Halo: Reżyserze p. Konradzie Dulkowski, Dyrektorze teatru „TrzyRzecze”, Aktorko, p. Izabelo Baran, Aktorze p. Michale Kitliński, oraz p. Michale Walczaku, Autorze sztuki „Piaskownica”!

Nigdy, ale to nigdy Was Czworga ani Waszego spektaklu nie zapomnę! Wyszedłem totalnie olśniony tą Waszą świetną robotą. To nic, że zaraz mnie oblepił, hm, wiadomo czemu, przecwelony, warszawski Żoliborz.

Hej, ludzie w naszej stolicy i w naszym kraju! Ta „Piaskownica” w niby off-owym teatrze „TrzyRzecze” (dawne kino „Tęcza”) to wkrótce, kto wie, latarnia morska dla już trochę rozbitków twórczych; szeroko Sprawę ujmując; West-endu.



Ale po kolei.

 

Wchodząc do „TrzyRzecza” nic nie wiedziałem o „Piaskownicy” i jej twórcach. Żadnego nijak nie znałem. A już będę o Was czworgu pamiętał dozgonnie.

 

Obecnie idzie przez kraj opozycyjne wołanie: „Finis Poloniae”. Nasz patriotyczny czy partyjno-ekonomiczny „koniec” jest dość pewny. Ale...

Bliska cenzura państwowa dla tych dotąd niezdrowo utytych wolnością westendowych twórców może być ich uzdrowieniem. Właśnie dzięki takiej offowej „latarni morskiej”. Poeci mają być chudzi, przejściowo niewolni i takoż zakochani we wrednej państwowej władzy. Ta nasza poprzednia była poczciwą, akulturalną idiotką.

 

Lecz do rzeczy:

Wielkie brawa tej, na dziś, aż wyzywającej swą bezpartyjną apolitycznością, „Piaskownicy”. Jej reżyser Konrad Dulkowski, aktorka Izabela Baran, aktor Michał Kitliński i autor sztuki Michał Walczak, swym przystępnym nowatorstwem niechaj będą latarniowo światłym przewodem. A mianowicie w tym, jak kultura i sztuka ma się złączyć z naszym zachowawczym narodem siłą obecnej władzy bliskim neo-średniowieczu.

Wychodząc z teatru „TrzyRzecze” na żoliborską, hm, zimnicę, z tego (tamtego!) zachwytu omal merdałem ogonem. Co, gdy wróciłem do domu odrobiła instynktownie moja kundelka z przytułku.

Ech, wciąż smakowałem to oszałamiające technicznie i stylistycznie wykonawstwo Aktora Michała Kitlińskiego. Przez mój 1933 rok urodzenia widziałem w pięćdziesiątym którymś roku odkrywcze intelektualnie aktorstwo Gustawa Holoubka w „Trądzie w Pałacu Sprawiedliwości” i biologiczną grę Tadzia Łomnickiego w „Karierze Artura Ui”. Oraz porywająco zewnętrzne granie wszystkiego Zbyszka Zapasiewicza, czy owe cudownie wewnętrzne, Janusza Gajosa.

Talent Michała Kitlińskiego, prócz, o dziwo, użytecznej mu kropli z telenowel, czerpie swą prawdziwą krwistość z czterech wyżej wymienionych Tuzów.

W „Piaskownicy” mamy dwoje, ot, przeciętnych ludzi; stół, krzesła, dwa laptopy; parę kubełków piachu i zero pola dla widza do patriotyczno-politycznych metafor. Za to buzuje, kipi, cieniuje scenicznie, oj, za mało doceniany w Polsce, wirtuoz aktorstwa Michał Kitliński.

Jego typowo narwany arcy-Samiec i swym akrobatycznym mówieniem, krzyczeniem, charczeniem i swym cyrkowo posłusznym mu ciałem – zapiera bez wyjęcia dech każdemu widzowi (podglądałem twarze).

Z pewnością zmieni każdy porządek, realnie bliska Światowa Wojna Dwóch Płci. Tu, gdzie Ona nieuchronna jest w teatralnej pigułce (na szczęście bez martyrologiczno-aborcyjnych odniesień) także ujmuje swym zrównoważonym byciem na scenie – Aktorka Izabela Baran jako arcy-Samica. I mimo swego fizycznego odejścia w finale sztuki z bitewnej gry Dwóch Płci, wierzymy, że ta kobieca postać jest już nieźle uzbrojona do oby rychłego matriarchatu.

Aha! Ja już oglądałem Michała Kitlińskiego, tego roku, w uroczym spektaklu „Niewinni Czarodzieje”. Kitliński był tam jak trzeba, liryczno-somnabuliczny; dobrze śpiewał! Ten uniwersalny 35-latek o dość zwyczajnych warunkach scenicznych zakosiłby „usługowo dla ludności”, tak, tak, i Gustawa Konrada w jednak skróconych „Dziadach”, i Dzielnego Wojaka Szwejka.

Michał Kitliński prócz, że tu, w „TrzyRzeczu” i u siebie w Krakowie – błysnąłby nie gorzej i w Paryżu wraz z zespołem Warlikowskiego (oby się tam szybko znalazł) i z „Pożarem w Burdelu” np. w Grójcu. Nie przesadzam.

Wszechaktorstwu Kitlińskiego jest równe – swą awaryjnością na tę polską, ocenzurowaną przyszłość – rozsądnie „usługowe” Reżyserstwo Konrada Dulkowskiego. Bezbłędne, a jakby tu nijakiej reżyserii nie było i dla mnie, teatralnego zawodowca. Tymczasem wkład twórczy Dulkowskiego w „Piaskownicę” jest grubo ponad ten np. choreografa w złoty medal olimpijski dla tanecznej pary na lodzie.

Reżyser Konrad Dulkowski był tez mądrze troskliwym akuszerem i wobec debiutanckiego (?) tekstu „Piaskownicy”. Jakże przewidująco jej Autor Michał Walczak zawierzył własnym umiejętnościom! Skoro nie napakował w swą „Piaskownicę”, hm, westendowo – strzępów z Szekspira, Słownika Wyrazów Obcych, Haszka, czy Gazety Wyborczej.

Bo może już ciut za dużo na polskich scenach patchworkowo-instalacyjnych tzw. projektów. Chwała Ci Wielka Czwórko z „TrzyRzecza” w Warszawie przy ul. Suzina 6.

Znów tam przyjdę.

Jerzy Nasierowski

(profil autora: https://www.facebook.com/profile.php?id=100004150147919&fref=ts)

 


Kategoria: Recenzje spektakli | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--