Open Mind Festival 2010

Dni 12 -14 sierpnia były niewątpliwie wyjątkowe dla fanów głośnych, gitarowych brzmień. W tych dniach na deskach warszawskiej Stodoły gościło dwanaście zespołów, prezentujących przeróżne gatunki muzyki z obszarów rocka i metalu.


Początek odbył się bez silnego uderzenia. Powoli napływająca publiczność wysłuchała kawałka dobrego, poprawnego hard rocka w wykonaniu grupy przystojniaków ze Stray. Następnie przyszedł czas na pozbawiony charyzmy zespół Boogie Town, który odegrał swój przewidywalny, utrzymany w stałym tonie materiał. Niewątpliwie głównym atutem grupy była atrakcyjna wokalistka, której nie można było odmówić ciekawej barwy głosu.

Tak oto nadszedł czas na ostatni występ przed największą gwiazdą wieczoru. Stoner metalowy Corruption nie zawiódł, rozniecając rock’n’rollowy ogień na widowni, którego do tej pory tak brakowało. Poruszeni mocnymi dźwiękami ludzie przystąpili do podboju „parkietu”, przy kawałkach takich jak: „Hell Yeah!”, „Lucy Fair”, a także „Devileiro” dedykowanym Nergalowi, który nomen omen miał występować z Behemothem na festiwalu Open Mind.
Diabelski nastrój koncertu dopełniony został pod koniec, gdy na scenie pojawiły się skąpo ubrane, rogate tancerki. Trzeba przyznać, że tak szatańskim występem Panowie z Corruption znacznie podgrzali atmosferę i zaskarbili sobie sympatię widzów, którzy żegnali ich głośnymi owacjami.
Tymczasem napływające tłumy ludzi i rosnące w błyskawicznym tempie kolejki po napoje chłodzące zapowiadały, że zbliża się występ najbardziej zasłużonego z zespołów goszczących na festiwalu. The Cult profesjonalnie zabrało się za rządną kultowych wrażeń widownię. Ta w zamian pokazała na co ją stać wtórując zespołowi do hitów „Rain” czy „Sweet Soul Sister”, podczas której próbowano nawet uskuteczniać crowdsurfing.
Temperatura powietrza szybko osiągnęła trudną do zniesienia wysokość, co spowodowało nadmierne pragnienie i stopniowe pozbywanie się części garderoby przez członków zespołu. Jednak wokalista Ian Astbury wydawał się być nie poruszony tym faktem. Zdjął jedynie swoją przepisową bandamkę, pozostając w ciemnej, ciepłej bluzie, mającej zapewne na celu zamaskowanie niedoskonałości figury - bądź co bądź - następcy Jima Morrisona.
Po perfekcyjnie zagranym secie nienasycona publika bez problemu swym uporczywym tupaniem uprosiła bis, w którym znalazło się wcześniej niedoczekane „She Sells Sanctuary”.

Mocny początek drugiego dnia publiczność zawdzięcza grającemu z entuzjazmem, doom metalowemu zespołowi Carnal. Występ młodych muzyków można zaliczyć do naprawdę udanych, jednak brak gwiazd na skalę The Cult sprawił, że pomimo piątku frekwencja pozostawiała wiele do życzenia.

Zaraz po występie agresywnego metalcore’owego None, front widowni zaczął być oblegany przez rzeszę fanów – a właściwie fanek - fińskich wampirów z The 69 Eyes. Muzycy nie dbając o to, że pod sceną znajduje się zapewne o wiele mniej ludzi niż oczekiwali, od razu po wejściu na scenę poczuli się niczym na wybiegu. W końcu pracochłonna stylizacja zasługuje na fotograficzną dokumentację…
Wokalista Jyrki już pierwszą frazą wyśpiewaną głosem jakby wprost wyjętym z The Sisters of Mercy doprowadził do ekstazy największe entuzjastki, zaś w repertuarze występu nie zabrakło takich standardów jak „Gothic Girl”, „Framed In Blood”, czy „Dance D’Amour”. Przed ostatnim z wymienionych Jyrki podniósł krwistoczerwone róże rzucone mu na scenę, mówiąc „It’s time for flowers, and it’s time for dance”, po czym wydmuchał z ust odgryzione płatki w kierunku zauroczonej publiczności.
Kto znał znaczenie nazwy The Obituary, ten na pewno wiedział że ostatnia grupa tego wieczoru „to nie rurki z kremem”. Mimo problemów z perkusją panowie z Ameryki zgotowali elektryzujące widowisko, a publiczność największy mosh pit tego festiwalu. Grająca od przeszło dwudziestu lat grupa uraczyła rozentuzjazmowaną publiczność takimi „pieśniami” jak „Blood to Give”, „Final Thoughts”, czy wywoływanym wielokrotnie z różnych stron widowni przebojem z pierwszej płyty – „Slowly we Rot”. Choć frekwencję tego koncertu (zwłaszcza wśród damskiej części publiczności) popsuło pojawienie się na dole fińskich wampirów, pozujących do zdjęć i rozdających autografy, to dawka najwyższych lotów deathmetalowego hałasu w dobrym stylu zwieńczyła drugi dzień festiwalu.

