Mały Książę w czasach korporacji


Jaki będzie Mały Książę gdy dorośnie?

Czy wróci do swojej wyjątkowej Róży?

Co należy do obowiązków Króla i Próżnego na Planecie korporacji?

Czy ludzie korporacyjni potrafią się uśmiechać i być szczęśliwi?

Co może się wydarzyć po uwolnieniu wszystkich gwiazd, które ukradł Bankier-Biznesmen?

Jak Przyjaciółka ekscentrycznego Lotnika odmieni Pana Księcia?

Czy oswojony Lis pomoże pilotować samolot?

Kiedy na rozgwieżdżonym niebie można zobaczyć uśmiechy przyjaciół?


Nie ukrywam, że obawiałam się tej ekranizacji. Bo rzadko kiedy udaje się z sukcesem przenieść na ekran najbardziej znane książki, do których należy „Mały Książę” Antoine’a de Saint Exupéry’ego (książka przetłumaczona na 250 języków, sprzedana w 150 mln egzemplarzy na całym świecie), wszak „najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. Na szczęście Irena Brignull i Mark Osborne (scenarzystka i reżyser) nie przenieśli wprost historii książkowej na ekran. Pokazali współczesną historię, w którą bardzo misternie wkomponowali opowieść o Małym Księciu. To historia o czasach korporacji gdzie korpo-mama ma bardzo ściśle rozpisany na godziny, dni, miesiące i lata plan wychowania korpo-córki. Na szczęście ten korpo-projekt zaburza radośnie ekscentryczny sąsiad staruszek, który szuka przyjaciela. Co z tego wyniknie? Warto zobaczyć w kinie i spróbować odszukać w sobie dziecko, jeśli o nim zapomnieliście. Bo jak mówił Mały Książę „dorośli są bardzo dziwni… i zdecydowanie śmieszni”.

 


Nie przegapcie tego filmu, bez względu na wiek swój i swoich dzieci oraz wnuków, jeśli je macie. Bez dzieci też można się wybrać do kina na „Małego Księcia”, co pisząca te słowa uczyniła:)

Tekst: Barbara Popławska

Obejrzane w Kinotece



Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--