Muzyka, która opowiada – Enter Enea Festival


Na początku czerwca pod Poznaniem, nad Jeziorem Strzeszyńskim, odbyła się piąta edycja festiwalu Enter. Tym razem Leszek Możdżer, jego dyrektor artystyczny, zaproponował publiczności nie najłatwiejsze połączenie jazzu i poezji oraz z powodzeniem przypomniał, że jazz to muzyka wciąż żywa, która doskonale sprawdza się poza salą koncertową.


Pierwszy dzień festiwalu rozpoczął się koncertem Sorin Zlat Trio. Liderem zespołu jest rumuński pianista, który, co rzadko spotykane, sam nauczył się grać na fortepianie, w dodatku zaledwie dziewięć lat temu. Ze sceny popłynęły dźwięki-opowieści. Chociaż bez słów, muzycy snuli niespieszne historie, o miłości, o tęsknocie, o przemijaniu. Leszek Możdżer, zadbał w ten sposób o wstęp do kolejnych części wieczoru. Wstęp, dzięki któremu przejście z muzyki do słów stało się zupełnie naturalne.




 


„Pamiętnik z Powstania Warszawskiego” to spektakl wybitny. Już sam tekst Mirona Białoszewskiego z wielką dosłownością ukazuje dramat młodych ludzi, których rzeczywistością stała się wojna. Siła i ekspresja saksofonu Mateusza Pospieszalskiego, przekonanie z jakim śpiewali i recytowali Anna Maria Jopek i Adam Nowak, powaga kwartetu smyczkowego i chóru, oświetlenie, zapadający zmrok, wiatr w drzewach – to wszystko sprawiło, że bolesne emocje „Pamiętnika” stały się niemal fizycznie odczuwalne. Na godzinę publiczność stanęła oko w oko z poruszającym rockowym spektaklem, postawiona w niełatwy stan napięcia, niemal bez szansy na wzięcie oddechu. Koncert zakończyły milczenie i ciche oklaski słuchaczy, którzy rozchodzili się w skupieniu, reakcja,  która, chyba po raz pierwszy nad Strzeszynkiem, była całkowicie na miejscu.


 


O ile przerwa techniczna pozwoliła publiczności odrobinę ochłonąć, o tyle następny koncert przeniósł nas do świata Tuwimowskiej groteski, zabieg niemal terapeutyczny po „wojennych” emocjach poprzedzającego spektaklu. „Bal w Operze” powstał w dwudziestoleciu międzywojennym, satyryczny poemat śmiało kpi sobie z sacrum – perfekcyjnie przewrotny wyśmiewa narodowe przywary. Możdżer zapowiedział, że „oderwiemy się od ziemi, by spojrzeć na nią z perspektywy kosmicznej”, a już za chwilę, bez żadnego rozbiegu, publiczność została wrzucona w środek słowno-dźwiękowego zamieszania. Aktorzy wrocławskiego Teatru Capitol raz pędzili śmiejąc się szaleńczo, by zaraz zatrzymać się w sztucznym patosie. Działali jak sprawna maszyneria szalonego wynalazcy, to śpiewając chórem, to dopełniając się nawzajem w podziale na głosy. Muzyka i słowo były tutaj w doskonałej symbiozie, podbijając się wzajemnie. Możdżer wplatał do jazzowej aranżacji elementy ludowe i rockowe. W tym szaleństwie była metoda! Enterowa publiczność nie przestawała się uśmiechać, zarażona pozytywną energią.


 

 

 


 

 

 

Drugi dzień festiwalu był powrotem do klasyki poznańskiego festiwalu – wysmakowanego jazzu, doprawionego niebanalnymi detalami. Takimi smaczkami były m.in. rzadko pojawiające się na scenach instrumenty. Jako pierwsi wystąpili Leszek Możdżer, wibrafonista Dominik Bukowski i smyczkowy Atom String Quartet. Artyści rozpoczęli wieczór pełnymi uroku kompozycjami na styku muzyki klasycznej i jazzu, sięgając m.in. do muzyki Witolda Lutosławskiego. Kojące dźwięki, które wydobywał z instrumentu Bukowski długo rozchodziły się w powietrzu. Jeden z utworów Możdżer zadedykował jego żonie, „w podziękowaniu, że pozwala mu się zajmować takimi głupotami, jak granie na wibrafonie”. Chciałoby się powiedzieć – na szczęście dla nas!

 


Następny koncert, w wykonaniu Ambrose Akinmusire Quartet, nawiązywał do najlepszych tradycji eleganckiego jazzu. Nic dziwnego, skoro grający na trąbce Akinmusire uczył się przy Stevie Colemanie, Herbim Hancocku, Waynie Shorterze i Terensie Blanchardzie. Na zakończenie wieczoru wystąpili Michael Wollny, Tamar Halperin i Hanno Busch w projekcie Wunderkammer. Tym razem nie obyło się bez problemów technicznych, sprowadzony do Strzeszynka dla Halperin klawesyn, odmówił posłuszeństwa. Artystka pokazała duży dystans do siebie i odwagę, zgadzając się wystąpić na specjalnie nastrojonym keyboardzie. Ze sceny popłynęły hipnotyczne dźwięki niezwykłego połączenia fortepianu Wollnego, gitary Buscha i „klawesynu” Halperin.


 




Siłą Entera jest jego różnorodność i zaufanie jakim darzą się nawzajem słuchacze i Leszek Możdżer. Wyborów dyrektora artystycznego możemy być pewni, „szanowna publiczność” stawi się za rok.



Enter Enea Festival


tekst i fotografie: Maja Żuchowska


Kategoria: Recenzje muzyczne | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--