8. Sputnik nad Polską: Noc specjalna


Uczestnicy festiwalów często narzekają na terminy wyświetlania filmów. A to jakiś seans jest w czasie pracy, inny z kolei trwa za długo i wymaga od nas powrotu do domu w późnych godzinach wieczornych. Organizatorzy Sputnika nad Polską zadbali o to, by zadowolić potrzeby kinematograficzne widzów pracujących od poniedziałku do piątku w stałych godzinach. Poza – co oczywiste – większą ilością atrakcji w weekend, zorganizowali aż dwa maratony z kinem konkursowym. Tym samym zapewnili możliwość obejrzenia kilku najnowszych tytułów za jednym zamachem. Pokazy odbyły się z 22 na 23 i 29 na 30 listopada. Podczas pierwszego maratonu zaprezentowano: „Film o Aleksiejewie” (reż. Michaił Segał), „Jeszcze jeden rok” (reż. Oksana Byczkowa) oraz „Biały mech” (reż. Wladimir Tumajew). My natomiast byliśmy na drugim z nich, dzięki czemu poznaliśmy takie propozycje, jak „Klasa specjalna”, „Do widzenia mamo” i „Welkome Home”.

Bywalcy poprzedniej edycji święta rosyjskiego kina na pewno kojarzą Iwana Twierdowskiego. Ten zaledwie 25-letni reżyser rok temu objawił się warszawskiej publiczności za pomocą krótkometrażówki pod tytułem „Pieski haj”. Teraz powrócił ze swoją pierwszą pełnowymiarową produkcją – „Klasą specjalną”. Od samego początku można było zauważyć w tym dziele niebywałą dojrzałość połączoną z fachowością. Autor krok po kroku nakreślał tok zdarzeń i przeżyć bohaterów, połączonych bezpośrednio z kreacją problemu społecznego. Ukazał bowiem struktury działania tzw. klas wyrównawczych. Są to sztuczne, edukacyjne twory, do których wrzucani są wszyscy potencjalnie nieprzystosowani uczniowie. Zarówno ci z problemami z prawem czy nauką, jak i dzieci z różnym stopniem upośledzenia. Pokazanie takiej młodzieży i jej przeżyć w opozycji do reszty uczniów już samo w sobie stanowiłoby bardzo mocny obraz. Jednak Twierdowski postanowił pójść o krok dalej. Przedstawia wykluczenie w wykluczeniu, w którym odrzucone osoby nie uczą się empatii, ale odnajdują szczęście w upokarzaniu innego człowieka. Członkowie tej klasy, jak każde dziecko, pragną popularności i dążą do wykluczenia wyróżniających się jednostek. Oczywiście motywy takiego zachowania są różnorodne, w tym jednak przypadku jeszcze dosadniej wywlekają na światło dzienne bezwzględność panującą wśród młodzieży. Według redakcji kulturalnie.waw.pl to najlepszy tytuł prezentowany w ramach Sputnika nad Polską. „Klasa specjalna” porusza wielowymiarowością tematyk oraz techniczną i fabularną budową dzieła.


 

Niestety, kolejny prezentowany film nawet w połowie nie dorównał swojemu poprzednikowi. „Do widzenia mamo” opowiada o rodzinie, która zostaje rozbita z powodu romansu. Perfekcyjna matka i żona przez przypadek poznaje mężczyznę. Zakochuje się w nim i postanawia zrezygnować ze swojego idealnego życia z kochanym mężem i synem. Stawia wszystko na jedną kartę i rozpoczyna nowy rozdział w życiu. Zapowiadało to niezły melodramat, ale Swietłana Proskurina stworzyła obraz z wieloma wadami formalnymi. W scenariuszu brak przede wszystkim sytuacji zapewniających ciągłość przyczynowo-skutkową. Istnienia dziur fabularnych nie można bronić w imię próby wprowadzenia niedopowiedzeń czy unikania łopatologiczności. Zwłaszcza, że ten drugi aspekt jest bardziej niż przegadany, a przy okazji sprowadza się do historii mogącej być opowiedzianą za pomocą dwóch lub trzech zdań. Oczywiście, potencjalnie można zrobić tak z każdym filmem, ale tym razem reszta dzieła wydaje się naprawdę bezsensowna. Nie powinien zatem dziwić fakt, że największym mankamentem tej produkcji są konstrukcje postaci. Między głównymi bohaterami nie czuć żadnych spoiw czy większych uczuciowych zależności, a samodzielnie stają się do bólu jednowymiarowi. Matka przypomina osobę zupełnie oderwaną od rzeczywistości. Natomiast ojciec wygląda na człowieka przegranego, który nawet ze względu na syna chce zrozumieć zachowanie żony. Do tego jego ataki gniewu są przerysowane i wywołują u widza – zapewne wbrew oczekiwaniom reżyserki –  śmiech. Większość scen dodatkowo została ukazana w domku daleko od miejskiego szumu. Miało to podkreślić odosobnienie i pustkę postaci, a przez to nawiązać do wielu klasyków gatunku. Takie odnośniki są zauważalne, ale trzeba podkreślić, że tym razem był to jedynie gwóźdź do trumny. Bohaterowie i rzeczywistość – potencjalnie spójne elementy – przez nieudolność twórczą reżyserki zamiast portretu psychologicznego stworzyły pseudoteatr.



Po tych intelektualnych i emocjonalnych rollecoasterach organizatorzy postanowili pokazać na koniec nocy filmowej nieco lżejszą produkcję. Ostanie słowo w tym przypadku to klucz, gdyż „Welkome Home” jest efektem współpracy amerykańskich i rosyjskich producentów. Wyszedł z tego komediodramat o dwojgu ludzi, którzy są totalnie znużeni swoim dotychczasowym życiem. Pragną się usamodzielnić i jednocześnie rozpocząć realizację swoich marzeń. On ma rodzinę, ale nie czuje się z nią w ogóle związany. Ona z kolei zrywa relację ze swoim kochankiem, będącym jednocześnie jej dotychczasowym sponsorem. Jak to w życiu bywa, bohaterowie trafiają na siebie. Rozpoczyna to szereg niecodziennych wydarzeń, w których, na zasadzie prób i błędów, oboje testują swoich dotychczasowych partnerów oraz ich wzajemne stosunki. Kształt całego obrazu przypomina w pewien sposób współczesne dzieła Woody’ego Allena, przedstawiając losy wybranych jednostek i ich nieco naciągane (w tym erotyczne) przeżycia na tle wielkiej metropolii. Choć chwilami ten klimat zanika z powodu niepotrzebnych scen prezentujących cykliczność zachowań postaci, to propozycja Angeliny Nikonowej jest ciekawym przykładem współpracy między dwoma krajami, które mimo konfliktu interesów politycznych, potrafią dogadać się na polu kulturowym.


 


Zapraszamy do kolejnych relacji z 8. Sputnika nad Polską!

 

Tekst: Adam Berlik




Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--