OKIEM  OBSERWATORA

NOC  MUZEÓW w WARSZAWIE - 14 maja 2016 r.

Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego i Pawilon Emilka (Muzeum Sztuki Współczesnej)

 


 

 

Czy słyszeli Państwo o tym, że w ostatni weekend, w Warszawie była tzw. „Noc Muzeów”? Jeżeli tak, to gratuluję, bo w NARODOWYCH mediach nie było o tym ani słowa!!! Żadnych zapowiedzi, żadnych transmisji na żywo, żadnych opisów już po! I słusznie! Wystarczy, że media (TV, radio, prasa) są NARODOWE, więc informowanie o tym, czym NARÓD się interesuje jest już zbędne. Przecież mogłoby się okazać, że warszawiacy wykazują zainteresowanie kulturą, a nie daj Boże wielokulturowością, w sposób liczny, a nawet bardzo liczny?!?! I co ? Znowu prezes NARODOWEJ TV będzie musiał siedzieć z ołówkiem przed ekranem, spisywać tych „nielicznych”, których wypatrzy na nim i żądać namiarów – AUTENTYCZNE !!!! - na takiego podejrzanego typka, gorszego sortu. A tak – proszę bardzo – cisza, spokój, nic się nie dzieje, nie ma 200 lat Uniwersytetu Warszawskiego, nie ma Kongresu Kobiet, nie ma Nocy Muzeów, itd. A co jest? Każdy widzi (w TVP) i słyszy (w radio).

W ten sposób zapełniają się gabinety okulistyczne i laryngologiczne, bo każdy, kto wieczorem i w nocy z soboty, na niedzielę krążył po Warszawie widział, słyszał i uczestniczył w zupełnie innej rzeczywistości niż ta wirtualna, pokazywana w NARODOWYCH mediach. Orwell!

No więc wbrew egzorcyzmom szamanów od PR, pomimo fatalnej pogody, na ulicach Warszawy były tłumy. I wszystkie obiekty / placówki / miejsca etc., które bvły otwarte dla gości / publiczności, były przez nią wręcz oblegane. Właściwie był tylko jeden problem, ale za to poważny i nie do rozwiązania – problem wyboru. Mnogość ofert była tak ogromna, że po prostu nie było żadnych szans na „zaliczenie” chociażby małej części tego, co chciałoby się zobaczyć. Było „do wyboru, do koloru”.


BIBLIOTEKA  UNIWERSYTETU  WARSZAWSKIEGO

Prezentacja książki prof. Tadeusza Cegielskiego: Głowa. Opowieść nocy zimowej


Jednym z wydarzeń w ramach Nocy Muzeów na UW, była prezentacja książki prof. Tadeusza Cegielskiego: Głowa. Opowieść nocy zimowej. Spotkanie z licznie zebranymi czytelnikami odbyło się w BUWie, pod Wielkim Świetlikiem, punktualnie o godz. 20:17. Dlaczego o tej porze? Odsyłam do tej fascynującej i barwnej książki. Już sama geneza jej powstania jest niezmiernie ciekawa. Można powiedzieć, że powstała na „zamówienie”, na 200 lecie UW. Jak zawsze dobrze poinformowane wróble uniwersyteckie ćwierkają, że do jej powstania przyczynił się prof. Tadeusz Tomaszewski – światowej sławy ekspert ds. kryminalistyki. Bo „Głowa. Opowieść nocy zimowej” jest mocno osadzona w klimatach sensacyjno kryminalnych, a oprócz tego toczy się w dwóch planach czasowych oddzielonych od siebie setką lat, no i na dodatek jest tzw. powieścią „z kluczem”, tzn. uniwersyteckie środowisko – szczególnie prawnicze – w postaciach z powieści, rozpoznaje autentyczne, realne pierwowzory z UW. A ponieważ wcześniejsze powieści tego autora również cieszyły się dużym powodzeniem, nic dziwnego, że na promocji nowego dzieła, miłośnicy talenu p. Profesora stawili się tak licznie, że trzeba było w trybie nagłym dostawiać sporo krzeseł.

Gospodarzem wieczoru, był kolega autora ze studiów (o rok starszy), prof. Włodzimierz Langauer, który na wstępie wygłosił bardzo ciepłą, zawierająca wątki osobiste laudację na cześć prof. Cegielskiego. Po tym bardzo serdecznym zagajeniu, fragmenty powieści czytał znany aktor Teatru Ateneum, występujący ostatnio z dużymi powodzeniem w znakomitych spektaklach Teatru Syrena – Przemysław Bluszcz.

