OKIEM  OBSERWATORA

16.06.2015 (wtorek) – wieczór drugi.

Yokko - Butoh Medea


Butoh Medea, czyli pot, krew i łzy [cytat ze spektaklu].


Spektakl „Butoh Medea” otrzymał nagrodę jako najlepszy żeński monodram w czasie ostatniego United Solo 2014, w Nowym Jorku. Połączenie mitu Medei z kulturą japońską nie wróżyło wieczoru pogodnego i radosnego. Całe szczęście, że większość publiczności zgromadzonej na widowni Teatru Syrena w drugi, festiwalowy wieczór, miała tego świadomość.

Japońska aktorka, absolwentka prestiżowej amerykańskiej uczelni Actors Studio, specjalizuje się w technice Butoh i ze spektaklami opartymi na niej zdobywa nagrody na międzynarodowych festiwalach.

W Polsce, Teatr Butoh / Technika Butoch (jap. buto – taniec mroku), jest mało znany i rzadko mamy możliwość oglądania spektakli granych w konwencji powstałej w latach 50-tych ubiegłego wieku. Wyraz Butoh składa się z dwóch ideogramów: BU – taniec i TOH – krok i oznacza: „nadeptywanie całą stopą”. Spektakle w tej technice są bardziej „chodzone” niż tańczone i bardziej przypominają szamańskie rytuały niż znane nam tańce. W swej warstwie ideologicznej Butoh odwołuje się do starych obrzędów, wierzeń i ludowej estetyki brzydoty.

Butoh Medea jest właśnie takim spektaklem. Na zupełnie pustej, pogrążonej w mroku scenie widzowie oglądają na przemian: etiudy „klasyczne” i te wykonane w technice Butoh.

Klasyczne – to teksy mówione po angielsku, grane „po europejsku”, z podkładem muzycznym szumu fal morskich, w jasnych kontrach reflektorów punktowych. Tu opowiadany i odgrywany jest dramat Medei. Te sceny mogłaby grać każda aktorka np. europejska, czy amerykańska. Oczywiście Butoh Medea nosi piętno kraju i kultury, w której powstał. W żadnej znanej mi inscenizacji tego mitu, nie było tak dosłownego opisu mordowania własnych dzieci przez Medeę. Jednego synka: „w serduszko – do dołu i do góry”, drugiemu synkowi: „nożem po gardziołku, żeby nie wołał głośno do Mamy”, a ukochanej córeczce tym samym nożem „w jedno oczko, przez mostek, do drugiego oczka”. No cóż, co kraj, to obyczaj. Pokolenie 25 / 30-latków wychowane na wojowniczych żółwiach, eksterminujących od horyzontu, do horyzontu wszystko co żyje, czy na księżniczkach, które jednym kopnięciem swoich długich i zgrabnych nóg odrywały głowy, razem płucami równocześnie dwóm albo trzem, przypadkowo napotkanym przechodniom, potraktowało scenę mordu dzieci zupełnie normalnie. Ale na pozostałych widzach zrobiła ona duże wrażenie.

    Połowę tego monodramu stanowią sceny w technice Butoh. FASCYNUJĄCE!. Transowa, bardzo głośna muzyka, znakomite oświetlenie (znowu głównie punktowe ale w połączeniu z lekko rozjaśnionym tłem), no i aktorka coraz bardziej odkrywająca swoje własne ciało w czasie – no właśnie nie do końca wiadomo jak to nazwać – tańca / transowych ruchów / mistycznych obrzędów? Te sekwencje są znakomite. One stanowią dowód na słuszność wyboru decyzji organizatorów, o pokazaniu tego monodramu w Warszawie. Stanowią również esencję międzynarodowych festiwali, gdzie widz, z dnia na dzień, ma możliwość obejrzenia przedstawień z różnych kręgów kulturowych.

Skrywająca się pod pseudonimem Yokko artystka otrzymała po zakończeniu występu długotrwałą porcję braw i trzeba to wyraźnie podkreślić – w pełni zasłużonych.


TEKST: KRZYSZTOF  STOPCZYK

FOTO: materiały prasowe TEATRU  SYRENA





   


Kategoria: Recenzje spektakli | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--