domu zmienia się wraz z porą dnia, światła w oknach zapalają się i gasną, po uliczce przejeżdżają samochody, a z klatki schodowej wychodzą i wchodzą ludzie. Ciekawostką są również napisy końcowe wyświetlane na jednym z okien! To są niby detale ale ukazujące jak, w najdrobniejszych szczegółach dopracowany jest spektakl.

To samo dotyczy gry aktorów. Tacy wyjadacze sceniczni wiedzą, jak ważny jest każdy detal i maja świadomość, że ich suma stanowi o sukcesie, a jeden szczegół może popsuć cały efekt.

Dzięki temu, widzowie spragnieni znakomitej gry aktorskiej, bez żadnych udziwnień, chcący oglądać wykonawców, którzy w sposób widoczny cieszą się wspólnym występowaniem, muszą wpisać „Nasze żony” jako pozycję obowiązkową do zobaczenia. Na tym spektaklu można przypomnieć sobie, jak aktor powinien mówić, poruszać się na scenie, jak reagować na toczącą się akcję, nawet wtedy gdy nie bierze w niej bezpośredniego udziału, ale jest na scenie, jak się „aktywnie” uczestniczy w tej akcji, siedząc w fotelu i nie wypowiadając ani słowa, jak grać gestem, mimiką, spojrzeniem, natężeniem głosu.

O perfekcji aktorskiej może świadczyć to, że w od pewnego momentu, widz ma wrażenie, iż nie uczestniczy w spektaklu teatralnym, w którym artyści odgrywają swoje wyuczone role, tylko, że cudownym zrządzeniem losu stał się niewidocznym świadkiem prawdziwego męskiego spotkania trzech starych przyjaciół, co to i łykną wcale nie mało  i przeklną i powiedzą swoje zdanie o zachowaniu i wyglądzie innych (szczególnie nieobecnych pań). Oczywiście nie ma to nic wspólnego z plotkowaniem! Oo!! Co to, to nie! Ale charakterystyki są dogłębne i szczegółowe! Nic więc dziwnego, że sztuka doskonale oddaje to, co dzieje się na takich długich, nocnych, męskich spotkaniach. Z reguły kończy się ono filozofowaniem i rozmowami „od serca”. A, że w tym przypadku dochodzi jeszcze jeden szczególny powód do rozmów, są one jeszcze bardzie interesujące i wykonane przez trio Malajkat, Pszoniak, Radziwiłowicz - perfekcyjnie.


Wspomnianym wyżej teatralnym wróblom wspaniałe popremierowe wrażenia zdecydowanie psuje świadomość, że pod tą dyrekcją, jest to jedna z ostatnich premier w Teatrze Syrena, który w ciągu kilku ostatnich sezonów, przebił się do ścisłej czołówki teatrów warszawskich. Szykuje się kolejny egzamin dla samorządu Warszawy. Trzymajmy wszyscy kciuki, żeby nie był to kolejny oblany sprawdzian dla Biura Kultury i władz naszej stolicy.

 KRZYSZTOF  STOPCZYK

 

FOTO: materiały prasowe Teatru SYRENA (Krzysztof Bieliński)

 

 

 


Kategoria: Recenzje spektakli | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:
Nasze Żony Okiem Obserwatora Teatr Syrena



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--