Spotkanie było niesamowicie klimatyczne, tym bardziej, że przez cały czas, w ramach Nocy Muzeów, sporo ludzi zwiedzało BUW, uczestnicząc w lokalnej grze terenowej. Wiele osób orientując się, że właśnie odbywa się spotkanie autorskie, zostawało na nim.

Taka promocja książki i cała Noc Muzeów w BUWie pokazuje jak wielkie jest zapotrzebowanie na kulturę „z wyższej półki”.

Szkoda, że NARODOWE media tego nie dostrzegają.


PAWILON  MEBLOWY  EMILKA  /  MUZEUM  SZTUKI  WSPÓŁCZESNEJ

Pożegnanie  Emilki. Cornelius Cardew: The Great Learning - performens grupy warszawskich artystów profesjonalistów i amatorów

Po długiej agonii, w Noc Muzeów, nastąpił ten odwlekany od kilku lat moment i w słynnym, a wg niektórych, kultowym Pawilonie Emilki, zostały po raz ostatni zamknięte drzwi i wygaszone wszystkie światła.

Po raz kolejny KULTURA przegrała z KASĄ. Niby to nic nowego. Niby wiadomo było o tym od wielu lat ale: „(…) w sercu pozostanie tęsknota, smutek, żal (…)”

Warszawski Magistrat znany jest z tego, że ochoczo przystaje na niszczenie i wyburzanie kolejnych ostańców, czy wręcz zabytków chronionych prawem, zawsze znajdując jakieś super ważne wytłumaczenie dla swojej bezczynności, lub bezradności. Te tłumaczenia odbywają się z reguły już po wyburzeniu, czy zniszczeniu kolejnego zabytku. W przypadku Pawilonu Emilki było trochę inaczej. Opór społeczny przeciwko bezczynności i „nic nie mogęctwu” Ratusza był ogromny i długotrwały. Warszawiacy wyciągnęli lekcję z oszustwa sprzed kilku lat, gdy to Ratusz zapewniał, że z zapałem wyburzany, stojący 20 m. od Emilki, słynny na cały świat klub jazzowy Akwarium, zostanie odtworzony w podziemiach powstającego na jego miejsce wieżowca. Baju, baju, będziesz w Raju! Wieżowiec jest, klubu nie ma, Ratusz jest zadowolony, a kultura? „Nooo! Wicie, rozumicie! Takie mamy czasy. Kasa Misiu! Kasa!”.

Dlatego tym razem warszawiacy zwarli szyki i długo walczyli. Nawet wtedy, gdy pawilon przestał pełnić już swoją pierwotną funkcję (czyli punkt sprzedaży mebli), doprowadzili do tego, że ulokowało się w nim Muzeum Sztuki Współczesnej. Nasz Prześwietny Magistrat jeszcze nie pojął tej oczywistej prawdy znanej w całym cywilizowanym świecie, że to właśnie takie miejsca tworzą klimat miasta i to one przyciągają turystów nie tylko polskich, ale głównie zagranicznych. One są umieszczane w przewodnikach i bedekerach. No ale urzędnika kulturalno–oświatowego z Magistratu, tytułowanego dla żartu Dyrektorem Wydziału i innych naszych przyjezdnych z dalekich pól i lasów decydentów liczy, się kolejny „nowoczesny” biurowiec wybudowany w samym centrum, beż możliwości dojazdu, parkowania i garażowania.

Formalne pożegnanie Emilki odbyło się tydzień wcześniej, a na Noc Muzeów zaplanowano - zgodne z ostatnią oficjalną nazwą - niszowe wydarzenie artystyczne sztuki współczesnej. Tym razem całkowicie pusta Emilka, na ostatnie kilka wieczornych i nocnych godzin swojego 47 letniego istnienia, została oddana we władanie performensów. Gospodarzem była Fundacja Strefa Wolnosłowa, która na pożegnanie Emilki zaplanowała wykonanie The Great Learning Corneliusa Cardew. Jest to przedziwny utwór, który może być wykonywany zarówno przez profesjonalistów, jak i zupełnych, stu procentowych amatorów. Rzecz polega na specyficznym wydawaniu ze siebie różnych odgłosów (zawodzenia, mruczenia, krzyku, śpiewu, w ogóle emisji głosu itd., oraz grze na różnych instrumentach (saksofony, perkusja, „przeszkadzajki”, bębny itd.). Utwór jest nieograniczenie długi, a na ten wieczór przewidziano wykonanie dwóch jego fragmentów, nazywanych paragrafami: 2 i 7.

