OKIEM  OBSERWATORA

Kolacja na cztery ręce

Teatr KAMIENICA

 

Istnieją rewelacyjnie napisane sztuki teatralne, spełniające wszystkie parametry hitu scenicznego, wręcz samograje gwarantujące sukces, a mimo to wystawiane niezbyt często. Jest tego jedna przyczyna. Jedna, jedyna ale za to jakże istotna: aktorzy!

Jako przykład podać można „Kolację na cztery ręce” Paula Barza, która pod każdym względem jest utworem doskonałym. Wydawać, by się mogło, że wystarczy wziąć tekst i najlepiej aby reżyser nie ingerował w niego w żaden sposób, oprócz pokazania aktorom, którymi drzwiami wchodzą i wychodzą i sukces gotowy! Gdyby tak było w rzeczywistości, „Kolacja…” byłaby jedną z najczęściej granych sztuk, bo z punktu widzenia teatru jest to wymarzony materiał: mała, trzy osobowa  obsada; scenografia do skompletowania z magazynów znajdujących się w każdym teatrze; kostiumy również; wśród aktorów na pewno znajdzie się wielu chętnych do zagrania, a z drugiej strony, całkowita pewność nadkompletów na widowni!

Całe szczęście, że jednak funkcjonuje bezpiecznik typu: „mierz siły na zamiary, a zamiar podług sił!”. Ta świadomość, powstrzymuje decydentów teatralnych, od zmierzenia się z tą sztuką. Przez to spektakl wystawiany jest tak rzadko, a jeżeli już, to stanowi prawdziwą ucztę (nie tylko na scenie, dla aktorów), ale głównie dla publiczności. Np. najstarsze wróble warszawskie wspominają, że w Warszawie, ostatnią  „Kolację….” wyreżyserował w połowie lat osiemdziesiątych XX w., w Teatrze Współczesnym Maciej Englert, u którego Händla zagrał Czesław Wołłejko; Bacha – Mariusz Dmochowski, a Schmidta Henryk Borowski. W Krakowie, Krzysztof Jasiński (reżyser spektaklu w Teatrze Kamienica), zmierzył się z tematem pod koniec lat osiemdziesiątych proponując Jana Nowickiego (Händel); Jerzego Bińczyckiego (Bach) i Jana Peszka (Schmidt). W innych ośrodkach teatralnych w Polsce, sztuka grana była jeszcze rzadziej. A największy teatr w Polsce, czyli Teatr TV zdobył się na jej wystawienie jeden jedyny raz, w 1990 r. Kazimierz Kutz obsadził jako Händla – Romana Wilhelmiego, jako Bacha - Janusza Gajosa, a jako Schmidta – Jerzego Trelę.


No i dopiero na tym tle, decyzja  Teatru Kamienica o podjęci rękawicy bardzo mnie zaintrygowała. Bo niby Jasiński, już miał doświadczenie z „Kolacją….”, Lubaszenko też ją reżyserował – [Teatr Nowy w Poznaniu, 2014 r.], no ale każda inscenizacja, to nowe wyzwanie.

Po zakończeniu spektaklu w Kamienicy, nie miałem już wątpliwości, że wystawienie „Kolacji….” było ze wszech miar słuszną decyzją.

Emilian Kamiński i Olaf Lubaszenko zmierzyli się z legendami polskiej sceny i wyszli z tej próby z tarczą. Tu niski ukłon należy się reżyserowi, który zbytnio nie „majstrował” przy tych rolach, tylko zawierzył aktorom i wykorzystał ich naturalne emploi.

Kamiński, w stosunku do swoich poprzedników (Wołłejko, Wilhelmi) jest bardziej impulsywny, spontaniczny, to co ma do powiedzenia, wyrzuca ze siebie głośno i z ogromną dynamiką, często śmieje się w sposób sztuczny. Jego Händel jest trochę jak fredrowski Papkin, czy występujący pod wieloma postaciami w licznych sztukach „paw” rozkładający swój ogon i radośnie głoszący swe zalety, sukcesy i chwałę. Ta rola jest jakby stworzona dla Kamińskiego: dynamiczna powłoka, wydawać by się mogło światowca, obytego na dworach królewskich, skrywająca głębsze wnętrza i zwykłe ludzkie przywary / rozterki / wady / ułomności. W stosunku do spektakli Englerta i Kutza postacie  Händla i Bacha są bardziej zróżnicowane niż duety Wołłejko – Dmochowski, czy Wilhelmi – Gajos i jest to spowodowane właśnie bardzo dynamiczną (ale, co ważne, bez przeszarżowania!) grą Kamińskiego!


Bach Olafa Lubaszenki jest bardziej zbliżony do wielkich ról jego poprzedników (Dmochowskiego, Gajosa), co absolutnie nie jest wadą, a wprost przeciwnie – zaletą. On pochodzi z „nizin” społecznych, całe życie musi walczyć o przetrwanie swoje i swojej bardzo licznej rodziny, nigdy nie spotkały go żadne zaszczyty i nigdy nie doznał uczucia dostatku i luksusu. Jedyne co posiada, oprócz licznej rodziny, to ogromną  mądrość życiową i świadomość swojego absolutnego geniuszu. Niedocenianego geniuszu! I musi z tym żyć! I na scenie to widać i słychać. Lubaszenko gra tego niedocenionego geniusza koncertowo!

Zresztą tak samo jak jego sceniczny partner gra postać mającą świadomość bycia znakomitym i nagradzanym najrozmaitszymi splendorami, ale tylko i wyłącznie „rzemieślnikiem”, bez tej iskry bożej, bez tego błysku geniuszu, którą ma Bach.

To dwie godne siebie postacie i role.

Jednak w sztuce występuje jeszcze ktoś trzeci. W dotychczasowych inscenizacjach Schmidta grali znakomici aktorzy dramatyczni (Henryk Borowski, Jerzy Trela, czy Jan Peszek). W Kamienicy, Jasiński, w tej wydawać by się mogło drugoplanowej roli, obsadził Macieja Miecznikowskiego. Duuuże zaskoczenie! Ale jakże przyjemne!!! W tym spektaklu rola Schmidta ustawiona jest prawie na równi z dwoma wiodącymi. Sprawia wrażenie, że jedyna ingerencja reżyserska w kanoniczną strukturę sztuki, dotyczy właśnie tej roli i wydaje się, że jest to zrobione specjalnie „pod” Miecznikowskiego. I Krzysztofowi Jasińskiemu należy się duży plus, że to zrobił. Miecznikowski, do bogatej palety talentów, którymi dzielił się z publicznością (śpiewak operowy, lider młodzieżowych grup Pudelsi i Leszcze, postać telewizyjna, multiinstrumentalista, showman itp.) dorzucił jeszcze jeden – aktorski! Na scenie w Kamienicy wykorzystuje wszystkie swoje wcześniejsze talenty i dlatego rola Schmidta w tym spektaklu, nie ginie w cieniu dwóch wielkich mistrzów (Händel, Bach) i znakomitych aktorów (Kamiński i Lubaszenko), tylko jest równorzędną postacią (oczywiście – drugoplanową) i wykonawcą (Miecznikowski).

Jeżeli ktoś chce spędzić wieczór i ubawić się setnie, to polecam „Kolację na cztery ręce”, w Teatrze Kamienica.

 

TEKST: KRZYSZTOF  STOPCZYK

FOTO: materiały prasowe Teatr Kamienica


Kategoria: Recenzje spektakli | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:
kamienica recenzja teatr



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--