31. WFF: Almanach demonów


            W programie obecnej edycji Warsaw Film Festival nie mogło zabraknąć najnowszych produkcji rodem z Azji. Jedną z nich, wyświetlaną już podczas pierwszego dnia pokazów, była tajwańska „Pralnia”. Jest ona debiutem pełnometrażowym Chunga Lee, który słynął dotąd przede wszystkim ze świetnych shortów. Jednak po obrazie, który był już w tym roku prezentowany w Locarno, nie widać skąpego doświadczenia reżysera w tworzeniu filmów do dystrybucji kinowej. W „Pralni” można znaleźć dosłownie wszystko, co zapewnia sukces. Dobrze zbudowane postacie, zwroty akcji oraz czarny humor to elementy podstawowe zawartości scenariusza obrazu o płatnym zabójcy i jego szefowej-mentorce. Ponadto w fabule nie brakuje elementów charakterystycznych dla kina azjatyckiego takich jak: świat duchów, istota medium, sztuki walki i brutalność przedstawiona jako element codzienności, co pozbawia jej przejmującej dla europejczyków obrazoburczości. Propozycja Chunga Lee to przewrotna czarna komedia, która nie jest dziełem doskonałym, ale mimo to może być dla autora krokiem milowym w kierunku zostania cenionym twórcą orientalnego kina popularnego.

 


            W zupełnie innym świecie znajduje się za to główny bohater „Trumana” prezentowanego w ramach sekcji „Pokazy specjalne”.  Julian jest chory na raka płuc i postanawia przed śmiercią załatwić wszystkie nurtujące go sprawy. Nie zostaje przy tym sam. Po latach odwiedza go Tomas – przyjaciel, który przyjeżdża specjalnie w tym celu na cztery dni do Madrytu. Postanawia on pomóc Julianowi w realizacji wszystkich jego planów, pośród których najważniejszym jest znalezienie nowego domu Trumanowi, czyli ukochanemu psu chorego. Cała opowieść to słodko-gorzka historia pozytywnego mężczyzny, który nie chce walczyć o siebie. To on chce zadbać o innych, pozwolić im żyć bez żalu, gdy jego już zabraknie. Cesc Gay wyreżyserował obraz zabierający widza na wzruszającą wędrówkę śladami człowieka, który mimo wyroku nie zapomniał o świecie, ale postanowił dać mu, jak i swoim bliskim, co może zaoferować najlepszego – oznakę miłości.

 


            Nie tylko z teraźniejszością wiążą się największe ludzkie bolączki. Czasami zadry z przeszłości są jeszcze gorsze dla człowieka. Potwierdza to „Amnezja”, czyli szwajcarsko-francuska koprodukcja, która powraca do ciężkiej historii niemieckiego narodu. Za pomocą historii znajomości 25-letniego kompozytora Jo i jego nowej sąsiadki, starszej o dwa pokolenia Marthy, została ukazana dość złożona problematyka. Opiera się ona na połączeniu wątków zakrawającej o zauroczenie przyjaźni dwójki ludzi o znacznej różnicy wieku, poszukiwaniu wolności i szczęścia przez człowieka po ewolucję mentalności Niemiec po II wojnie światowej. Powrót do problemu tak ściśle historycznego jest związany z 25. rocznicą upadku muru berlińskiego. Film Barbeta Schroedera jest bardzo naturalistyczny i podkreśla istotę potrzeby spokoju człowieka, co zapewnia mu możliwość odnalezienia samego siebie. Jednak chwilami w rozważaniach historycznych jest toporny i łopatologiczny, przez co przytłacza rewizyjną tematyką, nie pokazując przy tym żadnego świeżego stanowiska.

 


            Wśród filmów o ludzkich koszmarach przewodnictwo należy jednak do „Demona” Marcina Wrony. Trzeci film fabularny w dorobku tego reżysera udowadnia, że w polskich realiach da się stworzyć horror, który dla rodzimych twórców zostawał do dziś tematyką zupełnie niechcianą. Popularność tego gatunku na świecie, jak i w naszym kraju, jest faktem niepodważalnym. Obok komedii to typ filmowy, na który do kin przychodzi najwięcej widzów. Jednak w polskiej kinematografii można znaleźć zaledwie kilka takich tytułów, w tym tylko „Medium” (1985) Jacka Koprowicza i „Lokis” (1970) Lecha Majewskiego są godne polecenia. Oczekiwanie trzydziestu lat to szmat czasu, ale w tym przypadku było warto. Marcin Wrona stworzył oniryczne dzieło, które w wielu aspektach można śmiało odnosić do „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego. Montaż, aktorstwo, ekspresja, a przy tym subtelność i niejednoznaczność tego filmu zapewniły mu niebywały kształt. Bez wątpienia to jeden z faworytów do głównej nagrody w „Konkursie Międzynarodowym”. Zresztą nie może to dziwić, gdyż „Demon” został już nagrodzony w minionych dniach na festiwalu Fantastic Fest w Austin w Stanach Zjednoczonych oraz na MFF w Hajfie w Izraelu. Pozostaje tylko żałować, że tak wielki reżyserski talent nie nakręci już nic więcej.

Już wkrótce kolejne relacje z 31. Warsaw Film Festival!

               

 

 


Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--