Drżąca ręka Zanussiego


„Obce ciało”

Reżyseria: Krzysztof Zanussi

Scenariusz: Krzysztof Zanussi

Operator: Piotr Niemyjski

Muzyka: Wojciech Kilar

Obsada: Agnieszka Grochowska, Weronika Rosati, Agata Buzek, Riccardo Leonelli





Żyjemy w biednym duchowo i materialnie społeczeństwie - mówi Zanussi do upadłej, jego zdaniem, klasy średniej ćwierćinteligentów. Ma rację. Zawsze możecie wydać wasze pieniądze lepiej. Oddać fundacji charytatywnej walczącej o równouprawnienie zoofili („How i stopped worrying and had sex with a doplhin”), któremuś z jeszcze żyjących komunistycznych prokuratorów oblizujących z lubością niewinną krew z rąk, jakiejś niezidentyfikowanej korporacji albo - (to dla reżysera najgorsze) - zaadoptować dziecko z egoistycznej potrzeby miłości. Możecie je ostatecznie (te trzy dychy na bilet) zwinąć w tutkę i wciągać przez nie koks w kinowej toalecie. Po prostu nie wydawajcie ich, żeby zobaczyć ten film.

„Obce ciało” Zanussiego rozczarowuje – tych którzy spodziewali się nowych „Barw ochronnych” czy „Iluminacji” opisujących tym razem nowy, późno-kapitalistyczny świat. Rozczarowuje też tych, którzy podnieceni rykiem krytycznej prasy poszli zobaczyć katolickiego pornolka. Nic z tych rzeczy. Tak jak kino miało okres wielkiej niemoty, tak Zanussi wkracza śmiało w okres Wielkiej Miernoty. Próbuje po raz drugi opisać prosty świat, jak w "Barwach ochronnych". Tylko że, jak komicy tamtego okresu w nowej rzeczywistości, nie wie z czego się śmiać. Próbuje dokonać ponownie cudu „Barw ochronnych”, czyli wskoczenia do już pędzącego pociągu. Teraz załapuje się na zaostrzenie tendencji konserwatywnych. Czy skutecznie? To mógłby być film dla konserwatywnej widowni, pozbawionej w sumie swojego kina. Główne tezy filmu powinny wydobyć ryk radości z każdego konserwatysty – że komuniści wciąż nierozliczeni, że upadek rodziny, że bezpieczeństwo energetyczne sprzedane Rosji, że feministki zniszczą wraz z jakimiś korporacjami świat a wówczas rzeki spłyną krwią, naziści zaś będą jeździć na dinozaurach. A tak na poważnie – teza, że wierzący świadomie katolik jest w rzeczywistości po upadku trzech wielkich systemów wartości co najmniej zagubiony i dramatycznie obcy, powinna być przyjęta z sympatią. Tyle tylko, że nawet opakowanie tak ważnej intuicji w filmową materię, przychodzi Zanussiemu z trudem.

Nie będę streszczał fabuły tego filmu, bo doskonale zrobił to już za mnie Krzysztof Varga. Można też przeczytać książkę Rafała Ziemkiewicza „Ciało obce” z 2005 roku, która ewidentnie posłużyła jako podstawa do pracy nad scenariuszem.  Wystarczy powiedzieć, że jest to film o walce płci w skrajnie zideologizowanym świecie. Angelo (Riccardo Leonelli) znajduje się w kleszczach trzech totalitarnych systemów idei. Katolicyzmu, kapitalizmu i komunizmu,  których figurami są trzy główne bohaterki Kasia (Agata Buzek), Kris (Agnieszka Grochowska) i Róża Nilska (Ewa Krasnodębska). Wszystkie też na ołtarzu którejś z tych idei go poświęcają.  

