Jedna doba z życia ludzkości. Python + Montfort =

„Zegar światowy”


Kiedy teoretyk nowych mediów zabiera się za pisanie powieści, można się spodziewać, że będzie ona nieprzeciętna, niekonwencjonalna i kreatywna. Nie inaczej stało się w przypadku Nicka Montfort’a, autora książki „Zegar światowy”, który dzięki interakcji z maszyną cyfrową stworzył dzieło stanowiące eksperyment w dziedzinie literatury. Tym samym wymyślony koncept Lema został wcielony w życie.

 


Nick Montfort jest amerykańskim profesorem zatrudnionym w Massachusetts Institute of Technology, a także twórcą, krytykiem i teoretykiem mediów cyfrowych. Zajmuje się również programowaniem fikcji interaktywnej oraz generatorami poezji i innymi maszynami literackimi. W tym miejscu można złapać głęboki oddech i zadumać się nieco nad kondycją współczesnej literatury. Powieść i nowe media? Literat i generator poezji? Czy to nieporozumienie, czy po prostu efekt naturalnego rozwoju cywilizacji ludzkiej?

Każdy kto zna badaczy cyberprzestrzeni, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że daleko im do uwielbienia żywionego przez większość czytelników linearnej lektury, zamkniętej budowy dzieła czy przyczynowo - skutkowego rozwoju wydarzeń. O nie! Osoby związane z nowymi mediami wybierają raczej nawigację w hipertekstowym kłączu pozwalającą twórcy i odbiorcy na konstytuowanie działa od nowa z każdym jego odczytaniem. Klasyczna powieść w rozumieniu nowomedialnym jest passé. Mając na uwadze powyższe uwagi nie można było spodziewać się, że „Zegar światowy” będzie „zwykłą” książką. Rozpoczynając lekturę, czytelnik decyduje się na poddanie się eksperymentowi i rozpoczęcie tekstowej przygody wiodącej przez 1440 jednominutowe mikrohistorie rozgrywające się w ciągu jednej doby dookoła świata. Dlaczego akurat 1440 miniopowieści? Dwadzieścia cztery godziny pomnożone przez ilość minut, składających się na jeden dzień daje właśnie taką liczbę historii.

Inspiracją do stworzenia „Zegara światowego” była recenzja fikcyjnej książki „One Human Minute”, napisana przez Stanisława Lema w 1982 roku. Rzeczona recenzja została opublikowana cztery lata później w zbiorze „Biblioteka XXI wieku”. Nieistniejąca książka opisana przez futurologa i klasyka powieści science fiction dotyczyć miała wydarzeń rozgrywających się w ciągu jednej minuty na całym świecie. Ten iście diaboliczny koncept spisania losów wszystkich ludzi wykonujących określone czynności zaledwie w ciągu sześćdziesięciu sekund zdradza geniusz mistrza Lema, który już od dawna bywa określany mianem wizjonera. Zadanie napisania takiej książki wydaje się niemożliwe, aczkolwiek niezwykle fascynujące. O statusie awykonalności pomysłu futurologa można dyskutować długo, jednakże lepiej będzie przyjrzeć się propozycji Montforta, który postanowił wcielić ideę w życie, używając do tego celu napisanego przez siebie programu służącego do generowania treści.

Trzeba przyznać, że dzieło Montforta irtytuje, denerwuje i wierci dziurę w głowie czytelnika. Poznając kolejnych bohaterów książki żyjących w różnych miejscach na kuli ziemskiej odbiorca może czuć pewien niedosyt, a wręcz rozczarowanie. Po lekturze pierwszego rozdziału wydaje się, że mikrohistorie przedstawionych bohaterów zostaną rozwinięte, że poznamy więcej niuansów z ich życia, dowiemy się o nich czegokolwiek więcej…, że wydarzy się w końcu COKOLWIEK ciekawego, a akcja chociaż trochę się skomplikuje…., ale tak się niestety nie dzieje. Otrzymujemy coś na kształt skompilowanego „Dnia świstaka”. W tym sensie (standardowe) oczekiwania czytelnicze zostają zawiedzione. Czy jednak jest to minus książki? Z pewnością nie! Im dłużej czyta się książkę Montforda, tym irytacja narasta. Przeciętny czytelnik przyzwyczajony do tego, że książka składa się z wstępu, rozwinięcia
i zakończenia, a bohaterowie przeżywają jakieś mniej lub bardziej pasjonujące przygody, rozczaruje się i z rzuci książkę w kąt. Po chwili zastanowienia powróci do niej i spróbuje spojrzeć na nią pod innym kątem. Jednakże wszyscy, którzy pomyśleli, że książka powstała w sposób przypadkowy są na dobrym tropie.

