OKIEM  OBSERWATORA

18.06.2015 (czwartek) – dzień czwarty.

Sandy Simona - Lost in Lvov


Sandy Simona ukończyła wydział aktorski Kalifornijskiego Instytutu Sztuki w Los Angeles (CalArts). Jest laureatką dla najlepszego przedstawienia satyrycznego United Solo 2014.

Sandy Simona urodziła się w Nowym Jorku ale korzenie ma i wychowywała się w środowiskach Żydów rosyjsko – ukraińskich. Nic dziwnego, że w dorosłym, artystycznym życiu czerpie z tych tradycji i  nawiązuje do tych klimatów. Jej monodram „Lost in Lvov” jest wspaniałą opowieścią o cudownym świecie, którego już nie ma, a który jak wiadomo, przestał istnieć, w szczególnie tragicznych okolicznościach. Naczelny tytuł tego spektaklu powinien brzmieć: Żyd – wieczny tułacz.

Jest coś niesamowitego w kulturze żydowskiej, coś co nawet gdy odnajdujemy to w  innych kręgach, to nie w takim natężeniu i nie w takiej skali. Tym czymś jest nieprawdopodobna afirmacja życia, chęć życia, cieszenie się życiem, życzliwe wspominanie przeszłości, a w przypadku złych wspomnień, pocieszanie się, że będzie lepiej i nieustanne dążenie do wymarzonej „ziemi obiecanej”. W tym spektaklu, tym Edenem jawi się „AMERYKA”.

Na monodram „Lost in Lvov” składa się kilkanaście scen, które choć różne, mają kilka wspólnych cech. We wszystkich narratorką jest żydowska dziewczyna, która opowiada bądź swoją historię, bądź kogoś innego ale w sposób jaki to ona ją widziała lub zasłyszała. We wszystkich, „akcja” toczy się bądź jeszcze w Europie, a konkretnie we Lwowie, bądź już w Ameryce, a w tym przypadku Lwów i tak pojawia się jakby w drugim tle, we wspomnieniach.

Na początku spektaklu i po jego zakończeniu (na tzw. oklaskach) puszczana jest czarno biała projekcja ze scenkami życia codziennego, należy przypuszczać - Lwowa. Bardzo dobry pomysł, tworzący klimat.

Integralną, bardzo mocną częścią spektaklu jest podkład muzyczny ze znakomitą muzyką klezmerską i rosyjską, nie tylko w wersjach instrumentalnych ale również tekstowych.

Sama Simona wystawia jak najlepsze świadectwo swojej uczelni, uznanej za wiodącą akademię artystyczną w USA - w/g rankingu Newsweeka.

Widać było, że znakomicie czuje się w tych klimatach, a jej zdolności aktorskie są na najwyższym poziomie. Szczególnie jej mimika jest perfekcyjna, a dopełniającym detalem, który może wzbudzać niekłamany podziw jest gra … oczami. Właściwie potrafiła nimi wyrazić wszystkie uczucia: miłość, strach, zdziwienie, zaskoczenie, podziw, pożądanie, śmiech, gniew, zalotne „strzelanie oczami”. Wszystko! Coś niesamowitego!

Jednak nie tylko w oczach i mimice tkwi jej siła przekazu. Cały sposób grania, poruszania się, gestykulacji jest troszkę z „naszej” części Europy. Simona, chociaż jest Amerykanką i skończyła najlepszą uczelnię aktorską, w niczym nie przypomina oszczędnych w ruchach, chłodno (bądź „z pełnym uczuciem”) odgrywających swoje sceny artystek. Publiczność Teatru Syrena miała możliwość zobaczenia radosnej, pazernej na życie dziewczyny, spontanicznie wyrażającej swoje uczucia. A były one, jak to w historii Żydów, nie tylko radosne. Tych było bardzo dużo i wprowadzały publiczność w znakomity nastrój. Ale były też inne, wstrząsające, np. wątek fenomenalnie uzdolnionej córki jednego z najbardziej cenionych wykładowców Politechniki Lwowskiej, którą komisja egzaminacyjna w barbarzyński sposób potraktowała na egzaminie, wcale nie ukrywając, że czyni tak, ponieważ jest Żydówką. Inna historia z życia wzięta, to lament młodej kobiety mieszkającej tzw. „kołchozach”, czyli w dawnych, dużych mieszkaniach, w których na mocy decyzji administracyjnych musiało gnieździć się kilka, lub kilkanaście rodzin. A kuchnia była tylko jedna. Toaleta była też tylko jedna, jeżeli w ogóle była. W tej historii, kobieta zostaje sama z dwoma synami, bo jej mąż zmarł nagle w wyniku awantury ze współlokatorami – bandytami, właśnie w kuchni, przy stole, w czasie kolacji. A mieli już, z gigantycznym trudem wywalczone wizy, do z dawna wymarzonej AMERYKI, do swojej „ziemi obiecanej”. I w tej kobiecie jest jeszcze nadal jakaś pogoda ducha!!

Wszystkie sceny / etiudy grane przez Simone - i te pogodne, humorystyczne i te tragiczne, nostalgiczne - to najwyższej próby brylanciki sztuki aktorskiej. Nic dziwnego, że została laureatką najlepszego przedstawienia satyrycznego United Solo 2014. I ogromne podziękowania dla organizatorów United SOLO Europe, że pokazali ten monodram w Warszawie.



TEKST: KRZYSZTOF  STOPCZYK

FOTO: materiały prasowe TEATRU  SYRENA




   


Kategoria: Recenzje spektakli | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--