Reżyser organizuje swój moralitet przy pomocy struktury Turandot. Scenariusz bliższy jest chyba jednak nieudanej operetce. Kris jako Turandot dręczy okrutnie Księcia – Angelo. Jej przybrana matka Róża jako umierający cesarz pokazuje, że  przybrane dziedzictwo kapitalizmu okazuje się takim samym totalitaryzmem jak komunizm i tak samo ideą przeżerającą ciało swoich wyznawców. Zamiast Li - z jej wierną czystą liryczną miłością, mamy w tym dramacie walki płci Kasię - która idzie do klasztoru, oddając się najstarszej totalitarnej instytucji i jest równie bliska Róży Nilskiej co Kris - czy obudzi się żeby poczuć cenę swojego oddania? Czy kpiące spojrzenie przeoryszy mówi właśnie o tym?  Nie ma tam mowy o zderzeniu duchowości z materią, bo bohaterowie są zasadniczo bezduszni i stanowią tylko ucieleśnienie ideologii. Ideologii szkicowanych z intelektualnym dyletanctwem i na potrzeby publicystycznego dyskursu na zasadzie: jak się gównem obrzuci, to zawsze trochę gówna zostanie a szczytny cel uzasadnia uproszczenia i uroszczenia. W pewnym sensie jest to film socrealistyczny – na pewno byłby przystępny dla dojarki od krów. Opisuje w końcu oderwane od współczesnej rzeczywistości mgliste wyobrażenia o dalekim i trochę strasznym świecie.  

Reżyserzy kręcą ponoć filmy dla zaspokojenia swoich fantazji seksualnych. Zanussi kręci je dla rozkoszy frustracji. Sfrustrowani są bohaterowie, sfrustrowani są aktorzy, sfrustrowani widzowie wiją się wydani na pastwę sfrustrowanego reżysera. Tak nakręca się spirala zażenowania, która każe nam wyć na sali kinowej w spazmach histerycznego śmiechu, kiedy słyszymy ograne teksty, posuwające - jak osioł kobyłę - nieruchawą fabułę bazarowego dreszczowca.

„Obce ciało” to niestety albo alegoryczna fantazja kogoś raczej ubogiego umysłowo albo też reżyser żyje w komorze deprywacyjnej. Podejrzewano go o wiele - o  bycie egzystencjalistą, klasycystą, opozycjonistą, kapusiem, katolikiem. Teraz już wiemy. Zanussi jest gnostykiem. Czym zasadniczo zainteresować powinna się nie krytyka filmowa ale Kongregacja do spraw Doktryn Wiary. Wierzę, że w kraju szariatu w jakim żyję, ramię świeckie nie zawaha się przed naszykowaniem zgrabnego stosiku.

Na równi z pytaniem o los chrześcijanina w świecie sekularyzowanym, film przenika przerażenie kobiecością i zmysłowością. Czyja to właściwie fantazja? Kto jest jest faktycznym podmiotem? Kto snuje tę wizję świata skorup pozbawionego Boga i nadziei? Kto konstruuje z konserwatywnych leków tę pułapkę? Żaden mężczyzna nie mógłby być aż tak nieczułym na urodę kobiet mizoginem, więc automatycznie zakładam, że oglądamy fantazję jednej z bohaterek. Kasi, która zamknięta w klasztorze i pozbawiona kontaktu ze światem zewnętrznym, walczy sama ze sobą i swoimi wątpliwościami. To ją ogarnia ciemność mistyczna, w której świat zamienia się w pole ruin relacji. Fakt, że ten świat zaczyna niepokojąco przypominać rzeczywistość kreśloną przez Frondę i "Tygodnik Powszechny" mówi więcej o zawartości prawicującej świadomości niż o samym mistycyzmie. Wyżej dupy nie podskoczysz.

To także podróż w czasie – wizja kapitalizmu z głębokich lat 80. Tak, tak to sobie wyobrażaliśmy - że tak będzie. Będziemy pracować za grube kokosy w jakiejś korporacji, jeździć konno a Ryśka będzie smażyła jajecznicę ale zasadniczo, jak przyjdzie co do czego to będziemy załatwiać awanse kurwiąc się jak z drugim sekretarzem partii a centrala znajduje się w Rosji. Furda globalizacja i rozmycie tożsamości narodowej. Centrala znajduje się w Rosji. Over.