Ostatni dzień otworzył koncert zespołu Ciryam, który (a szczególnie piękna wokalistka) na wstępie rozgrzał grupę ludzi zebranych pod sceną. Ciekawym zjawiskiem na festiwalu był niewątpliwie kolejny zespół o nazwie Proghma-C. Ich muzyka składała się z ostrej i niepokojącej gry na gitarach, transowej perkusji i intrygującego wokalu Bob’a – wędrującego od różnej tonacji growlingu do melodyjnych fraz. Skromny mimo swej postury wokalista zyskał największe uznanie za sprawą coveru „Army of Me” pewnej znanej Islandki.

Skłaniająca do introwersji muzyka jaką zaprezentował ten zespół nie porwała widowni do tańca. Ta jednak nie musiała długo czekać na zgoła odmienne emocje, gdyż na scenie pojawiła się jedna z głównych gwiazd wieczoru: Ill Niño. Nie da się ukryć, że mimo wciąż niesatysfakcjonującej liczby bawiących się, był to jeden z najlepszych koncertów tego festiwalu. Południowoamerykańskie, korzenie członków zespołów ujawniły się w ich energetycznym i żywiołowym graniu, które porwało do „zabawy” nawet tych, którzy z zespołem nie mieli wcześniej styczności. Choć widać było, że wokalista jest lekko zaskoczony, że tak mało osób zna teksty i śpiewa wraz z nim, niewątpliwie dotarł do serc polskiej publiczności i pogłębił jej entuzjazm historią o swojej babci pochodzącej z naszego kraju. Mimo świetnie zagranego koncertu, zespół pozostawił niedosyt i pewne rozczarowanie, nie wychodząc ponownie na bis.
Na deser, czyli zakończenie całego festiwalu, organizatorzy postanowili zaserwować holenderską grupę Epica, grającą symfoniczny metal. Biorąc pod uwagę rozmach z jakim odbył się koncert, był to bardzo dobry pomysł. Dzięki odpowiedniemu oświetleniu oraz ciekawym efektom pirotechnicznym zespół stworzył na scenie swego rodzaju widowisko. Trzeba jednak przyznać, że największym atutem grupy nie są fontanny ognia, a prześliczna rudowłosa Simone, która przełamuje ciężkie metalowe brzmienie i "goblinowe” zaśpiewki swoim niesamowitym mezzosopranem. Czy to kicz, czy sztuka? Jakkolwiek by nie było – widownia została wciągnięta w epicką historię budowaną na scenie.
Organizatorzy Open Mind Festival pragnęli stworzyć wydarzenie, na którym będą mogły znaleźć dla siebie miejsce tak twórcy, jak i fani różnych form muzyki alternatywnej. Idea bardzo dobra, jednak w praktyce chyba nie do końca się sprawdziła biorąc pod uwagę brak oszałamiającej frekwencji. Wydaje się, że problemem mógł być sposób rozłożenia zespołów w ciągu trzech dni, trochę nietrafione zestawienie blasku The 69 Eyes z brudem The Obituary, albo szczerej, latynoskiej furii Ill Niño z efekciarstwem Epici. Być może lepszym rozwiązaniem było również to pierwotne mówiące o imprezie plenerowej, która zapewniłaby większą swobodę i rozsądniejsze ceny zaopatrzenia. Tymczasem zabrakło trochę festiwalowego klimatu, który wzbudziłby w ludziach chęć do wspólnej zabawy nie tylko pod sceną w czasie koncertu.
Oczywiście jak na duże wydarzenie muzyczne przystało, oprócz atrakcji dla ducha przygotowano również te dla „ciała”. Chcący zdobyć jakąś trwalszą pamiątkę niż wspomnienia mogli zaopatrzyć się w stosowny „mroczny” gadżet lub strój na stoisku pewnego internetowego sklepu, lub zakupić koszulkę ulubionego zespołu.
Mimo paru zastrzeżeń należy zwrócić uwagę na świetne zespoły, które dzięki staraniom organizatorów zagościły w Warszawie i mogły przy naprawdę dobrych warunkach technicznych zagrać zapadające w pamięć i serca koncerty.


tekst i  foto: Miriam Kołak & Tomasz Pudełko


Stray


Boogie Town


 

Corruption

Corruption


Corruption


The Cult


The Cult

The Cult

Carnal

None


The 69 Eyes


The 69 Eyes


The 69 Eyes

Obituary

Obituary

Ciryam

Proghma-C

Ill Nino

Ill Nino

Epica

Epica

Epica



Kategoria: Recenzje muzyczne | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--