„Mariana. Listy portugalskie” w Teatrze Academia

     Spektakl „Mariana. Listy portugalskie” w reżyserii André de la Cruz gościł w czwartek i piątek (20 i 21 maja br.) na scenie Teatru Academia na Pradze. W roli Mariany wystąpiła Ewa Ampulska. Autorem muzyki do sztuki jest Konrad Kucz.

     Pierwowzorem bohaterki monodramu była portugalska zakonnica Mariana Alcofarado, która pokochała oficera francuskiego na służbie w Portugalii - Markiza de Chamilly. Pisała do niego pełne żaru i oddania listy, czym wywołała skandal w siedemnastowiecznej Europie. Spektakl w reżyserii André de la Cruz mimo, że oparty na XVII wiecznej prozie, jest nowoczesny. Na scenie, której czarny prostokąt ograniczają białe linie, występuje tylko jedna aktorka. Bosa, ubrana w kolorowy habit Mariana przez większą część sztuki zwraca się do obiektu swojej miłości z wyrzutami, że ją opuścił i że jej już nie kocha. Nazywa go tyranem, który chce dokonać na niej egzekucji. Bohaterka nie może się modlić, ani wykonywać innych obowiązków w zakonie. Inne zakonnice mają dla niej dużo zrozumienia i współczucia. Ona sama koncentrując się na swoich uczuciach popada stopniowo w obłęd. Nie do końca przy tym jest oczywiste czy rzeczywiście kocha tak bardzo, czy jest szalona, czy być może potrzebuje egzorcysty. W jednej ze scen, moim zadaniem najlepszej, walczy ze sobą i z całym światem. W pewnym momencie Mariana wychodzi poza prostokąt sceny i sięga po butelkę wody. „Przeżyłaś kiedyś coś takiego?”- pyta. Zaskoczona, nie wiedząc czy to dalsza część jej kwestii, czy przerwa w grze, kręcę przecząco głową. Ona pyta dalej. Mówi, że markiz myślał, że jest jeźdźcem, a był koniem i że miłość jest grą. Wraca na scenę. Od tego momentu inaczej patrzę na bohaterkę. To ona tworzy i nakręca sprężynę tej wielkiej namiętności, stając się jej ofiarą. Pod koniec spektaklu Mariana klęczy i modli się wtrącając między wierszami swoje myśli. Znów wpada w ekstatyczny taniec obłędu i kiedy krzyczy „dość tego” spektakl się kończy.

     Monodram jest opowieścią o kobiecie przeżywającej namiętność, która z jednej strony cierpi a z drugiej cieszy się z niej. Jest to spektakl ruchu, światła i dźwięku. Wszystkie te elementy są bardzo dobrze zgrane ze sobą. Na scenie jest tylko jeden element scenografii – coś, co skojarzyło mi się z „ołtarzykiem miłości”. Swój koloryt przedstawienie zawdzięcza dynamicznej grze Ewy Ampulskiej. Aktorka niejednokrotnie wykonuje skomplikowane układy choreograficzne wymagające świetnej sprawności fizycznej. Chodzi miarowo po scenie, czasami przyjmuje dwuznaczne pozy a nawet niezwykle energicznie podaje „przepis na ślimaczki”. Ciekawe efekty świetlne i delikatna, nastrojowa muzyka uzupełniają tę ponadczasową opowieść o samotności, miłości i namiętności.

     Ewa Balana


Kategoria: Recenzje spektakli | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--