Różniły się one od siebie w sposób zasadniczy.

Pierwszy polegał na tym, że w siedmiu punktach Emilki, od podziemi, po najwyższą galerię oraz łącznik z sąsiednim domem, rozstawieni byli wykonawcy, którzy w pewnym momencie zaczęli wydawać ze siebie różne dźwięki + grać na instrumentach. Początkowo, publiczność czuła się zdezorientowana, bo w absolutnie pustej, wielopoziomowej, posiadającej znakomita akustykę przestrzeni Emilki, słychać było wyłącznie ogłuszający hałas. Jednak po kilku minutach, gdy uszy przyzwyczaiły się do tej kakafonii dźwięków, spektakl zaczął wciągać coraz liczniej gromadzącą się publiczność. Trzeba przyznać, że całość była niesamowicie transowa i energetyczna. Najlepiej było to widoczne gdy obserwowało się reakcję widzów / słuchaczy. Zaraz po wejściu na twarzach nowoprzybyłych malowało się co najmniej zaskoczenie, czasami wydawało się, że niemiłe. Jednak bardzo szybko zwyciężało zaciekawienie, po później dosyć szybko pojawiał się uśmiech i telefony komórkowe w rękach. Oczywiście nie do rozmowy, bo w tych warunkach byłoby to nie możliwe, ale do filmowania i do nagrywania. Zafascynowana publiczność przemieszczała się od samych piwnic, do poddasza, stała oparta na schodach, czy po prostu siedziała na podłogach i wsłuchiwała się w te atawistyczne dźwięki. Można żartem powiedzieć, że ta część, to było huczne pożegnanie Emilki. A bardziej filozoficzna wersja może być taka, że było to odzwierciedlenie tych wszystkich emocji jakie buzowały przy zakupach i wyborze wymarzonych i oczekiwanych z utęsknieniem mebli, nie mówiąc już o tym co działo się w kolejkach pilnujących tzw. list kolejkowych, tych „zwykłych” i tych uprzywilejowanych. A ile było równoległych list, które wykłócały się o to, która z nich jest tą oficjalną / obowiązującą?!?! Działo się! Zarówno przez lata, kiedyś, jak i w pierwszej części występu, ostatniej nocy istnienia Emilki.

Drugą część można przyrównać do elegii lub trenu żałobnego. Wykonawcy zeszli do piwnic na poziom ( -1 ) i przez bardzo długi czas monotonnie zawodzili, lamentowali, czy jednostajnie mruczeli coś w rodzaju mantry, tym razem bez udziału jakichkolwiek instrumentów. Ta część, cieszyła się zdecydowanie mniejszym zainteresowaniem publiczności niż pierwsza. Usprawiedliwieniem dla czasu jej trwania był zamysł twórców (Michała Libery i Michała Mendyka) opłakania faktu zniknięcia tej kultowej placówki, z życia kulturalnego Warszawy. Raz jeszcze powtórzę, decydenci w cywilizowanych społeczeństwach rzadko kiedy z taką premedytacją niszczą pomniki swojej kultury. W przypadku Pawilonu Emilki – żywy pomnik, ponieważ to cacuszko architektoniczne okazało się jakby specjalnie stworzone do swojego drugiego życia, czyli Muzeum Sztuki Współczesnej!

Ale kogo z decydentów to obchodzi? Magistrat? – wolne żarty! NARODOWE media, ze swoimi dwoma prezesami na czele? W tym przypadku, pytanie jest tym bardziej bezsensowne!

TEKST + FOTO: KRZYSZTOF  STOPCZYK

FOTO: strona internetowa BUW

PS: W Emilce była wyłącznie jedna ekipa filmowa, z telewizji prywatnej. Jak ćwierkają dobrze poinformowane wróble, media NARODOWE miały zakaz informowania o Nocy Muzeów w Warszawie, bo „to nie NASZA noc i nie nasze muzea”.


Kategoria: Aktualności | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:
noc muzeów Okiem Obserwatora



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--