Przypowiastka o chęci życia

Zwykły, przeciętny dzień. Pojawia się na rutynowych badaniach lekarskich, które mają umożliwić dalszą pracę w zawodzie. Pewny siebie zmierza po kolejny wpis zapewniający właśnie taką możliwość. Jednak okazuje się, że musi się zgłosić na konsultację. Nieświadomy wagi tej sytuacji stawia się na nią w pełni rozluźniony.  Nagle słyszy diagnozę: rak. Kolana się pod nim uginają i myśli jedno: to już koniec, to wyrok. Następnie nachodzi go chwila refleksji na temat sposobu dalszego życia, wykorzystania czasu jaki pozostał. Z takim szokiem i powiązanym z tym przewartościowaniem spotyka się codziennie w Polsce wiele osób, którym ścieżkę dalszego działania ma wytyczyć główny bohater nowego filmu Macieja Migasa „Żyć nie umierać”, Bartosz Kolano (Tomasz Kot).


Wszystkie początkowe informacje na temat dotychczasowego życia niespełnionego aktora mogłyby zwiastować, że historia podąży w stronę jego upadku. Znowu zacznie psuć sobie życie, a pomoże mu w tym alkohol. Jednak Bartosz wybiera inną drogę. Postanawia być niekonwencjonalny. Nie stara się ani bazować na swojej chorobie, aby osiągnąć przebaczenie, ani nie użala się nad sobą. Za radą swojego terapeuty Żuka (Janusz Chabior) robi życiowy remanent. W rezultacie zamierza przeprosić wiele osób, które cierpiały przez niego w ciągu ostatnich lat. Reżyser balansuje przy tym między dramatem a komedią, przez co umiejętnie tworzy polską przypowiastkę o chęci życia pozwalającej docenić codzienność, której zostanie ustawiony termin ważności.


Choć taka opowieść, mimo ciężkiego tematu, dostarcza wielu dawek optymizmu, to warstwa scenariuszowa wydaje się bardzo niedopracowana. Zwłaszcza budowa postaci, z którymi Bartosz postanawia się pojednać zawiera dużo niedociągnięć. Największym zarzutem wobec nich pozostaje zdawkowe opisanie momentów przełomowych w danych znajomościach, przez co każde przeprosiny wydają się tylko kolejnym punktem w kalendarzu, a nie efektem skruchy i prawdziwego katharsis bohatera. Zresztą z tego powodu reakcje na przeprosiny stają się także nad wyraz tendencyjne. Owe braki miały zamaskować sceny przeniesione rodem z amerykańskich filmów, ale w większości przypadków nie zdołały one zmienić wrażenia, że w całej historii więcej przypadku i zapożyczeń niż dokładnie przemyślanej kompozycji.


Film promowany jest jako historia Tadeusza Szymkowa, byłego aktora filmowego i teatralnego. Trzeba docenić oddanie hołdu zmarłemu artyście, ale liczne zmiany w jego życiorysie budzą delikatny niesmak, gdyż prowizorycznie przy takich odwołaniach całość powinna w pełni oddać jego biografię. Abstrahując od etycznych wrażeń a propos promocji dzieła, „Żyć nie umierać” to pozytywna historia pokazująca człowiekowi, że warto docenić życie, nawet gdy znajduje się w najtrudniejszym momencie. Ponadto plus można postawić tylko przy grze aktorskiej, gdyż pozostałe elementy z powodu swojej przeciętności nie pozostaną na dłużej w pamięci widza.

 

Tekst: Adam Berlik

Foto: materiały prasowe


Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--