Bronisław Krystall. Testament.

Muzeum Narodowe.

19 listopada 2015 – 6 marca 2016

 

Życie nie obchodziło się z nim łagodnie, pocieszenia szukał w sztuce.

 

W Muzeum Narodowym, konferencją prasową z udziałem dyrektorki tej instytucji, Agnieszki Morawińskiej, oraz kuratora Krzysztofa Załęskiego i Katarzyny Mączewskiej (współpraca kuratorska) zainaugurowano wystawę „Bronisław Krystall. Testament.”

Urodzony w roku 1887 w Warszawie, wykształcony na uniwersytetach w Niemczech i Szwajcarii przez większość życia oddawał się sztuce. Ożeniony ze skrzypaczką Izabelą Rotmil, stracił ją w tragicznych okolicznościach bardzo szybko, podobnie jak młodziutkiego syna, Karola. Majątek po ojcu pozwolił Krystallowi na realizowanie pasji, jaką było kolekcjonerstwo. Początkowo, w myśl wyznawanej zasady Rien que la beaute ("Nic nad piękno") z myślą o wystawnym urządzeniu kamienicy „Pod Orłami” przy Mokotowskiej 24, na swoje polecenie zresztą wzniesionej (dziś mieści się tam siedziba British Council).

Podczas wojny trafił do getta, z którego udało mu się szczęśliwie wydostać, odtąd, by przetrwać, ukrywał się na Żoliborzu pod nazwiskiem Marian Krzeczkowski (jego najbliższym nie udało się przeżyć). Po tak bolesnych doświadczeniach ukojenie znajdywał zwłaszcza w obcowaniu z gotycką rzeźbą sakralną, kumulującą ból i cierpienie. Utwór zaliczany do arcydzieł polskiej muzyki, Stabat Mater Karola Szymanowskiego, miał upamiętniać jego zmarłą żonę (partytura dostępna zresztą na wystawie). Chcąc wesprzeć rozwój twórczości muzycznej, ustanowił Krystall nagrodę imienia żony wręczaną laureatom warszawskiego Konserwatorium. Planował utworzenie ekumenicznego muzeum poświęconego sztuce sakralnej wszystkich religii europejskich. Opublikował rozprawę Zagadnienia oświaty akademickiej, postulując założenie nowego typu uczelni: „Estetykum” – program nauczania miał obejmować całokształt wiedzy o sztuce. Po wojnie planował też utworzenie przestrzeni „dla przedstawienia rozwoju historycznego i artystycznego piękna książki” w świeżo odbudowanym Zamku Królewskim, w przestrzeni dawnej Biblioteki Stanisławowskiej. Zmarł w roku 1983.

 


Zapowiadając wystawę, jej kurator Krzysztof Załęski zaznaczył, iż odzwierciedla ona przykład postawy obywatelskiej, obrazuje, ile podczas jednego, intensywnego życia można zrobić, w tym przypadku: zgromadzić. Jednak, co ważne, zgromadzić nie pod wpływem egoistycznej manii posiadania, a wprost przeciwnie, będąc kierowanym potrzebą dzielenia się. Krystall dbał, by zakupione przezeń dzieła sztuki trafiały do takich instytucji, w których najlepiej mogłyby służyć społeczeństwu: stąd chociażby ich obecność w muzeum na Alejach Jerozolimskich 3, spadkobiercy tego historyka sztuki i mecenasa. Zresztą już we wrześniu 1939 powierzył Krystall muzeum swoją kolekcję, w formie zakonspirowanego depozytu oznaczonego kryptonimem „JR”, od inicjałów żony, by zapobiec ich konfiskacie.

Odwiedzając tę wystawę czasową (potrwa do 06.03) odnajdziecie na niej prace Wojciecha Kossaka, Leona Wyczółkowskiego, Józefa Chełmońskiego, Jacka Malczewskiego, Wojciecha Weissa, Xawerego Dunikowskiego czy Zofii Stryjeńskiej – a to tylko część. Pośród tych wszystkich znakomitości, moją uwagę przykuła szczególnie drobnostka: Stołek Ogrodowy ze sceną porwania Hippodamii przez centaura Euryfiona. Jakaż wspaniała rozbuchana przesada w prozaicznym przedmiocie codziennego użytku – wypatrujcie koniecznie! Nie zapominając, że piętro wyżej wciąż trwa cudowna wystawa mistrzów pastelu.

 


 

Tekst i foto: Marta Popławska

 


// Uwaga uwaga! Niebawem ten tekst, podobnie jak wiele innych, równie kulturalnych, odnajdziesz na nowym przedsięwzięciu Kulturalnie: blogu! Bądźcie czujni!;) //

 


 

 


Kategoria: Aktualności | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:
muzeum narodowe



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--