OKIEM  OBSERWATORA           

Teatr POLONIA – „Danuta W”

3 maja 2017 r.

 

„Nie tylko POLSKA! Nie tylko SOLIDARNOŚĆ! W tym mieszkaniu była też RODZINA!”

„Nie byłoby TEGO Lecha Wałęsy, gdyby nie TA Danuta Wałęsa!”

 

Te dwa cytaty, stwierdzenia stanowią esencję monodramu Krystyny Jandy – „Danuta W”, w reżyserii Janusza Zaorskiego, granego w Teatrze POLONIA.

Spektakl nie jest nowy, bo premierę miał ponad pięć lat temu, a grany był już 155 razy. I sądząc po reakcjach publiczności oglądającej go 3 maja 2017 r., może być wystawiany jeszcze długo, długo! I to nie dlatego, że w takim dniu, do Teatru zawitała jakaś szczególnie patriotycznie nastawiona publiczność! Nie! Po prosu fenomenalny tekst, zagrany [?] jest w sposób znakomity. To skąd wziął się ten znak zapytania w poprzednim zdaniu? Bo Krystyna Janda, przez całe dwie i pół godziny (z przerwą) przebywania na scenie, ani przez chwilę nie sprawia wrażenia, że GRA. Ona po prosu JEST tą osobą, która opowiada historię swojego życia. Swojego, czyli Danuty Wałęsy, żony byłego przywódcy Solidarności, Prezydenta RP i laureata Pokojowej Nagrody Nobla.

Rzadko zdarza się tak doskonałe połączenie dwóch równie znakomitych elementów, jak w tym przypadku, czyli tekstu sztuki (którego współautorką jest Danuta Wałęsa) i jego przekazu  (w wykonaniu Krystyny Jandy).  

 


W przypadku Jandy, całe jej mistrzostwo polega na naturalności. Ot, „kobieta po przejściach”, piekąca smakowitą szarlotkę, prowadzi głośno monolog, w którym opowiada o swoim życiu. A mimo tego, iż było ono fascynujące, burzliwe, obfitujące w różne, czasami dramatyczne i wręcz nieprawdopodobne momenty, opowiadając o nim nie egzaltuje się, nie denerwuje, nie rozpamiętuje niepowodzeń i nie obarcza winą za nie innych. Nie! Ta relacja z życia, pełna jest życzliwości do świata i spotykanych w nim osób, ze szczególnym uwzględnieniem swojego męża. To jest paradoks. Bo mniej więcej od połowy monologu widz zaczyna otrzymywać coraz więcej informacji, dalece odbiegających od znanego wszystkim, pomnikowego wizerunku małżonka. Jeden aspekt jest wielokrotnie podkreślany przez autorkę i aktorkę z całą mocą. Oddzielenie postawy i działań Lecha Wałęsy tzw. publicznych, politycznych, tych ogólnie znanych i docenianych na całym świecie, od tych ukazujących go prywatnie, a ściślej rodzinnie.

Słuchając tego wykładu z historii najnowszej, widzianej oczami bezpośredniego świadka, ale z innej perspektywy, niż ta oficjalna, widz coraz mniej się dziwi, że gdy miała zostać wydana książka, pod tym samym tytułem, co napisany na jej podstawie scenariusz sztuki, jej bohater różnymi sposobami starał się zablokować jej ukazanie, a później przez długi czas publicznie manifestował inne zdanie. Dopiero po długim czasie wyksztusił ze siebie, że żona ma prawo mieć swoja wersję wydarzeń i ją przedstawić, chociaż oczywiście prawdziwa jest tylko ta, którą opowiada on, czyli Lech Wałęsa.

 


 

Spektakl spełnia właściwie wszelkie wymogi dokumentu historycznego i jako taki powinien  być zakwalifikowany i rozpowszechniany. Dopiero gdy oficjalna wersja historii uzupełniona zostaje o takie dokumenty jak książka  i scenariusz autorstwa Danuty Wałęsy (w dodatku w wykonaniu Krystyny Jandy), odbiorca / czytelnik / widz / uczeń / student itd., otrzymuje obraz zbliżony do prawdy obiektywnej, rzeczywistej. I paradoksalnie, jej główni bohaterowie, czyli Danuta i Lech Wałęsowie zyskują w oczach odbiorców. On odbrązowiony z pomnikowego spiżu. Ona wyzwolona i odklejona od etykiety potulnej „kury domowej” –  [to też wielokrotny cytat ze sztuki!].

 

Spektakl jest grany rzadko, ale obecność na nim jest obowiązkowa.

 

TEKST: KRZYSZTOF  STOPCZYK

FOTO: Materiały prasowe Teatru POLONIA [Karolina Wolf]

 

 


Kategoria: Aktualności | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--