8. Sputnik nad Polską: Rosyjski cyrk


Kojarzenie rosyjskiego kina z filmami poruszającymi jedynie poważne, przytłaczające tematy jest błędne. Tak potężny rynek w swoim repertuarze posiada corocznie wiele propozycji stricte gatunkowych. W tym nie brakuje tytułów zapewniających widzom oderwanie od intelektualnych wymagań, serwujących rozrywkę, masę śmiechu i emocji. Każda z odmian filmów zza naszej wschodniej granicy jest licznie reprezentowana podczas tegorocznej edycji Sputnika nad Polską. Do widzów bardziej wymagających bez wątpienia przemówi Konkurs Główny. Z kolei jeśli ktoś chce postawić na rozrywkę i zobaczyć zabawne oblicza Rosjan, śmiejących się często z własnych przywar, powinien wybrać jedną pozycję z długiej listy seansów wyświetlanych w ramach sekcji „Kalejdoskop”.

Rozpoczęcie edukacji na studiach i poznanie przy tym wielu ludzi, wśród których przypadkowo znajduje się przyjaciela przynoszącego niekończące się kłopoty, to zarys losów głównego bohatera „Geolog. Mocniej niż śmierć”. Dzieło Diłmuroda Masaidowa przedstawia historię dwójki młodych badaczy udających się na praktyki z Taszkentu do Nowosybirska. Od tego momentu ich życie zostaje odwrócone do góry nogami. Piętrzące się sytuacje, w tym komiczna ucieczka przed olbrzymim niedźwiedziem, to elementy obrazu akcji umiejscowionego w latach 60. ubiegłego wieku. Choć całość chwilami bawi do łez, to ewidentnie widać braki w warsztacie twórczym reżysera. W jego dziele można postawić grubą kreskę, która podzieliłaby fabułę na dwie części. Ich połączenie w jedność nie jest wystarczająco przekonujące, gdyż obie połowy wydają się wyciągnięte z zupełnie innej beczki, a ich spoiwem jest zaledwie kilka zdań wypowiedzianych przez narratora, czyli w tym przypadku głównego bohatera. Do tego drugi etap losów dwójki Rosjan poległ całkowicie na etapie scenariuszowym. Przypomina wręcz wyrzucanie pomysłów i przeróżnych alternatyw, które bez większego przemyślenia znalazły miejsce w konstrukcji historii. Wszystkie uwagi brzmią dość drastycznie, ale mimo to „Geolog. Mocniej niż śmierć” zapewnia dużo uśmiechu i stanowi oddech w czasie zapoznawania się z licznymi sputnikowymi filmami koncentrującymi się na poważniejszych tematach.



Inną propozycją z przymrużeniem oka jest „Zimy nie będzie”. Gwarantuje ona czarną komedię na naprawdę niezłym poziomie. Jak wyobrażacie sobie swoje ostatnie godziny życia? W wykreowanej przez Ilię Demiczewa rzeczywistości zanosi się na katastrofę kończącą dzieje ludzkości. Do zderzenia z  ziemią nieuchronnie zmierza wielki meteoryt. Choć nie wszyscy wiedzą o tym fakcie, to przedstawione pasmo zdarzeń wydaje się tak kuriozalne, że można podejrzewać kosmiczne moce o oddziaływanie na każdą z postaci. Codzienność przeciętnej rodziny zostaje totalnie zaburzona. Nagle wszystkie tajemnice wychodzą na światło dzienne. Jednak żaden z bohaterów nie przyjmuje ich spokojnie. Każde zdarzenie napędza drugie i doprowadza do irracjonalnych zachowań. Społeczne czy etyczne zasady zostają przez każdego schowane do kieszeni. Najważniejsze stają się najbardziej skrywane pragnienia i – co oczywiste – ich realizacja. Schemat przyczynowo-skutkowy został zbudowany naprawdę zgrabnie. Do tego przedstawił dość realistyczne i niekonwencjonalne zachowania ludzi, które naprawdę mogłyby mieć miejsce. Zwłaszcza, gdyby doszło do ograniczenia czasu na podejmowanie przez nich decyzji. W wielu momentach film przypomina wręcz groteskę, ale nie umniejsza to ani odrobinę dosadnemu ukazaniu szeregu jednostkowych zależności oraz wartości, które bez względu na sytuację powinny zostać zachowane. „Zimy nie będzie” to egzystencjalny cyrk z wydumanym zakończeniem stanowiącym jedyny poważny mankament.


 

Yuri Bykov w ostatnim czasie wraca do Polski niczym bumerang. Tym razem prezentuje on swoją najnowszą propozycje o tytule „Dureń”. Traktuje on o Dimie, mężczyźnie pracującym w małym miasteczku jako hydraulik. W pewnym momencie zostaje wciągnięty w wir skutków korupcji władz zamieszkiwanego przez niego miasteczka. Młody mężczyzna próbuje uratować życie 800 osób w imię idei, nie spodziewając się, że przez to sam może sobie zaszkodzić. Bykov omawia w swoim filmie prawa rządzące łapówkarską władzą. Każdy jest od siebie zależny i daje alibi innej osobie. W rezultacie tworzy się prowizoryczne bezpieczeństwo kosztem cierpienia i gorszego bytu przeciętnych obywateli. Na szczęście ten hierarchiczny świat nie został po raz kolejny ukazany w sposób tendencyjny za pomocą jednoznacznych sytuacji. Tutaj ułudę idylli i wzajemnej przyjaźni burzą dialogi doprowadzające napięcie między bohaterami do granic możliwości psychicznych. Do kumulacji interakcji dochodzi w jednej ze scen, gdzie wszyscy wypominają sobie wszystkie machlojki . Siedzą wtedy przy jednym stole i mają możliwość dogłębnie obserwować zachowanie każdego ze swoich dwulicowych przyjaciół. Jak na dłoni widać, że dla każdego z nich liczy się wyłącznie własne bezpieczeństwo. Tragedia wisząca w powietrzu pozostaje wtedy gdzieś na bocznym torze. Reżyser brutalnie zrównuje Rosję z partią szachów, w której każda figura ma swój potencjalnie niezachwiany status. Jednak pionki łączy jedno – każdy może być w dowolnym momencie zaszachowany. A także usłyszeć: „Mat”, a to równoznaczne jest z brakiem powrotu do gry.

 


Zapraszamy do kolejnych relacji z 8. Sputnika nad Polską!

 

Tekst: Adam Berlik



Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--