8. Sputnik nad Polską: Samotność


Często o rosyjskiej kinematografii pojawiają się opinie, że produkcje zza naszej wschodniej granicy nie mogą obejść się bez włączenia w fabułę wątków alkoholowych. Rzeczywistość w większości potwierdza takie twierdzenia, ale warto zastanowić się, dlaczego twórcy sięgają po to takie rozwiązania. Pierwsza część odpowiedzi jest zgoła prosta – oddają realny stan społeczeństwa. A druga? Uzupełnieniem omawianej kwestii pozostaje zagadnienie samotności przeradzającej się w zagubienie. Wyobrażenie Rosji jako kraju mlekiem i miodem płynącym upada. Reżyserowie nie bez przyczyny lubują się w dramacie. Jako wnikliwi obserwatorzy świata dostrzegają specyfikę ich potężnego kraju – im więcej ludzi, tym trudniej o zrozumienie.

Najmocniejszym tytułem eksponującym tę zależność jest „Syn” Arsienija Gonczukowa. Już pierwsze kadry przekonują, że będzie to prawdziwe wyzwanie dla psychiki i wrażliwości widza. Czarnobiałe zdjęcia niby niechlujnie pokazują proste życie Andrieja. Nagle widzimy szarpaninę między nim a matką. Okazuje się, że matka Andrieja choruje na schizofrenię, a on zostaje z problemem zupełnie sam. Ojciec dawno już porzucił rodzinę, a siostra wyjechała. Świetnie ułożone dialogi krok po kroku przedstawiają bezgraniczną miłość Andrieja do matki. Niestety, uwidaczniają także ułudę, w której żyje. Z rożnych stron słyszy opinie, że nie ma już ratunku dla jego rodzicielki, ale wiara pozostaje w nim  niezłomna aż do jej śmierci. Wtedy następuje punkt zwrotny, w bohaterze coś umiera i postanawia rozliczyć się z członkami rodziny, którzy w ciężkich chwilach nie okazali mu nawet odrobiny zainteresowania.  Tytułowy „Syn” zaczyna żyć niczym w amoku, sam nie wie, gdzie wyładować swoją złość, rozgoryczenie i co chce zrobić sytuacji wytyczonej mu przez los. Wydaje się przy tym totalnie oderwany od rzeczywistości. Także od swojej ukochanej, która pomogłaby mu na każde jego skinienie. Gonczukow każdy element swojej fabuły ukazuje za pomocą prostych środków operatorskich oraz dobrej gry aktorskiej. Dzięki temu poprzez minimalizm stworzył wnikliwy, ale i przytłaczający portret człowieka porzuconego, który swoim ciężarem przypomina dzieła samego Ingmara Bergmana. Film otrzymał główną nagrodę na Festiwalu Kina Rosyjskiego „Okno na świat” w Wyborgu.




 

Bezgraniczna, ślepa miłość to uczucie, które przydarza się chociaż raz w życiu każdemu człowiekowi. Jeśli dodamy do tego schematu brak opamiętania, czyli aspekt sztuki zakrawający wręcz o metafizykę, to otrzymamy model poruszania się po omacku. Tak właśnie zachowuje się główna postać w filmie „Tak, tak”. Waleria Gaja Germanika stworzyła dzieło opowiadające historię nauczycielki, która bezgranicznie zakochuje się w awangardowym artyście. Dręczony jest on przez chorobę alkoholową będącą punktem wyjścia do tworzenia licznych dzieł. Oboje poznają się przez Internet i z biegiem czasu tworzą absurdalny związek. Ona szuka w nim inspiracji do życia i innego modelu podejścia do świata. On z kolei traktuje ją jako jedną ze zdobyczy, mimo że zdarza mu się artykułować frazy, które prowizorycznie miałyby świadczyć o żywionym do dziewczyny głębokim uczuciu. Cały film, włączając w to oniryczną fabułą w oparach alkoholu, jest eksperymentem formalnym. Największą role odgrywa w nim światło, które z jednej strony przypomina bajkę, z drugiej znowuż ułudę na kacu. Barwy, nawet w scenach szpitalnych, przypominają ciągłość obecności stroboskopu. Liczne sceny seksu czy momenty wskazujące na artystyczne olśnienie i wir twórczej pracy, przypominają chwilami sen na jawie, a kiedy indziej epizody teatralne. Dzięki temu trudno do końca stwierdzić, które słowa i sytuacje dzieją się naprawdę. Germanika stworzyła dzieło, które przy pomocy elementów sztuki nowoczesnej odnosi się nie tylko do problemu alkoholu czy bezgranicznej miłości. Pokazała uwspółcześnioną wersję muzy artysty, która dopiero przez całkowite upokorzenie rozumie, że była jedynie przelotnym etapem dla swojego kochanka. On będzie dalej podążał wybraną ścieżką, a dla niej pozostaje bocznica naznaczona przeszłością. Ten kontrowersyjny obraz na pograniczu wyobrażenia i rzeczywistości otrzymał nagrody za najlepszą reżyserię oraz FIPRESCI na 36.MFF w Moskwie.



Życie według zasad narzuconych przez rodziców, ułożone od najmłodszych lat aż po okres dorosłości - z takim losem musi zmierzyć się główna bohaterka „Kombinat Nadzieja” autorstwa Natalii Mieszczaninowej. Umiejscowiła ona akcję swojego filmu w Norylsku, przemysłowym mieście na północy Rosji. Krainie pozbawionej możliwości realizacji większych idei, gdzie na porządku dziennym są zakrapiane alkoholem młodzieżowe imprezy, a ambicje dorosłych kończą się na znalezieniu partnera na całe życie. Z taką rzeczywistością próbuje zmierzyć się pewna dziewczyna. Jako jedyna chce wyrwać się ze szponów rodzinnego konserwatyzmu. Otrzymuje od matki i ojca mieszkanie. Dla niej to nic nadzwyczajnego, wręcz kotwica przywiązująca ją do Norylska. Natomiast dla jej przyjaciół własne lokum stanowi cel-marzenie. Dosadność niezrozumienia zostaje tu wyeksponowana przez niecenzurowane dialogi, ale także zdjęcia „z ręki”. Dzięki temu nie dość, że czujemy się niczym obserwator i uczestnik całej historii, to jeszcze dosadniej rozumiemy narastającą depresję bohaterki. Jej zderzenie ze światem pokazuje, że nie koniecznie w innym miejscu czeka na nią coś lepszego. Tym sam tytułowa nadzieja to drobne kłamstwo i ułuda dziewczyny wobec samej siebie. Można by też rzec, że to odautorska ironia na temat losu ludzi żyjących w takich miasteczkach. Bo co im zostaje poza powszedniością? Tylko nadzieja na uśmiech losu, ponieważ zatracili już w sobie umiejętność kreowania i spełniania marzeń.


Zapraszamy do kolejnych relacji z 8. Sputnika nad Polską!


Tekst: Adam Berlik


Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--