W tej perspektywie wykastrowanie głównego bohatera zaczyna mieć sens podobny co w „Białym małżeństwie” Różewicza i z podobnych intuicji wychodzi.  Jestem twoim bliźnim. Jestem twoim bratem. Wychodzi z tego niestety logomachia wycięta z gazety i film szpiegowski w jednym. W tej perspektywie zaczyna mieć sens również ambiwalentna pozycja ciała w filmie, ciała które jest obiektem drugorzędnej pasji, przynosi cierpienie i jest pułapką. Techniki umartwienia i ekspiacji pojawiają się gęsto - fakt, że w formie bezproduktywnych zabaw korporacyjnych królowych ale każdemu taka mała śmierć i taki wzlot ekstatyczny, na jakie zasłużył. Katolik jest tu kreślony jako ciało obce w dosłowny sposób. Dlatego trzeba się zamknąć w fortecy klasztoru: tylko prawosławie idące ręka w rękę z faszyzująca władzą żyje otwarcie - mówi Zanussi. (Tam mnich jest byłym koszykarzem! Dziewczyny za nim latały!)

Jednak ciekawsze byłoby pytanie, czy to nie samo ciało jest wyobcowane. Gotycka uroda Buzek zdaje się to podkreślać - jest z cielesności oczyszczona, o cielesności zapomina i cielesność odrzuca.

Druga kandydatura do podmiotowości organizującej wizję świata to obraz starej komunistki wijącej się w hipnozie w podświadomych lekach i winie - obraz piekła lub czyśćca. Być może cała ta fantazja to świat wyrzutu sumienia – świat skorup, który oglądamy, Zanussi pomagał tworzyć obalając komunizm i teraz trochę mu wstyd za liberalne zachłyśnięcie. Reżyser zapomina ewidentnie, że dla nas przynajmniej część tego obrazu to znajomy krajobraz i czujemy się w nim pewniej. Czy nie bał się, że nie poczujemy fałszu?

Diagnoza układzików zawodzi. Wizja pracy i klasztoru nie ma nic wspólnego z tym, jak wygląda życie w jednym ani drugim. Bohaterowie wycięci z gazety  służą mu tylko jako pretekst do wygłaszania nudnawych i napuszonych kazań. Interesująca jest za to ich stylizacja - na język dramatycznie uproszczony i odarty ze znaczenia, doskonale pusty, nie mogący unieść żadnej treści. Podobnie gra aktorska bohaterów jest sztuczna do granic możliwości i wulgarnie banalna. Wszyscy wydają się dbać o efekt polskiej telenoweli, jeśli idzie o brak głębi emocjonalnej i drętwotę kwestii. Wszyscy też grają znacząco poniżej swoich możliwości, z chlubnym wyjątkiem Weroniki Rosati, która jedyna wybija się w tym filmie na ambiwalentne człowieczeństwo. Poza nią nie oszczędzono widzowi żadnej kliszy, żadnego schematu w panicznej obawie, że mógłby czegoś nie zrozumieć. Wszystkie działania to raczej kompulsywne odruchy bezwarunkowe a bohaterowie filmu cierpią jeśli nie na afazję, to przynajmniej mają syndrom Aspergera. W samej rzeczy jest to katolicki pornolek. Na dobre i na złe. Na pewno jest to film bez namiętności - działania wszystkich - z reżyserem włącznie są wykalkulowane. Wszycy są jak po praniu mózgu lub lobotomii. Kris jako korporacyjna suka Pawłowa szczerząca się z głębi swego kurwiego, nieczułego serca podrzutka jest świetnym przykładem tego zjawiska.

Zanussi powiela schemat, który kazał wielu ludziom ukrywać latami przed swoimi dziećmi i obcymi fakt, że zdobyli się na adopcję dziecka. Dla reżysera to tylko jeszcze jeden znak nienaturalności i porażki komunistycznego projektu nowego świata, w którym rodzina była mniej ważna niż państwo.

Przegrani i sfrustrowani są wszyscy - poza jedyną postacią Miry, która poświęca dosłownie wszystko. I jak męczennicy dostaje jej się palma korporacyjnego awansu. Czy możemy naprawdę myśleć o pracy w korpo w kategoriach ekspiacji?

Może niepopularność takich tematów w Polsce wyrasta z szacunku, jakim we wciąż pełnych kościołach nauczono nas traktować spektakl pasji. Spektakl, który kościół Katolicki serwuje co niedzielę od 2 000 lat i - niezależnie od jego zalet dramaturgicznych - trochę się już opatrzył.


Tekst: Michał Fopp

Foto: Robert Pałka








Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--