O czym w zasadzie jest „Zegar światowy”? Wydaje się, że książka ta stanowi randomowy zestaw elementów dobieranych w sposób losowy. Struktura każdej mikrohistorii składa się z losowo dobieranych argumentów, tworzonych przez takie elementy jak: nazwa jakiegoś miasta, godziny (podanej według czasu lokalnego), bohatera opowieści   czytającego określoną treść zawartą na rozmaitych przedmiotach, różnych sposobów lektury, a także reakcji wywołanych przeczytaniem określonej informacji. Generator treści losuje imiona z puli 200 możliwości (spośród polskich imion można wymienić Zenona i Katarzynę oraz Natalię), natomiast całość podzielona jest na 24 rozdziały odpowiadające 24 godzinom
i strefom czasowym.

Powieściowy eksperyment został de facto stworzony dzięki współpracy człowieka z komputerem, czyli podstawowej interakcji łączącej środowisko cyfrowe z fizycznym. Tekst został wygenerowany dzięki zastosowaniu języka programowania określanego jako Python, który swoją nazwę zawdzięcza doskonale znanemu serialowi komediowemu „Monty Python's Flying Circus". Używają go Google, Yahoo, Nokia, IBM, a nawet NASA. Program generujący każdą historie dostępny jest jako projekt z kategorii Open Source od 1991 roku.

Niewątpliwie „Zegar światowy” to prekursorskie dzieło, które jest koryfeuszem chóru cybernetycznych literatów, wkraczających coraz bardziej odważnym krokiem na arenę światowego rynku czytelniczego. Dzieło wpisuje się w trend liternetu, a więc zjawisk łączących literaturę i Internet. To także przykład liberatury. Co więcej, każdy czytelnik może samodzielnie stworzyć alternatywną wersję książki Montforda, dzięki wykorzystaniu dostępnego w sieci kodu, znajdującego się także na stronie http://nickm.com/code/world_clock.py. Jednakże należy zaznaczyć, iż pomimo zastosowanego narzędzia sieciowego ze względu na tradycyjną formę wydania papierowego, „Zegar światowy” nie jest sam w sobie dziełem cyfrowym, sieciowym, interaktywnym, czy multimedialnym.

Kończąc rozważania nad kwestią procesu tworzenia książki, pora wyciągnąć wnioski dotyczące przekazu zawartego w warstwie głębokiej dzieła. Czas odrzucić tezę o predestynacji i wyższości jednej rasy nad drugą. Książka pokazuje, że ludzie mieszkający w różnych strefach geograficznych, czy to w Bagdadzie, Chicago, Pago Pago, Riyadh, Tripoly czy Kalkucie, należący do odmiennych kultur i ras, posługujący się rozmaitymi językami tak naprawdę żyją podobnie. Wszyscy korzystają z produktów spożywczych, lekarstw, piszą listy, czytają etykietki na opakowaniach, gazety, dokumenty, manuskrypty, książki, napisy na kopertach, raporty, czy rozmaite umowy. To apologia relatywizmu kulturowego, czyli zachęcanie do nieoceniania innej kultury przez pryzmat własnej.

Na zakończenie należy dodać, że choć „Zegar światowy” może nużyć swą jednostajnością i przewidywalnością, ponieważ czytelnik nieustannie napotyka podczas rytuału lektury postaci czytające różne teksty i reagujące na przeczytane wersy w rozmaity, aczkolwiek z góry ustalony sposób i tak przez 245 stron….., to warto do niej zajrzeć, aby przekonać się, jak może wyglądać przyszłość literatury, współkonstytuowanej przez człowieka i maszynę. Do jej przeczytania nie zachęca kunszt pisarski, nowatorskie ujęcie tematu, czy pasjonująca historia, a sposób powstania książki stanowiący alternatywę dla tradycyjnych lektur. Warto także postawić pytanie, czy publikacja Montforta stanowi konsekwencję zafascynowania współczesnej cywilizacji nowymi mediami, realizację potrzeby zmiany stylu prowadzenia narracji oraz lektury, czy fanaberię nowomedialnych badaczy?

 

Tekst:Magdalena Mikrut-Majeranek

Foto: materiały prasowe


 



Kategoria: Recenzje książek | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:
ha!art wydawnictwo Ha!art Zegar światowy



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--