„ZGORSZENIE PUBLICZNE”

reż.: Maciej Prykowski

Chciałoby się krzyczeć -  w końcu!

Polskie kino może weszło do Europy. A przynajmniej polskie komedie romantyczne. Po serii komedii robionych dla widzów TVN-owskich seriali o 30-latkach, czas na żywą do kości produkcję, na wysokim poziomie.

Dla fanów gatunku, nawet tych najmłodszych i najbardziej zakochanych w Macieju Zakościelnym, rodzime produkcje musiały stać się już bardzo monotonne. Warszawa z przyszłości, banalne historie, bohaterowie wyciągnięci z okładki Vivy, w tle jakieś mało charakterystyczne albo z drugiej strony nad wyraz oryginalne figury. No i wszystko plastikowe i nie nasze i jakby się oglądało film animowany.

„Zgorszenie publiczne” nie powtarza żadnego z tych błędów.

Rzecz dzieje się na bytomskim Fytlu, gdzie po zamknięciu huty zatrzymał się czas. Bohaterowie żyją trochę obok cywilizacji, ale nie są tym zmartwieni. Pewnego dnia na podwórku przed kamienicą pojawia się golas w masce. Od tego momentu głównym zajęciem mieszkańców jest polowanie na zboczeńca. Łowy są dobrym motorem do wybuchu wszelkiej maści romansów. Tych nowych i tych starych.

Wielką zaletą jest to, że fabuła nie jest do końca przewidywalna (oczywiście jak na gatunek).  Ciekawa scenografia, ładne zdjęcia i śląski język tworzą barwny klimat, chciałoby się powiedzieć jak w czeskiej komedii, ale przebija tam coś tak polskiego czego żaden Czech by nie wymyślił.

Brawo! W kinach od 10-tego września!


Tekst: Irmina Kalotka

Foto: mat. prasowe








Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--