Z solidną dozą niepokoju wybierałam się na zorganizowany przez Polsat Viasat Nature pokaz programu „Władca dziczy”. Na widok małego pająka reaguję dygotem, jeśli zaś chodzi o te naprawdę duże, to z założenia omijam zamieszkałe przez nie rejony świata, by nie narażać się na konfrontację. Tymczasem serial reklamowany jest zdjęciem przedstawiającym twarz Dominica Monaghana z przesiadującym na niej, jak gdyby nigdy nic, ogromnych rozmiarów pajęczyskiem.



Obawy okazały się jednak całkowicie zbędne. Po pierwsze kontekstem dla projekcji uczyniono krótkie acz treściwe wystąpienie prof. Marka Żabki, arachnologa. Odmalował życie i zwyczaje ośmionogich stworzeń tak barwnie – od zmyślnych metod kamuflażu po efektowne życie erotyczne, przy którym Grey mógłby się spłonić z onieśmielenia – że bladł wszelki strach.

Przy tej okazji warto również wspomnieć o przejmującej prelekcji lek. wet. Aleksandy Maluty, która przestrzegła przed bezmyślnym sprowadzaniem do domów z egzotycznych wypraw dzikich zwierząt. W przeważającej większości przypadków taka pomysłowość, a raczej należałoby by rzec – głupota – turystów, kończy się zwierzęcym (a nieraz i ludzkim) cierpieniem.

Żółw z zapobiegającymi ucieczce łańcuchami wczepionymi w przebitą skorupę, czy małpka z ciałem odparzonym do żywego na skutek niezmienianych pampersów, które miały zapobiec zanieczyszczaniu mieszkania. To tylko niektóre z długiej listy drastycznych przykładów obrazujących bezmyślność globtroterów, którzy zamiast nietypowego smakołyku czy pstrokatego magnesu postanowili sobie sprawić na pamiątkę żyjące stworzenie. A przecież zwierzę to nie zabawka, a już zwłaszcza miejsce tych dzikich jest w ich środowisku naturalnym – dziczy właśnie.

Taka też idea przyświeca twórcom programu – nomen omen – „Władca dziczy”. Jego gospodarz, znany choćby z „Władcy pierścieni” czy kultowego już serialu „Lost” Dominic Monaghan, osobiście udaje się w rejony zamieszkałe przez nieobłaskawione, budzące emocje, nieraz wręcz lęk, a na pewno zainteresowanie, stworzenia. Nie by to by je oswajać – nie. Po to, by z pokorą i fascynacją zaprezentować je widzom. A przy okazji dać oglądającym szansę na oswojenie ich lęków (tym, którzy je posiadają – tu kłania się moja arachnofobia) i zaspokojenie ciekawości.



 

I robi to z ogromną gracją i charyzmą. Śledząc poczynania tego bezpretensjonalnego koleżki - z ujmującym uśmiechem, tatuażami, rzędem bransoletek i paznokciami pociągniętymi fluorescencyjnym lakierem, żywo odróżniającymi się od zieleni tropików – szybko dochodzimy do wniosku: chciałoby się mieć takiego kumpla. I z ufnością dajemy się temu kumplowi oprowadzać po gąszczu labiryntu dżungli.

Obserwujemy, jak pozwala się przechadzać po własnym ciele żukowi wielkości połowy dłoni, czy prezentuje najjadowitszego na świecie węża. Przy czym wcale nie udaje, że nie ma przy sobie surowicy, nie zgrywa bohatera, czym zaskarbia sobie tym większą sympatię widza. Z takim kompanem mogę nawet przedzierać się przez wypełnione ogromnymi pająkami knieje.

Nie wstając z wygodnej kanapy oczywiście.


Marta Popławska

 


Kategoria: Aktualności | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--